Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom Wydawniczy REBIS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom Wydawniczy REBIS. Pokaż wszystkie posty

06 września

"Wybrana" Naomi Novik - recenzja

"Wybrana" Naomi Novik - recenzja
Tytuł: "Wybrana"
Autor: Naomi Novik
Gatunek: fantastyka, fantasy
Liczba stron: 507
Wydawnictwo: REBIS


Do przeczytania tej powieści skłoniła mnie adnotacja wydawcy o pochodzeniu autorki i nawiązaniu w tej opowieści do polskich baśni. Rzeczywiście, po przeczytaniu lektury odnalazłam te powiązania, a nawet nazwy własne brzmią dziwnie znajomo.
Książka jest napisana przejrzyście, wydawca zadbał o miłe dla oka rozmieszczenie tekstu i wyrazistą czcionkę.
Bohaterka powieści fantasy - Agnieszka, córka drwala – zostaje wybrana przez Smoka (czarodzieja) mieszkającego w ponurej Wieży. Jej niezwykłe umiejętności powodują, że w niedługim czasie staje się czarownicą, choć nie obywa się bez różnych komplikacji. Uparcie podąża swoją ścieżką i niejednokrotnie sprzeciwia się swemu nauczycielowi, z którym wiąże ją przyjaźń i coś więcej. Jej dobroć i miłość do ludzi sprawiają, że zawsze stara się im pomóc. Oczywiście na jej drodze nie zabraknie spotkań ze złem. Największym postrachem jest dla wszystkich Bór. Czy Agnieszce uda się ocalić przyjaciół, królestwo i poznać tajemnicę Królowej Boru - dowiecie się, kiedy przeczytacie tę baśń. 
Akcja powieści toczy się bardzo szybko. Pojawiają się coraz nowsze wydarzenia i komplikacje. Nie brak czarów, potworów i lejącej się krwi. Serdecznie zachęcam do tej fascynującej lektury.


Elka


09 kwietnia

"Pół króla" Joe Abercrombie - recenzja

"Pół króla" Joe Abercrombie - recenzja
Tytuł: "Pół Króla"
Autor: Joe Abercrombie
Liczba stron: 396
Wydawnictwo: Rebis

Seria: "Morze drzazg"


Sięgnęłam po tę książkę głównie z powodu ciekawego opisu, jednakże nie tylko. Jak zwykle zaciekawił mnie tytuł. No, bo jak to - pół króla? Przecież to nielogiczne. Zatem trzeba sprawdzić, o co tu chodzi.
Mamy do czynienia z książką, gdzie znajdziemy wartką akcję i troszkę fantasy, jednakże w znikomych ilościach. W pewnym kontekście jest to też książka psychologiczna.

Głównym bohaterem jest Yarvi, drugi syn króla, który nazywa się.... Ojciec Yarvi! Tak, nie pomyliłam imion, naprawdę się tak nazywa. Nie pamiętam, jak nazywa się jego starszy brat, jednak to nie jest takie ważne. Jego ojciec wraz z bratem popłynęli spotkać sie z Vansterami, jednak doszło do zdrady i ktoś ich zabił. Yarvi nie był przygotowany do bycia królem. Chciał zostać ministrem, poza tym i tak nikt by go nie chciał słuchać z uwagi na jego kalectwo - miał zdeformowaną jedną rękę. Posiadał tylko kciuk i palec wskazujący, innych palców nie miał. Nie szła mu w ogóle walka, przez co nawet nie uznawano go za mężczyznę. Wszyscy albo go ignorowali, albo szydzili. Przez śmierć swojego ojca i brata stał się królem, a właściwie "pół-królem". Jak to w książkach bywa, poprzysiągł zemstę, od tego momentu wszystko zaczęło się komplikować. W międzyczasie  poznał swoją narzeczoną. Popłynął na ziemie Vanasterów i tam został zdradzony. Chcieli go zabić, jednak szczęśliwym trafem spadł z klifu prosto do morza. Nie zginął jednak, lecz wypłynął na brzeg i spotkał wroga "swojego" królestwa Grom-gil-Gorma, ten nie wiedząc, kim on jest sprzedał go do niewoli. Jakiś czas później, może niewiele ponad tydzień, został wykupiony wraz z kilkoma innymi niewolnikami na statek do wiosłowania. Tu już nie mogę za dużo zdradzić, ale powiem, że poznał tu towarzyszy którzy pomogą mu w zemście na... no właśnie! Jeśli chcecie wiedzieć, to trzeba przeczytać, a nie obijać się!

Książkę przyjemnie się czyta, jest dosyć ciekawa. Co prawda w połowie na 2 lub 3 rozdziały robi się spokojnie i nudniej, ale opłaca się przeczytać do końca. A końca z  pewnością się nie spodziewacie! Koniec nie jest ani trochę stereotypowy i nic na to nie wskazywało aż do przedostatniego rozdziału.
Czcionka jak dla mnie jest optymalna. Spodobało mi się też podzielenie przez autora tej książki na cztery części. Również wprowadzenie pod każdą nazwą rozdziału śnieżynki nadało pewnego klimatu. Narracja jest trzecioosobowa, co mi osobiście odpowiada. Autor w nawet niezły sposób (to komplement) poprowadził akcję.
Książka spodoba się osobom, które lubią taki typ książek, gdzie główny wątek opiera się na zemście. Wydaje mi się, że jest też skierowana do młodzieży, ale bardziej 3. gimnazjum i wzwyż. Chociaż oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by ją przeczytać nawet jeśli jest się młodszym (jak ja).



Nicola


16 października

"Monument 14. Wściekły wiatr" Emmy Laybourne - recenzja

"Monument 14. Wściekły wiatr" Emmy Laybourne - recenzja
Tytuł: Monument 14. Wściekły wiatr
Autor: Emmy Laybourne
Ilość stron: 348
Wydawnictwo: REBIS

„Wściekły wiatr” to trzecia i zarazem ostatnia część serii napisanej przez Emmy Laybourne - amerykańską pisarkę i aktorkę. Moje recenzje poprzednich tomów („Odcięci od świata” oraz „Niebo w ogniu”) były krótkie i ogólnikowe, więc w tym tekście chciałabym podać trochę więcej szczegółów i zrobić niewielkie podsumowanie całości. Dlaczego akurat teraz? Cóż, to ostatnia do tego okazja, a i samo zakończenie cyklu okazało się być lepsze, niż mogłabym się spodziewać.

Cała historia zaczyna się 28 września 2024 roku. Dwa autobusy. Czternaścioro dzieci. Nawałnica o niespotykanej sile i grad wielkości piłek do koszykówki. Już na samym starcie jest szokująco i niebezpiecznie, a wszystko dopiero się rozkręca. Kiedy grupa uczniów znajduje schronienie w wielkim supermarkecie, świat pogrąża się w chaosie. Ludzkość zostaje zdziesiątkowana przez liczne katastrofy naturalne, wybuchy wulkanów, a nawet przez broń chemiczną, która wycieka z jednej z wojskowych baz. Naszym bohaterom udaje się unikać kłopotów przez dłuższy czas, jednak nie mogą wiecznie pozostać w sklepie.

W kolejnym tomie połowa grupy udaje się w długą i niebezpieczną podróż do Denver, gdzie na tamtejszym lotnisku organizowane są ewakuacje. Reszta dzieci pozostaje jednak wciąż w supermarkecie, czekając na pomoc.

I wreszcie „Wściekły wiatr”. W ostatnim tomie praktycznie wszyscy bohaterowie znajdują bezpieczne schronienie w obozie dla uchodźców w Quilchenie w Vancouver. Wyjątkami są jednak siedemnastoletni Brayden, który zginął od rany postrzałowej, oraz piętnastoletnia Josie, która trafiła do obozu, w którym przebywają ludzie z grupą krwi 0, wystawieni wcześniej na działanie broni chemicznej. Wszystko zaczyna się układać, dzieciaki marzą o odnalezieniu swoich rodzin i wspólnym zamieszkaniu na farmie w Pensylwanii. Jednak zakochany w Josie Niko znajduje gazetę, w której widzi zdjęcie swojej ukochanej. Postanawia bezzwłocznie zabrać ją z na pierwszy rzut oka bezpiecznego schronienia, które tak naprawdę niczym nie różni się od więzienia. Razem z nim udają się Dean, Jake i Astrid, a ich wyprawa szybko staje się o wiele trudniejsza niż przewidywali. Czy uda im się uratować Josie i samym przy okazji nie zginąć? I czy seria zakończy się Happy Endem, w którym wszyscy żyją długo i szczęśliwie? Żeby się tego dowiedzieć, nie macie innego wyjścia, jak usiąść i przeczytać cały Monument 14.

Skoro już opisałam co nieco z fabuły, to tak właściwie, skąd nazwa całej serii? Skąd Monument i skąd 14? Odpowiedź jest prosta - czternaścioro bohaterów i wszyscy mieszkający w jednym mieście, a dokładniej w Monumencie.

Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem postaci wykreowanych przez panią Laybourne. Nasi książkowi przyjaciele są tylko dziećmi, lecz okoliczności zmuszają ich do dorośnięcia, stania się odpowiedzialnymi za siebie i innych. Każda z postaci jest unikatowa, ma inny charakter, sposób bycia i zachowywania się, lecz łączy je upór, odwaga i wola walki o przeżycie. Bohaterowie zamieniają się w coś na wzór rodziny, w której każdy dba o siebie nawzajem.
Sama fabuła całej trylogii może wydawać się przereklamowana, bo przecież Armagedon jest częstym tematem książek, ale tak naprawdę w Monumencie chodzi o wiele więcej, niż tylko o koniec świata. Jest wartka akcja, porywające historie przyjaźni i miłości, wydarzenia wzruszające do łez, a zaskoczeniom tak naprawdę nie ma końca. W tekście cały czas coś się dzieje, więc jak już się zacznie czytać, nie sposób przestać. Autorka stworzyła wspaniały świat, uderzająco realistyczny, który wręcz zaprasza, żeby bliżej się z nim zapoznać, przyjrzeć się Ziemi po tak wielu klęskach i katastrofach.

Oczywiście cała seria została bardzo dobrze wykonana graficznie, prosta czcionka, przyjemny format. Właściwie same plusy. Pozycja idealna dla czytelników, którzy lubią mocne thrillery, wartką akcję i nietuzinkowe przygody. Polecam i serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania.
Edelline 


09 października

22 września

"Tysiąc imion" Django Wexler - recenzja

"Tysiąc imion" Django Wexler - recenzja
Tytuł: "Tysiąc Imion"
Autor: Django Wexler
Liczba stron:633
Seria: Kampanie Cienia (tom 1)


Sięgnąłem po tę książkę, ponieważ interesuję się fantastyką. Nieważne jaką, po prostu szeroko pojętą fantastyką.
„Tysiąc Imion” to powieść z gatunku „prochowej fantasy”, co oznacza, że jej akcja dzieje się w realiach XIX wieku, gdy ludzie korzystali z muszkietów, armat itp.
Akcja rozgrywa się na terenie fikcyjnego kontynentu Khandaru podczas wyprawy zbrojnej państwa Vordajan przeciwko armii fanatyków, zwanych „Odkupicielami”. Bohaterami tej książki są Winter Ihrenglass (dziewczyna, która zaciągnęła się do armii udając mężczyznę, by uciec przed przeszłością) i kapitan Marcus d’Ivoire (który szybko staje się ulubieńcem nowego pułkownika). Wiele rzeczy się zmienia, gdy pojawia się nowy pułkownik, Janus bet Vhalnich. Dodatkowo nasi bohaterowie są świadkami różnych tajemniczych wydarzeń, o których nie będę pisać, aby nie zdradzić zbyt wiele z fabuły. Bohaterowie tylko w kilku momentach spotykają się osobiście. Co jakiś czas akcja przenosi się w pobliże innej postaci.
Ogólnie książka mi się podoba. Jest w niej dużo rzeczy, które mogą zaciekawić czytelnika. Jest kilka zwrotów akcji, trochę bitew oraz trochę magii. Nie przypadły mi do gustu rozdziały skupiające się na Marcusie, ponieważ jest w nich więcej polityki, rozmów i mniej akcji. Dopiero pod koniec to się wyrównuje.

Polecam tę książkę każdemu fanowi książek fantastycznych, lecz ci którzy wolą więcej magii i czarów mogą być trochę zawiedzeni, bo te elementy występują w książce wyjątkowo rzadko.

Eryk Cocek


17 września

"Monument 14. Niebo w ogniu" Emmy Laybourne - recenzja

"Monument 14. Niebo w ogniu" Emmy Laybourne - recenzja
Tytuł: „Monument 14. Niebo w ogniu.”
Autor: Emmy Laybourne
Ilość stron: 263
Wydawnictwo: REBIS 
 
 
 „Niebo w ogniu” jest drugim tomem serii „Monument 14”. Przez całe wakacje zastanawiałam się, czy kontynuacja będzie równie dobra, jak początek. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie zawiodłam się. Autorka co chwila częstuje nas nowymi wydarzeniami, co z pewnością nie pozwala na nudę.
 
 Ten tom zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym zakończył się poprzedni. Na świecie rozgrywa się Armagedon, nigdzie nie można czuć się bezpiecznym. Nasi bohaterowie - grupa dzieci i nastolatków, która do tej pory przebywała w supermarkecie - rozdziela się. Część rusza zdezelowanym szkolnym autobusem w długą podróż do Denver, gdzie podobno wojsko zorganizowało ewakuację ludności. Dokładnie pięcioro z naszych bohaterów zostaje jednak w supermarkecie. Jakikolwiek ich kontakt z chemikaliami, unoszącymi się w powietrzu, wywołuje silne napady agresji, nad którą nie mogą zapanować. Nie mając innego wyjścia muszą czekać, aż przybędzie po nich pomoc.
Książka dzieli się na narrację dwóch chłopców, braci, którzy się rozdzielili. Dokładnie opisują oni wszystko, co napotykają na swej drodze. Ich drużyny muszą uporać się z wieloma niebezpieczeństwami, lecz nie tracą nadziei, że uda im się w końcu dotrzeć do bezpiecznego azylu.
 
Powieść pełna jest ekscytujących momentów, choć zdarzają się również chwile wzruszeń. Z pewnością zaskoczyły mnie upór i pomysłowość bohaterów. Książka jest świetnie wykonana graficznie. Pomiędzy stronami po raz kolejny możemy znaleźć szczegółową mapę supermarketu oraz drogi, jaką przebyła grupa podążająca do Denver. Niewątpliwie z niecierpliwością czekać będę na kolejny tom „Monumentu 14”.
 
 Edelline
 
 

07 lipca

"Monument 14; Odcięci od świata Emmy Laybourne - recenzja

"Monument 14; Odcięci od świata Emmy Laybourne - recenzja


Tytuł: "Monument 14; Odcięci od świata"
Autor: Emmy Laybourne
Ilość stron: 341
Wydawnictwo: REBIS
Moja ocena: 8/10


"Monument 14" to nowa seria skierowana głównie do młodzieży, ale myślę, że starsi czytelnicy również znajdą w niej coś dla siebie. Pierwszy tom, czyli właśnie "Odcięci od świata", wspaniale rozpoczyna cykl i z pewnością sprawia, że czekanie na kolejne tomy staje się prawdziwą torturą. Zakończenie jest tak nagłe i zaskakujące, że długo po przeczytaniu ostatnich słów nie można się z nich otrząsnąć.
Ale do rzeczy. Książka Emmy Laybourne opowiada historię czternastoosobowej grupy, składającej się z kilkuletnich dzieci i trochę starszych nastolatków, uwięzionej w supermarkecie. Na zewnątrz prawdopodobnie rozgrywa się Armagedon i nie wiadomo, czy świat kiedykolwiek będzie taki sam, jak wcześniej. Kilkusetmetrowe tsunami, erupcja wulkanu, trzęsienie ziemi czy grad wielkości piłeczek tenisowych, to tylko niektóre z katastrof, jakie spotkały Ziemię. Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze na dodatek ze zniszczonej bazy wojskowej wydostaje się straszliwa broń chemiczna.
Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia, co dzieci w supermarkecie. Co prawda są odcięte od świata, ale również i od zabójczych chemikaliów czy innych niebezpieczeństw. Poza tym mają jedzenie, ubrania, zabawki i wszystko inne, co można znaleźć w wielkim wielobranżowym sklepie. Ile jednak czasu mogą tam zostać? Sami, bez dorosłych, bez kogoś, kto by powiedział im, co mają robić? W grupie wyłaniają się przywódcy i tchórze, powstają nowe przyjaźnie oraz miłości. Jednak czy tylko dzięki temu uda im się przetrwać?
Mimo, że akcja książki rozgrywa się praktycznie przez cały czas na terenie supermarketu, to powieść wcale nie jest nudna, czy monotonna. Narracja pierwszoosobowa pozwala lepiej wczuć się w losy bohatera i głębiej zrozumieć całą sytuację, a mapka sklepu dodana do powieści była dla mnie miłym zaskoczeniem. Czytanie było samą przyjemnością, a na mojej twarzy na przemian pojawiały się uśmiech, trwoga i smutek. "Odcięci od świata" to z pewnością utwór wart przeczytania, polecam.

Edelline


24 czerwca

"Smocze kości" M. Weis, T. Hickman - recenzja

"Smocze kości" M. Weis, T. Hickman - recenzja
Tytuł: "Smocze kości"
Autor: Margaret Weis, Tracy Hickman
Liczba stron: 704
Wydawnictwo: REBIS



Po książkę „Smocze Kości” sięgnęłam ze względu na jej tematykę – smoki. Uwielbiam wszelakie powieści, gdzie znaleźć mogę te cudowne stworzenia (bądź też powiązania z nimi), dlatego bez wahania zdecydowałam się na przeczytanie tej powieści.

Świat w „Smoczych kościach” wzorowany jest na wierzeniach Wikingów, co również przypadło mi do gustu, ponieważ interesuję się mitologią nordycką.
Wartka akcja, zaskakujące zwroty oraz styl autorów szybko mnie pochłonął i nie mogłam oderwać się od lektury. Niestety, gdy już to zrobiłam, nie wracałam do niej przez dłuższy czas, bojąc się, że zbyt szybko ją skończę. Jednak ciągle rozmawiałam o tej książce z przyjaciółmi, cały czas myślałam o treści i rozdziale, na którym ostatnio zakończyłam czytanie i analizowałam wszystko, układając sobie to w głowie. 

„Smocze kości” to powieść fantasy, w której możemy spotkać istoty takie jak giganty, satyry, nimfy i oczywiście smoki. Kraina stylizowana jest na średniowieczną Skandynawię.
Przygody, intrygi, wojny – możemy je znaleźć na późniejszych stronach książki. Chociaż początek nie należy do najlepszych, akcja powoli się rozkręca, a później nabiera zawrotnego tempa.

W książce nie podobało mi się to, że zbyt często pokazywano wady głównego bohatera – Skylana, młodego przywódcy, który musiał odzyskać skradziony artefakt. Irytowały mnie także decyzje podejmowane przez bohaterów – większość z nich była nieprzemyślana i niemądra.
W książce znajdziemy takie wartości, jak siła przyjaźni i miłość.
Niezwykle spodobał mi się styl autorów, dzięki któremu książkę przyjemnie i szybko (jeśli nie robi się specjalnych przerw) się czyta.
„Smocze Kości” mogę polecić fanom fantasy, Wikingów i powieści o smokach. Jest to przyjemne czytadło na wolne od obowiązków popołudnia.

Mizofobia


04 czerwca

"Pendragon. Rzeki Zadaa" D.J. MacHale - recenzja

"Pendragon. Rzeki Zadaa" D.J. MacHale - recenzja
Tytuł: Pendragon. Rzeki Zadaa
Autor:







03 czerwca

"Behemot" i "Goliat" Scott Westerfeld - recenzja

"Behemot" i "Goliat" Scott Westerfeld - recenzja
Tytuł: "Behemot" i "Goliat"
Autor: Scott Westerfeld
Liczba stron: 465 i 496
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Cykl: "Lewiatan"



Po przeczytaniu pierwszego tomu z cyklu "Lewiatan" dwa kolejne po prostu pochłonęłam. Pomysł Westerfelda na fabułę związaną z wojną trwającą w alternatywnej przeszłości bardzo przypadł mi do gustu.  Nie mogę zbyt wiele napisać, aby nie zdradzać najciekawszych wątków, więc w wielkim skrócie, tak, aby zachęcić i zaciekawić...
W drugim tomie znajdujemy kontynuację przygód Deryn Sharp i syna zamordowanego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, księcia Alka. Tym razem para znajduje się w Konstantynopolu, a ich przyjaźń się zacieśnia. Jest tylko jeden mały problem. Dziewczyna coraz bardziej lubi Alka, a ten wciąż uważa ją za chłopaka imieniem Dylan. To trochę komplikuje sprawę... W pierwszej części Deryn podstępem udało się wstąpić do Brytyjskich Sił Powietrznych, a teraz dziewczyna otrzymała niezwykle ważne zadanie, od którego zależą losy wojny... 
W tomie trzecim autor wysłał naszych bohaterów na... Syberię. W drodze dołącza do nich naukowiec, Nikola Tesla, który uważa, że jest w stanie zakończyć wojnę przy pomocy swojego wynalazku - tytułowego Goliata...
Akcja powieści jest wartka i wciągająca, choć odniosłam wrażenie, że początkowo bohaterowie są trochę dziecinni i rzadko zastanawiają się głębiej nad swoimi poczynaniami. Zazwyczaj jednak mają szczęście i wychodzą obronną ręką z różnych tarapatów, w które wpadają. W trzecim tomie oboje są już doroślejsi, a co za tym idzie - bardziej dojrzali.

Trochę obawiałam się, czy kolejne tomy cyklu nie będą słabsze od pierwszej części, ale było to zupełnie niepotrzebne. Wyobraźnia Westerfelda nie chyba nie ma granic! Zarówno "Behemot", jak i "Goliat" są świetnie napisane i było mi bardzo szkoda, że jest to tylko trylogia i "Goliat" kończy definitywnie przygody dwójki przyjaciół. W ostatnim tomie autor świetnie rozgrywa wszystkie wątki zostawiając jednak czytelnika z pewnym niedosytem, niedosytem przygód!
Polecam gorąco cały cykl :-)

Wiktoria


20 maja

"Polskie sieroty z Tengeru" Lynne Taylor - recenzja

"Polskie sieroty z Tengeru" Lynne Taylor - recenzja
Tytuł: Polskie sieroty z Tengeru.
Autor: Lynne Taylor.
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS


Lynne Taylor, to kanadyjska historyczka, która od 1992 roku pracuje na Wydziale Historii Uniwersytetu Waterloo w Kanadzie. Swoje badania koncentruje na historii społecznej II wojny światowej oraz okresie powojennym. Jest autorką porywającej książki pt. "Polskie sieroty z Tengeru", która opisuje losy dzieci przesiedlonych w latach 1940 i 1941 wgłąb ZSRR ze wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Te, którym udało się przeżyć męczarnie, jakie zgotował im los, m.in. śmierć rodziców i głód, zostały przesiedlone do Indii, Afryki i na Bliski Wschód.
Historia, a szczególnie tematy dotyczące II wojny światowej, to mój konik, dlatego zdecydowałam się przeczytać tę niełatwą opowieść. Autorka odtworzyła tułaczkę dzieci na podstawie wywiadów z bohaterami tej fascynującej historii. Istotnym źródłem okazały się też dokumenty zgromadzone w archiwach organizacji niosących pomoc dzieciom w długiej wędrówce ku Kanadzie, gdzie w końcu znalazły swoje miejsce na Ziemi. 
Jeżeli chcecie poznać dramatyczną drogę dzieci z Tengeru, która z czasem wywołała międzynarodowy spór, koniecznie musicie przeczytać książkę Lynne Taylor.

Ewelina

 

18 marca

"Lewiatan" Scott Westerfeld - recenzja

"Lewiatan" Scott Westerfeld - recenzja

Tytuł: "Lewiatan"
Autor: Scott Westerfeld
Liczba stron: 424
Wydawnictwo: REBIS


 
W alternatywnej przeszłości Europa zmierza ku światowej wojnie…” – to początek opisu znajdującego się na odwrocie powieści „Lewiatan”, który od razu sugeruje, że mamy do czynienia z niezwykłą książką. Jest to powieść SF, z gatunku steampunk, autorstwa znanego amerykańskiego pisarza -  Scotta Westerfelda. O świetności tej książki świadczą przede  wszystkim dwie  prestiżowe nagrody: Locus i Aurealis, a także jej sprzedaż, aż w 11 państwach.
Akcja powieści toczy się na tle wydarzeń historycznych -  w czasie alternatywnej pierwszej wojny światowej,  w świecie podzielonym na chrzęstów i darwinistów. W Sarejewie zostaje zamordowany Franciszek Ferdynand i jego żona Zofia. Ich syn Alek po śmierci rodziców musi uciekać przed czyhającym zewsząd wrogiem. Podczas tej niebezpiecznej wyprawy może liczyć tylko na kilku godnych zaufania przyjaciół. Równocześnie piętnastoletnia Deryn Sharp, która miłość do latania odziedziczyła po ojcu,  marzy o dołączeniu do Królewskich Sił Powietrznych. Podstępem udaje się jej zostać kadetem i rozpoczyna służbę na pokładzie ogromnego statku powietrznego – tytułowym  Lewiatanie. Niebawem losy dwójki młodych bohaterów splatają się. Odtąd wspólnie muszą stawić czoło wrogowi, przeżywając niewiarygodne przygody.
Książka zachwyca wspaniałymi ilustracjami, które nadają jej nietypowy nastrój. Specyficzna grafika jest tutaj niezwykle ważna, gdyż  pobudza wyobraźnię czytelnika. Lektura jest napisana prostym, ale obrazowym językiem. Powieść skierowana jest przede wszystkim do młodzieży. Świat stworzony przez Scotta zasługuje na uznanie. Uważam, że autor zdecydowanie stanął na wysokości zadania, pisząc oryginalną i zarazem bardzo interesującą, wciągającą powieść.

Wiktoria


Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger