10 marca

"Terapia antystresowa poprzez sztukę. 101 mandali i dzieł sztuki oczyszczających i wzmacniających naszą psychikę" Katarzyna Alonso - recenzja

"Terapia antystresowa poprzez sztukę. 101 mandali i dzieł sztuki oczyszczających i wzmacniających naszą psychikę" Katarzyna Alonso - recenzja
Tytuł: "Terapia antystresowa poprzez sztukę. 101 mandali i dzieł sztuki oczyszczających i wzmacniających naszą psychikę"
Autor: Katarzyna Alonso
Gatunek: poradniki, psychologia
Liczba stron: 98
Wydawnictwo: Siedmioróg

Ta szczególna książka zainteresowała mnie swoją piękną okładką. Na ciemnym, czarnym tle znajduje się barwna mandala symbolizująca dzień i noc. Książka oprócz wielu informacji i objaśnień zawiera 101 mandali i dzieł sztuki, które możemy sami pokolorować tak, jak chcemy. Podzielona jest na tematyczne rozdziały, do których dobrane są najbardziej charakterystyczne dla danego tematu rysunki. Autorka w krótki, ale bardzo interesujący sposób opisuje nam sztukę sakralną Tybetu. Przedstawia jej symbolikę i elementy graficzne mandali.
Następnie zaznajamia nas ze sztuką starożytnego Egiptu, która dzięki swej oryginalności wywarła wpływ na twórczość innych cywilizacji. Objaśnia nam symbolikę kolorów – jakże inną od naszej. W rozdziale tym, oprócz przykładów malarstwa egipskiego, są zilustrowane bardzo wyrafinowane przedmioty zdobnicze.
Kolejny rozdział książki dotyczy dywanów perskich, których pierwsze egzemplarze tkano ponad dwa tysiące lat temu. Produkowały je koczownicze plemiona, strzegąc tajników swej techniki tkackiej. 
Potem autorka przybliża nam sztukę islamu, której cechą jest bogate i wielobarwne zdobnictwo. Wyjaśnia skąd wziął się termin arabeska i skąd się wzięło zamiłowanie do pokrywania ornamentem całej dekorowanej powierzchni.
Z następnego rozdziału Witraże katedralne dowiadujemy się, że tworzenie witraży to sztuka operowania światłem i kolorem. Najwspanialsze dzieła przedstawicieli tej dziedziny to rozety, które najczęściej spotykamy w katedrach we Francji i Wielkiej Brytanii.
W przedostatnim rozdziale autorka opowiada o sztuce markieterii, czyli zdobnictwie mebli i przedmiotów, dołączając tak jak w poprzednich rozdziałach odpowiednio dobrane szablony do kolorowania.
Ostatnia część poświęcona jest malarstwu secesyjnemu, które czerpało inspirację ze sztuki celtyckiej i japońskiej. Katarzyna Alonso proponuje nam do kolorowania prace A. Muchy i G. Klimta. Ciekawi mnie, jak będą wyglądały w innych zestawach kolorystyki niż oryginały.
Książkę zamyka indeks zamieszczonych w niej dzieł, przeznaczonych do kolorowania. Specjalnie użyto w niej białego papieru o szczególnej strukturze odpowiedniej do malowania kredkami, pisakami i farbami akrylowymi.
Praca z tą niezwykłą książką dostarczy nam niewątpliwie dobrej zabawy, ale też nas odpręży, zrelaksuje i wprawi w pozytywny nastrój – Polecam.


Elka


08 marca

"Syn" Lois Lowry - recenzja

"Syn" Lois Lowry - recenzja
Tytuł: "Syn"
Autor: Lois Lowry
Gatunek: fantastyka
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 387
Seria: Dawca




Ostatni tom cyklu autorstwa Lois Lowry, zapoczątkowanego "Dawcą". Każda książka tej autorki, jaką do tej pory miałam przyjemność przeczytać, wywierała na mnie ogromne wrażenie. Pełna nadziei sięgnęłam po "Syna", oczekując niesamowitego zwieńczenia serii. Nie zawiodłam się ani trochę. Książka jest podzielona na trzy części. W dwóch z nich przeważa historia Klary. Dziewczyna urodziła się w tej samej społeczności, co Jonasz, bohater "Dawcy", a na ceremonii przydziału została wybrana na rodzicielkę. Siłą odebrano jej dziecko, lecz zamiast uczucia dobrze wypełnionego zadania odczuwała nieznaną w społeczności tęsknotę. Klara potajemnie odwiedzała syna i marzyła, by był z nią, lecz to było niemożliwe. Po ucieczce Jonasza z Gabim - synem Klary - ona również opuszcza społeczność, żyjąc z amnezją w małej wiosce do czasu, gdy wspomnienia wracają, a ona wyrusza, by odnaleźć swoje dziecko. Przed Klarą trudna droga pełna walki o przetrwanie i poświęcenia. 
Zdradziłam sporo, lecz nie na tyle, by komukolwiek odebrać przyjemność czytania. Nadmienię jeszcze, że w powieści pojawiają się znani nam już z poprzednich tomów serii bohaterowie: Kira, Jonasz i Gabi. Najbardziej emocjonujący jest ostateczny pojedynek dobra ze złem. 
Lois Lowry napisała tę serię w sposób pochłaniający czytelnika bez reszty, sugestywny, ukazujący odwieczną walkę dobra ze złem, życie i śmierć, pokusy ludzkie. Do tego wyśmienicie wykreowany świat oraz żywe postacie. Jest to seria, do której wrócę po latach, by jeszcze raz ją przeżyć i zrozumieć. Myślę, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Polecam z całego serca mniej doświadczonym czytelnikom jako przygodę i tym bardziej doświadczonym, którzy dostrzegą głębsze znaczenie tej historii.

Julia


07 marca

"Chłopcy. Bangarang" Jakub Ćwiek - recenzja

"Chłopcy. Bangarang" Jakub Ćwiek - recenzja
Tytuł: "Chłopcy. Bangarang"
Autor: Jakub Ćwiek
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Sine Qua Non
seria: Zagubieni chłopcy, tom 2


Powieść Jakuba Ćwieka "Chłopcy. Bangarang" to druga część przygód chłopców pod wodzą mamy Dzwoneczka. Akcja toczy się w Polsce, w opuszczonym lunaparku. Do wesołego miasteczka zjeżdżają byli wychowankowie, między innymi Castor ze swoją grupą oraz Kościej. Aby nie zdradzać zbyt wiele, przybliżę Wam trochę postać Kościeja. To dwudziestoczterolatek, który trafił do mamy Dzwoneczka po tym, jak w wieku 14 lat zabił w obronie matki faceta i wylądował w poprawczaku. Uprawiał ekstremalnie niebezpieczne akrobacje na motorze. Teraz jeździ na Ukrainie, ale co roku pojawiał się na "zjeździe". Podczas spotkania dochodzi do niesamowitej bójki między byłymi "Chłopcami" z Nibylandii (tak jest nazywane to miejsce przez jej byłych i obecnych mieszkańców). W bójce brały udział dwa obozy: ludzie Castora i Pabla z gośćmi w kamizelkach Battlesnaków kontra chłopcy zamieszkujący obecnie lunapark z grupą Kościeja. Cała ta bójka to w języku chłopców Bangarang. Wszystko to dzieje się pod nieobecność Dzwoneczka, która jedzie do Warszawy, aby uzyskać kredyt na kupno lunaparku i jego remont. Pomaga jej były wychowanek, Paragon. Cała ekipa chłopców na motorach wybiera się do Wrocławia na zlot fanów komiksów, tzw. "MakaBryczek", ale o tym, co się tam wydarzyło, musicie przeczytać już sami. Wśród mieszkańców Nibylandii pojawia się nowy chłopiec, Kubuś, który wszystkich zaskoczy. 
Jak potoczą się losy dużych chłopców i Dzwoneczka? Koniecznie przeczytajcie kolejny tom "Zagubionych chłopców"! Książka jest na pograniczu fantazji, gdyż powodnie, jak w I części, pojawia się wątek Piotrusia Pana i Cienia, ale nie myślcie,. że to bajka dla dzieci. To tylko nadaje niesamowitego charakteru całej opowieści. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, a drugi to jego "wybuchowa" kontynuacja z ekstremalnym zakończeniem. Czekam na kolejną i nie ukrywam, że jest to raczej, między innymi ze względu na dosadny język, seria dla młodzieży 18+. Polecam, czyta się błyskawicznie.

Kasia
   

03 marca

"Tu i teraz" Ann Brashares - recenzja

"Tu i teraz" Ann Brashares - recenzja
Tytuł: "Tu i teraz"
Autor: Ann Brashares
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 239


Jest to powieść fantastyczna. Akcja toczy się w czasach współczesnych, ale ma ścisły związek z przyszłością. Bohaterowie to zarówno ludzie z teraźniejszości, jak i imigranci z przyszłości, którym udało się przetrwać zarazę. Przeniesienie w czasie wiąże się z wieloma surowymi zasadami, których muszą przestrzegać. Mają one na celu zapobiegnięcie tragedii w przyszłości. Jednak główni bohaterowie: dziewczyna z przyszłości Prenna i chłopak z teraźniejszości Ethan odkrywają prawdę, jaka kryje się za pełną inwigilacją. 
Akcja książki jest zwarta i trzyma w napięciu. Co chwilę pojawiają się nowe wątki, zmieniające bieg rzeczy. Nie zabrakło też tematu miłosnego, który urozmaica lekturę. 
Choć nie przepadam za powieściami fantastycznymi, to gorąco polecam tę książkę. Pokazała mi, że ten rodzaj literatury też może być interesujący i wciągający. Być może powodem jest to, że fabuła wydała mi się naprawdę bardzo prawdopodobna i realistyczna...

KaHa 


01 marca

"Radio Armageddon" Jakub Żulczyk - recenzja

"Radio Armageddon" Jakub Żulczyk - recenzja
Tytuł: "Radio Armageddon"

Autor: Jakub Żulczyk
Gatunek: literatura piękna, proza polska
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: Świat Książki 


„Armageddon” to właściwe słowo

Powiem szczerze, ta książka jest dziwna.
Nie wiem, czy "Radio Armageddon" to jedna z tych lektur, do których trzeba dorosnąć, czy może jedynie prowokacja, która, szczerze powiedziawszy, jakoś specjalnie mną nie wstrząsnęła. Już od pierwszych stron książki wiedziałam, że łatwo nie będzie. Opisów jest dużo. Za dużo, autor sili się na wymyślanie coraz to dziwniejszych, bardziej obrzydliwych lub „prowokujących” porównań i metafor, które aż zgrzytają w zębach i są momentami (nie zawsze, bo bez niektórych ta książka nie byłaby dobrą książką) całkowicie zbędne. Gdyby wywalić część tych „smaczków”, to książka pewnie straciłaby jakieś 100 stron i uwierzcie mi, wyszłoby jej to na dobre. Ktoś może się ze mną nie zgodzić, obstając przy tezie, że to właśnie takie fragmenty nadają książce charakteru... Cóż, może i tak jest, ale wcale nie zmienia to faktu, że do mnie taki styl zwyczajnie nie trafia.
Ale przejdźmy do fabuły.
Akcja książki skupia się wokół czwórki nastolatków: Nadziei, Gnata, Cypriana i Szymona. Każda z tych osób jest inna i na swój sposób niepowtarzalna. Początkowo tworzą oni całkiem zgraną grupę. Postanawiają założyć zespół punk rockowy o nazwie „Radio Armageddon”. Liderem grupy jest Cyprian, który pewnego dnia pojawia się w szkole, do której uczęszczają pozostali bohaterowie, i już właściwie pierwszego dnia znajduje z nimi wspólny język. Historie, jakie budują jego wizerunek, sprawiają, że chłopak staje się dla wszystkich bardzo interesującą postacią. Cypriana można podsumować właściwie jednym słowem: buntownik. Nie może on znieść panujących obecnie porządków oraz prezentowanych przez młodych ludzi postaw, więc założenie zespołu wydaje się świetnym pomysłem, by za jego sprawą wpływać na masy.
Kariera grupy kończy się w momencie, gdy Cyprian nieoczekiwanie znika.
Po przeczytaniu książki byłam pełna tak sprzecznych emocji, że nie wiedziałam, jak przelać je na papier. Bo z jednej strony, lektura nie jest zła, jakiś tam głęboko zakopany przekaz posiada, ale ci wszyscy bohaterowie... Chcąc nie chcąc, zdecydowałam się zapoznać się z opiniami innych recenzentów i wtedy uderzył we mnie chór głosów mówiący, że książka jest niemożliwie prawdziwa. No... nie do końca. Bo może i rzeczywiście wielu z nas, podobnie jak postacie w powieści, ma problem z odnalezieniem się w otaczającym nas świecie. Nie chcemy poddać się rutynie i żyć według scenariuszy proponowanych nam przez społeczeństwo. Myślę, że autor próbował przedstawić nam coś na kształt walki o możliwość samodzielnego kierowania swoją egzystencją i odchodzenia od utartych norm, ale zrobił to w taki sposób, że absolutnie nie odnajduję w książce cienia realizmu. Pełna jest ona bowiem wzorców, których brakuje w MOIM świecie. Bardzo dobrze pamiętam czasy, gdy sama byłam młodsza i uczęszczałam do liceum. Było to... no, ze dwa lata temu. I kiedy tak chodziłam sobie do szkoły średniej, to różnych ludzi spotykałam i z różnymi dziwnymi sytuacjami niejednokrotnie miałam styczność, ale i tak, czytając książki takie jak „Radio Armageddon”, zaczynam się zastanawiać, czy ja aby nie byłam chowana przez rodziców i innych opiekunów pod niewidzialnym kloszem? Czy tacy ludzie, jak ci opisywani w lekturze, naprawdę istnieją? Czy są to jedynie mocno przerysowane wyobrażenia i stereotypy o współczesnej zbuntowanej młodzieży, która kierowana jest przez najniższe instynkty wpisane w biologię człowieka.
Kilka razy podczas czytania „Radia” przypominały mi się fragmenty „Skowytu” Ginsberga. Pewnie dlatego, że Allen też specjalnie nie przebierał w słowach pisząc swoje wiersze. I, mimo że dzieła bitników, generalnie uważa się za pełne patologii i wyolbrzymień, to i tak wydają mi się bardziej realne i prawdziwe (choć nierzadko powstawały w szale narkotycznych uniesień) niż obecnie recenzowana przeze mnie lektura.
Tyle ode mnie, resztę zostawiam innym odbiorcom.


Thea



29 lutego

"Kobiety. Dziwy życia" Stanisława Kuszelewska-Rayska - recenzja

"Kobiety. Dziwy życia" Stanisława Kuszelewska-Rayska - recenzja
Tytuł: "Kobiety. Dziwy życia"
Autor: Stanisława Kuszelewska-Rayska
Gatunek: literatura piękna, biografie, historia
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Lubię powieści biograficzne, więc z przyjemnością sięgnęłam po wojenne wspomnienia Stanisławy Kuszelewskiej - Rayskiej. Jest to, dotąd traktowany po macoszemu w literaturze, opis udziału kobiet-Polek w walce za Ojczyznę, synów, mężów, narzeczonych i przyjaciół w czasie II wojny światowej. Autorka w prosty, bezpośredni sposób przedstawia epizody, fragmenty, opowiastki z wojennej rzeczywistości, ale robi to bardzo ciekawie, wzruszając często czytelnika do łez. Atmosferę i dynamiczne tempo akcji podsycają dialogi. Czytając ma się wrażenie, że uczestniczy się w całym zdarzeniu lub z bliska je obserwuje. W obu zbiorach opowiadań widać wielką miłość autorki do Warszawy, córki Ewy, która zginęła w powstaniu warszawskim i podziw dla matek Polek, które w czasie wojny wielkokrotnie podejmowały ryzyko i toczyły walkę z okupantem. Stanisława Kuszelewska Rayska w zrównoważony i spokojny sposób przedstawia swój punkt widzenia na celowość i sens powstania warszawskiego, rozliczając je z punktu widzenia matki i Polki walczącej.
Zachęcam do przeczytania – takiej książki jeszcze nie było!


Elka


28 lutego

"Nawiedzony hotel" Wilkie Collins - recenzja

"Nawiedzony hotel" Wilkie Collins - recenzja
Tytuł: "Nawiedzony hotel"
Autor: Wilkie Collins
Gatunek: horror, kryminał
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Akcja powieści toczy się w XIX wieku. Lord Montbarry postanawia ożenić się z hrabiną Claudią Maronne. W tym celu zrywa zaręczyny ze swoją daleką kuzynką Agnes Lockwood. Po ślubie małżeństwo Montbarry wyjeżdża na miesiąc miodowy, a następnie wraz z bratem hrabiny baronem Rivarem, zamieszkują tymczasowo w pałacu w Wenecji. Dzięki pomocy szanowanej Agnes Lockwood mąż jej oddanej służącej pani Ferrari, zostaje kurierem państwa Montbarry i zamieszkuje z nimi w pałacu. Pewnego dnia pani Ferrari dostaje list, w którym to Lord Montbarry informuje kobietę o śmierci jej męża. Agnes, która czuła się temu w pewnym stopniu winna, postanawia pomóc swojej służącej w odkryciu prawdy o nagłej śmierci kuriera. Niespodziewanie, niedługo pojawia się kolejny trup...
Czy obie te śmierci są ze sobą powiązane?
Wkrótce potem pałac w Wenecji zostaje przekształcony w hotel, ale coś jest nie tak. W pokoju numer czternaście zaczynają dziać się naprawdę dziwne rzeczy, które odczuwają wyłącznie nieliczne osoby. Ale nie tylko ten pokój jest pechowy, bowiem w pokoju nr 38 również zdarzają się paranormalne zjawiska.
Co powoduje dziwne sytuacje w obydwu pokojach?
Co się stanie, gdy Agnes Lockwood zamieszka w jednym z pechowych pokoi?
I dlaczego lady Montbarry zaczyna wiązać swoje przeznaczenie z Agnes?

Muszę przyznać, że po przeczytaniu tej książki miałam mieszane uczucia co do zakończenia. Jest ono naprawdę zaskakujące. Ogólnie cała fabuła jest wciągająca, ale nieco zawiła i dość długo się rozkręca. Warto też wspomnieć, że oprócz tytułowej powieści, w tomie znajdują się również inne opowiadania tego autora, które z pewnością też warto przeczytać. Polecam tę książkę wszystkim miłośnikom kryminałów i zapraszam do czytania :)

Ksenia


27 lutego

"Kaktusy z Zielonej ulicy" Wiktor Zawada - recenzja

"Kaktusy z Zielonej ulicy" Wiktor Zawada - recenzja
Tytuł: "Kaktusy z Zielonej ulicy"
Autor: Wiktor Zawada
Gatunek: literatura młodzieżowa, historia, II wojna światowa
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Zysk i S-ka



Moje pierwsze skojarzenie po obejrzeniu okładki "Kaktusów..." powędrowało w stronę serii książeczek o przygodach Mikołajka i jego kolegów. Szybkie zerknięcie do środka sprawiło, że uznałam tę książkę za typowo dziecięcą i nie byłam pewna czy ją przeczytam. Jednak ciekawość zwyciężyła, sięgnęłam po nią i nie żałuję. Przede wszystkim, z Mikołajkiem ma niewiele wspólnego, żeby nie powiedzieć, że właściwie nic poza prawie kwadratową okładką. Co do wieku czytelników, dla których jest przeznaczona, można polemizować czy tylko dla dzieci i młodzieży czy również dla starszych. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy i muszę przyznać, że nie mogłam wprost oderwać się od przygód małych bohaterów, mieszkańców Zamościa, którym przyszło przeżywać dzieciństwo podczas II wojny światowej. Autor opowiada o rozterkach młodszych i starszych prostym, zrozumiałym dla każdego językiem, a dialogi są dynamiczne i pełne emocji. W kolejnych, dość długich, rozdziałach śledzimy losy Dzidka Centa, grubego Byśka, rodzeństwa, Milki i Szybkiego Jędrka, a także starszego od nich trochę Jaśka. Wszyscy mieszkają przy ulicy Zielonej w Zamościu. Dzieciaki bawią się w Indian, wykorzystując ostatnie dni wakacji i nie mając pojęcia o tym, co ich czeka. Na kartach powieści obserwujemy proces ich dojrzewania, ale nie tego biologicznego, lecz mentalnego, patriotycznego. Z dzieci stają się "wojskiem", którym dowodzi imponujący im w wielu sytuacjach Jasiek. Niektóre ich wyczyny, mające na celu utarcie nosa hitlerowcom, są bardzo niebezpieczne, ale na szczęście mają kochających rodziców, którzy tłumaczą im, dlaczego nie wolno narażać życia swojego i innych, no i jak najlepiej pomagać Ojczyźnie i rodakom w tych trudnych dla wszystkich chwilach. Bez niepotrzebnego patosu Wiktor Zawada opowiedział nam o Kaktusach z Zielonej ulicy i cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę historię. Polecam ją każdemu, kto interesuje się wydarzeniami z czasów II wojny światowej, a przede wszystkim rodzicom, których dzieci zadają pytania o ten okres naszych dziejów - do wspólnej, mądrej lektury.
Zoja

* recenzję można przeczytać również na stronie Księgarni Internetowej Gandalf


27 lutego

"Pusty Cmentarz" Ramiro Pinilla - recenzja

"Pusty Cmentarz" Ramiro Pinilla - recenzja
Tytuł: "Pusty Cmentarz"
Autor: Ramiro Pinilla
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 259 
Wydawnictwo: Media Rodzina
seria: Gorzka Czekolada


Postanowiłam przeczytać tę książkę ze względu na jej tematykę - tajemnicze zabójstwo. Według mnie ten nurt powieści ukazuje, jak zdolnym i ambitnym człowiekiem jest pisarz, ponieważ spisanie skomplikowanych działań śledczych i motywów oraz nakreślenie ciekawych postaci, biorących udział w tych wydarzeniach, nie jest łatwe.
Autor - Ramiro Pinilla - był (zmarł w 2014 roku) jednym z najważniejszych baskijskich pisarzy, który napisał ponad dwadzieścia powieści, za które otrzymał wiele nagród.

Akcja książki rozgrywa się w małym miasteczku - Getxo, w czasach powojennych. Atmosfera po reżimie nie do końca opuściła dusze mieszkańców. W trakcie odpustowej zabawy, w dzień świętego Baskarda, mieszkańcy odkrywają zwłoki przepięknej Anari. Młoda dziewczyna była zakochana w mieszkańcu obcej "cywilizacji" zza rzeki, którego widziano nad jej zwłokami. To staje się głównym powodem do oskarżenia młodzieńca o morderstwo. Tymczasem do biblioteki Sancha Bordaberriego, nazywanego na potrzebę śledztwa Samuelem Espartą, przychodzą chłopcy, którzy proponują zapłatę bibliotekarzowi w zamian za uniewinnienie swojego przyjaciela. Esparta, zaciekawiony tą sprawą, zaczyna zbierać dowody. Po pewnym czasie wszystko komplikuje komisarz policji od generała Franco, który dostał zlecenie poprowadzenia swojego dochodzenia w tej sprawie. Dodatkowo wiejska legenda o pośmiertnej wędrówce ukochanych z nadmorskich cmentarzy napędza akcję śledztwa...
Fabuła książki jest bardzo skomplikowana i trudna do zrozumienia. Można znaleźć wątki, które rozumie się dopiero po dokładnym przewertowaniu historii Hiszpanii. Mimo to zakończenie książki jest zaskakujące i zapadające w pamięci. Jeden z lepszych kryminałów, jakie czytałam.
Powieść nie jest długa, tylko 259 stron, jednak złożone i długie wypowiedzi bohaterów mogą przedłużać czas czytania. Rozdziały są w miarę długie, a czcionka średniej wielkości. W dodatku okładka książki jest zachwycająca i zachęca do zatopienia się w jej treści.
"Pusty cmentarz" polecam absolutnym wielbicielom kryminałów i powieści śledczych. Książka godna polecenia!

Kadża


27 lutego

"Na imię jej Rose" Christine Breen - recenzja

"Na imię jej Rose" Christine Breen - recenzja
Tytuł: "Na imię jej Rose"
Autor: Christine Breen
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 317
Wydawnictwo: ŚwiatKsiążki
seria: Leniwa Niedziela


Po śmierci swojego męża Iris, zajmująca się ogrodnictwem, nadal próbuje się pozbierać. Cały czas pamięta o tym, że nie dotrzymała złożonej mu obietnicy. Przyrzekła mężowi przed śmiercią, że odnajdzie biologiczną matkę ich adoptowanej córeczki.Po niepokojących informacjach od jej lekarki Iris zdecydowała się wywiązać z umowy. Opuściła dom, znajdujący się w zachodniej części Irlandii, i wyruszyła na poszukiwania rodziny Rose. Podążając jedynym tropem, jaki posiadała, zawędrowała aż do Bostonu...
Dziewiętnastoletnia Rose, studiująca w Londynie, również przeżywała bardzo trudne chwile. Nie umiała sobie z nimi poradzić. Rozmyślała nad porzuceniem studiów, mimo swojej wielkiej miłości do gry na skrzypcach.

"Maki eksplodują niczym korki z butelek szampana, a widok ich jedwabiście czerwonych wnętrz zapiera ogrodnikowi dech w piersiach. Na twoich oczach w godzinę pąki rozwijają się w duże kielichy i tak dotrwają aż do rana."

Książka ukazuje wiele problemów, z jakimi musi radzić sobie na co dzień prawie każdy z nas. Śmierć kogoś bliskiego, nagłe pogorszenie zdrowia i wiele trudnych decyzji do podjęcia. ,,Na imię jej Rose” jest książką bardzo ciekawą, emocjonującą, wzruszającą i strasznie trudno się od niej oderwać. Fabuła była mocno wciągająca. Polecam.

Mąka



Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger