Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroboros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroboros. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia

"Spektrum" Martyna Raduchowska - recenzja

"Spektrum" Martyna Raduchowska - recenzja
Tytuł: "Spektrum"

Autor: Martyna Raduchowska
Gatunek: science fiction
Liczba stron: 414
Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Czarne Światła, tom 2 


„Spektrum” jest drugą częścią serii „Czarne Światła” Martyny Raduchowskiej. 

Gdy wzięłam książkę w ręce, spodziewałam się po prostu dalszej historii i kontynuacji wydarzeń z części pierwszej. Zaskoczyło mnie to, że autorka tym razem zdecydowała się na inny zabieg – opowieść zaczyna się mniej więcej wtedy, co w "Łzach Mai". Jednak tym razem nie towarzyszymy Jaredowi Quinnowi, tylko samej Mai. 

Podczas gdy Jared kuruje się w komorze regeneracyjnej po wydarzeniach z Dnia Buntu, Maya walczy o przetrwanie. Jest inna od reszty replikantów, bardziej świadoma siebie i swego istnienia, a to zagraża jej życiu. Najpierw z New Horizon, a potem po drugiej stronie muru stara się odkryć, kim naprawdę jest. 

W poprzedniej części Mai było bardzo mało, za to dużo Jareda. Tutaj jest dokładnie na odwrót. W dodatku autorka zdecydowała się na pierwszoosobową narrację, wcielając się w replikantkę. Raduchowska podjęła się trudnego zadania. Opisała myśli bezuczuciowego androida, kierującego się wyłącznie zaprogramowanymi podpowiedziami komputera, który powoli zaczyna odkrywać siebie, swoje istnienie i staje się świadomą osobą z budzącymi się uczuciami. Według mnie autorka poradziła sobie z takim wyzwaniem bardzo dobrze. 

Jak już wspomniałam, książka nie jest normalną kontynuacją. Dzięki temu, że tym razem spoglądamy na świat ze strony Mai, mamy inny pogląd na wydarzenia. Znamy już wersje obu stron, na Maję zaczynamy patrzeć inaczej, znając jej zamiary i myśli. Wiele wątków zostaje również wyjaśnionych. 


Mimo wszystko, historia nie została jeszcze zakończona. Z niecierpliwością czekam na kontynuację. Jestem ciekawa, jak dalej autorka będzie opowiadać historię – czy będzie ona prowadzona ze strony Jareda, czy może Mai? Czy może każdego będzie po trochu? Pozostaje tylko czekać. 

Julia





12 listopada

"Łzy Mai" Martyna Raduchowska - recenzja

"Łzy Mai" Martyna Raduchowska - recenzja
Tytuł: "Łzy Mai"

Autor: Martyna Raduchowska
Gatunek: science fiction
Liczba stron: 414
Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Czarne Światła, tom 1 


"Łzy Mai" zostały napisane przez polską pisarkę fantasy i science fiction – Martynę Raduchowską. Jest to pierwsza część cyklu "Czarne Światła. Pierwsze wydanie (wydane jako "Czarne Światła. Łzy Mai") zdobyło nagrodę Kwazar, którą przyznaje się polskojęzycznym powieściom napisanym w konwencji fantastyki. Ocenie podlega tutaj wątek naukowy w rozumieniu "science".

W latach 30. XXI wieku technologia jest na naprawdę wysokim poziomie. Powstają androidy – maszyny, których praktycznie nie można odróżnić od człowieka. Jedyne co ich różni, to brak uczuć (które jednak potrafią wyśmienicie udawać) oraz niemożność kłamania. Są istotami, które chcą jak najbardziej upodobnić się do ludzi. Brakuje im tylko możliwości odczuwania emocji. A mogą to osiągnąć dzięki reinforsynie – zakazanemu lekowi, który ludziom dawał geniusz, jednakże miał on fatalne skutki uboczne, dla androidów był natomiast całkowicie bezpieczny i mógł spełnić ich marzenie. 

Główny bohater książki, Jared Quinn, jest porucznikiem wydziału zabójstw w New Horizon. Pracował razem ze swoją replikantką – tytułową Mayą. Jednak po wydarzeniach z początku książki, w wyniku traumy i zespołu stresu pourazowego, przestał jej ufać. Nie tylko jej. Całej technologii. Za cel postawił sobie własnoręczne uśmiercenie swojego androida, który jednak zniknął. W dodatku ma do rozwiązania niecodzienne morderstwa, których sprawcę upatruje w samym sobie...

Książka ma dużo wspólnego z cyberpunkiem. Wykreowany świat nie jest przyjazny, widać wyraźną różnicę pomiędzy biedną częścią społeczeństwa a bogatą. Spotkamy tutaj różnorakie metody ulepszeń swego ciała, od wczepu umożliwiającego widzenie w ciemności po asystenta rozmowy. 

Miasto New Horizon podzielone zostało na dwie części – tę dobrą, przyjazną i bogatą, oraz, po drugiej stronie pilnie strzeżonego muru – część bez żadnych praw, z reinforsyną, czującymi androidami i oszalałymi ludźmi. 

To prawdziwa gratka dla ludzi lubiących science fiction. Praktycznie wszystko jest opisane, jak co działa, do czego służy. Dzięki temu można uwierzyć w ten świat, jakby on istniał naprawdę. 

Książka dosadnie pokazuje wszechobecny rasizm w mieście New Horizon. Androidy są traktowane jak podludzie, mimo że są prawie idealnymi kopiami człowieka. Za swoje przewinienia są karane dużo surowiej, a wyroki „dezaktywacji” stały się powszechnym zjawiskiem na ulicach miasta. 

Historia skłania do przemyśleń na temat nowych problemów ludzkości spowodowanych rozwojem technologii. Nie chodzi tu o aspekty ekologiczne, tylko o te moralne. Dla przykładu, czy androidy powinny być traktowane jak ludzie? Autorka wspomina także, że w jej świecie wszystko można ulepszyć wszczepami, wystarczy jedynie odpowiednia suma pieniędzy. Dzięki temu książka staje się mądrą opowieścią o tym, jak może potoczyć się nasza przyszłość. 

Książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Często zaskakuje nas nagłymi zwrotami akcji, a niektóre sprawy okazują się wyglądać inaczej, niż myśleliśmy. Spowodowane jest to metodą narracji, którą zastosowała autorka – trzecioosobowa opowieść skupiająca się praktycznie tylko na Jaredzie, z jego przemyśleniami i wnioskami. Często, nacechowane emocjami, mogą okazać się błędne lub nie do końca prawdziwe. 

Dawno nie czytałam tak wciągającej opowieści jak "Łzy Mai". Historia trzyma w napięciu, a przez ciągłą akcję nie ma miejsca na nudę. Powinna to być pozycja obowiązkowa dla każdego fana science fiction. Osobom niekoniecznie zaznajomionym z tym gatunkiem również powinna przypaść do gustu, bo wszystko jest tutaj wytłumaczone i opisane. Fani kryminałów także znajdą coś dla siebie. Z niecierpliwością czekam, aż zacznę czytać kolejny tom.

Julia


25 czerwca

"Tajemnica godziny trzynastej" Anna Kańtoch - recenzja

"Tajemnica godziny trzynastej" Anna Kańtoch  - recenzja
Tytuł: "Tajemnica godziny trzynastej" 
Autor: Anna Kańtoch 
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 364 
Wydawnictwo: Uroboros 
Cykl: Nina Pankowicz, tom 3


"Tajemnica godziny trzynastej" to już trzecia część zmagań Niny Pankowicz, ale zdaje się, że nie ostatnia. Niezwykle się cieszę, bo sprostała moim wymaganiom. Poprzeczka była postawiona bez wątpienia wysoko przez dwie poprzednie części, więc spodziewałam się czegoś mniej spektakularnego. Wiecie jak to jest, zmęczenie materiału robi swoje. Nie raz czytałam serie książek, których pierwsze części były prawdziwymi hitami, natomiast kontynuacje tylko stekiem bzdur. Ta książka trzyma poziom i wciąż zaskakuje. Tak jak jej poprzedniczki utrzymana jest w klimacie grozy i tajemniczości. To w skrócie piętnaście kilkustronicowych rozdziałów wypełnionych napięciem i oczekiwaniem na ostateczne rozwiązanie akcji. 

Powiedziałam już wiele dobrego na temat tej serii w poprzednich dwóch recenzjach, dlatego nie wiem do czego mogłabym się jeszcze odnieść. Nie chcę też za wiele zdradzać, ponieważ ta książka juz od pierwszych stron zachwyca właśnie tym efektem zaskoczenia. Jeśli chcecie sięgnąć po tę powieść, bez jakiejkolwiek wiedzy dotyczącej fabuły, po prostu pomińcie następne dwa akapity. Resztę tekstu pozbawię bardziej znaczących spoilerów. Obiecuję. 

Jak już pewnie zdążyliście się przekonać, życie nie oszczędza nastolatków, którzy wplątali się w całą tę akcję z aniołami. Ta teoria jak na razie znalazła potwierdzenie w każdej części tej serii, łącznie z tą, którą aktualnie recenzuję. Zaraz przekonacie się dlaczego. 

Książka rozpoczyna się w momencie, kiedy Nina budzi się w dziwnej sali pałacowej, przemarznięta do szpiku kości i przestraszona. Na domiar złego nie pamięta kim jest, ani jak się tu znalazła. Ubrana jest w długą suknię z gorsetem, która krępuje jej ruchy. Coś zdecydowanie jest tu na rzeczy. Może to kwestia chwilowego szoku, a może coś bardziej poważnego... Gdy dziewczyna opuszcza budynek pałacyku, jej oczom ukazuje się obraz miasta skąpanego w śniegu. W dodatku śnieżyca wciąż trwa i chyba nie zamierza ustać. Domy pozbawione są jakichkolwiek mieszkańców. Miasto jest opuszczone... nie licząc pojedynczych śladów męskich butów i wilczych łap, które wskazują na czyjąś obecność. Nina stara się trzymać na uwięzi swój detektywistyczny zmysł (w tej sytuacji ważniejsze jest przetrwanie niż zabawa w detektywa), jednak jest to zdecydowanie silniejsze od niej. Bycie Sherlockiem Holmes'em w ciele 14-letniej dziewczynki jest po prostu jej drugą naturą. Jak na "detektywa" przystało, mimo trudnej sytuacji w jakiej się znalazła, wciąż pozostaje dociekliwa, a każdy element miasta tonącego w śniegu uważa za poszlakę, która pomoże rozwiązać jej tę tajemnicę i jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. 

Co do moich odczuć podczas lektury, to nie zmieniły się one na przestrzeni tej serii, wciąż przeżywałam chwilę trwogi, śmiałam się z żartów bohaterów i dobrze bawiłam się podczas czytania. 

W tej części już całkowicie przekonałam się do postaci porucznika Lisa, którego potencjał z każdym kolejnym tomem jest zdecydowanie coraz lepiej wykorzystywany. Bardzo się cieszę, bo obraz osoby wiernej komunistycznym ideom, o tak łagodnym charakterze przeciwstawia się wszelkim zakorzenionym w nas (Polakach) wyobrażeniom i uprzedzeniom. Nie mówię, że porucznik jest na wskroś idealny, ale pod jego chłodnym usposobieniem kryją się bardzo czułe odruchy. Taka serdeczna natura zdecydowanie nie kojarzy się z ludźmi pracującymi dla UB. Ten wysoki, rudowłosy mężczyzna jest pełen sprzeczności. Z jednej strony wydaje się być w stanie zrobić wszystko, aby osiągnąć swoje cele (nawet zabić, czy torturować człowieka), z drugiej jednak jest hojny i pomocny. 
Jego sarkastyczne wypowiedzi są po prostu przezabawne. Imponuje mi też jego inteligencja, zamiłowanie do czytania i niezwykła szybkość w działaniu połączona z umiejętnością zachowania zimnej krwi. 
Bardzo polubiłam tę postać na przestrzeni dwóch ostatnich części, w których się pojawiła. Właśnie dlatego jestem pełna obaw. Zazwyczaj bohaterowie, którzy stają mi się bliscy, kończą w nieciekawy sposób... 

Mam nadzieję, że tak jak ja będziecie cierpliwie czekać na następne części. To by było na tyle. Bądźcie czujni. 

Kinga 

21 czerwca

"Tajemnica Nawiedzonego Lasu" Anna Kańtoch - recenzja

"Tajemnica Nawiedzonego Lasu"  Anna Kańtoch  - recenzja
Tytuł: "Tajemnica Nawiedzonego Lasu" 
Autor: Anna Kańtoch 
Gatunek literacki: fantasy 
Liczba stron:363 
Wydawnictwo: Uroboros 
Cykl: Nina Pankowicz, tom 2


Gdy Nina powraca do domu z Markotków, wszystko wokół staje się nazbyt spokojne. Żadne niebezpieczne monstrum nie czyha na nią na rogu szkolnego korytarza, a anioły - kosmici nie ukrywają się w piwnicy. Taka rzeczywistość powinna być kojąca dla nastolatki, która w wakacje przeżyła istny koszmar. Dziewczyna podejrzewa jednak, że coś się święci. 

I nie myli się... 

Pewnego dnia w jej szkole pojawiają się funkcjonariusze UB o kryptonimach: Sowa i Lis. Nina przeczuwa najgorsze. ONI ją znaleźli. Gdy dziewczynka zostaje wepchnięta do samochodu i wywieziona do ukrytego w leśnej głuszy miejsca, nie ma już odwrotu. Spotyka tam swoich przyjaciół z Markotków, ale nie cieszy się z tego faktu. To oznacza jedno. Komuniści już wiedzą o magii i fałszywych aniołach. 

O pobliskim lesie krążą liczne legendy. Wszystkie co do jednej pełne grozy i przeświadczenia o niebezpieczeństwie. Nawet opuszczona wioska w środku lasu jest nazywana przeklętą. Ale to nie ona niesie za sobą największe niebezpieczeństwo. 

Mgła... 

To w niej czają się potwory. 

Mgła wypełzła z lasu i kołysała się się teraz łagodnie pół metra od ogrodzenia, jakby niepewna, czy posuwać się dalej, czy nie. Majaczyły w niej znajome czerwonookie sylwetki, poruszające się w nienaturalny sposób. Zupełnie jak w książce: 

"I uźrzała one szkrzydła nocna porą z mogiłki pełznące, ze ślepiami jako krew gorejącymi, paskudne niby psi piekielni i pazurem o pazur szczekające"

W lesie czają się potwory, a w obozie komuniści. Chyba tylko James Bond byłby w stanie uciec z tego miejsca. 

Tajemnica pogania tajemnicę, a wszystko wydaje się jednym, wielkim kłębkiem absurdu. Dlaczego komuniści przetrzymują nastolatków i dzieci w obozie? Z drugiej strony nie robią im żadnej krzywdy, jak na mój gust czasem bywają naprawdę nieostrożni i dają nabrać się na zwykłe kłamstwa, jak małe dzieci. Oprócz ciężkiej pracy więźniowie muszą stawiać się na przesłuchania. Żadnych bestialskich mordów i tortur. A więc po co to wszystko? No właśnie.... to zdecydowanie było najbardziej nurtujące pytanie. Powiem tylko, że jego rozwiązanie było bardziej nieoczywiste niż się spodziewałam. 

Ta książka sprawia, że zostajesz niespodziewanie wciągnięty w zabawę w Sherlocka Holmes'a. Ciężko oprzeć się poczuciu, że bierzesz w niej udział. Poszlaki, tropy i tajemnice nawarstwiają się, a odpowiedzi jak na złość nie chcą się pojawić. Autorka zdecydowanie w każdej sytuacji uwzględnia czynnik ludzki (emocje, jakieś niedopatrzenia), dlatego ta książka tętni życiem i jest bardzo nieprzewidywalna. 

Zdałam sobie sprawę, że w poprzedniej recenzji zapomniałam wspomnieć o ilustracjach. Uważam, że pominięcie tak ważnej kwestii jest prawie niewybaczalne, więc spróbuję się teraz zrehabilitować. 

Oprócz okładki w książce znajduje się pięć ilustracji, które są po prostu upiorne. Ta książka nie jest może przodownikiem thrillerów, ale gdy już przywiążemy się do fabuły i bohaterów, to czujemy lekki niepokój, kiedy grozi im jakieś niebezpieczeństwo. Szalenie podoba mi się koncept okładek w całej tej serii. Są bardzo ładnie wykonane i takie klimatyczne. Wpasowują się w koncept tej historii, przy okazji nie zdradzając zbyt wiele. 

Książka jest niezwykle przyjemna w odbiorze, ciekawa, poruszająca i obłędnie napisana. Polecam gorąco wszystkim entuzjastom nietuzinkowych opowieści i zachęcam do czytania. 

Kinga


01 czerwca

"Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anna Kańtoch - recenzja

"Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anna Kańtoch  - recenzja
Tytuł: "Tajemnica Diabelskiego Kręgu"
Autor: Anna Kańtoch 
Gatunek: fantasy 
Liczba stron: 510 
Wydawnictwo: Uroboros 
Cykl: Nina Pankowicz, tom 1


Przyznam się, że nie śledzę czynnie poczynań polskich twórców fantasy i moja wiedza na temat ich książek jest niewielka. Prawdopodobnie rozpoczyna się i kończy na serii zatytułowanej "Wiedźmin" Andrzeja Sapkowskiego. Właśnie dlatego podchodziłam do lektury "Tajemnicy Diabelskiego Kręgu" jak do przysłowiowego jeża. Z lekką niepewnością, ale też dozą ciekawości. Przeczuwałam, że ta pozycja mnie zaskoczy i tak też się stało. Mało tego, w pewnym momencie czułam się wręcz zahipnotyzowana, jakbym także uległa mocy tytułowego Diabelskiego Kręgu. Bardzo cieszę się, że miałam możliwość zapoznania się powieścią Anny Kańtoch i niezwykle żałuję, że czekała na mnie tak długo. Za długo... 

Teraz jednak do rzeczy. Jeśli chodzi o moje odczucia, to już w pierwszym rozdziale, kiedy zarysowywała się fabuła, ukazał się pewien aspekt, który wprawił mnie w swego rodzaju konsternację. Otóż, czas akcji dotyczy lat tuż po II wojnie światowej, kiedy fala komunizmu zalewała państwa Europy Wschodniej. Anna Kańtoch przyłącza do tego zgraję pięknych wysłanników niebios. Dokładnie chodzi o anioły - nadprzyrodzone istoty, które niespodziewanie pojawiają się na terenie Polski. Zwolennicy sowieckiej propagandy i funkcjonariusze państwowych organów bezpieczeństwa starają się za wszelką cenę pozbyć nieoczekiwanych przybyszów, którzy na nowo umacniając wiarę w Boga w sercach ludzi, którzy dawno już zapomnieli o bożym miłosierdziu. Myślę, że autorzy książek fantasy, w szczególności tych kierowanych do młodzieży, nie często umiejscawiają swoich bohaterów w dobie rozkwitu polskiego komunizmu. Ten temat gryzie się ze wszystkim, co literatura fantastyczna ma nam do zaoferowania. Duży plus dla autorki za połączenie tak odbiegających od siebie wątków, zamieszanie trochę w polskiej historii i stworzenie opowieści niezwykle odrealnionej i rzeczywistej zarazem. 

W całej tej niecodziennej sytuacji uwikłana jest główna bohaterka, Nina. Pewnego dnia trzynastoletnia dziewczynka zostaje wybrana przez anioły. Jej zadaniem jest dostanie się do Markotków, do tamtejszego klasztoru, aby spędzić tam wakacje. Skąd to dziwne zaproszenie? Niestety nawet sama zainteresowana nie ma pojęcia w jakim celu się tam udaje oraz z kim się tam spotka. Wie jednak jedno. Świat się zmienia, a ona musi dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. 

Nina jest typem romantyczki, uwielbia sztukę i dobre książki. Z drugiej strony czasem budzi się w niej silne poczucie obowiązku. Jest rozsądna, a jej czyny są zawsze przemyślane. No, prawie zawsze... 

Podoba mi się to, że Nina zdecydowanie nie jest typem "wybielonej", szlachetnej bohaterki. Jej czyny nie są na wskroś dobre. Słuszność jej decyzji czasem jest dziełem przypadku, a czasem jej egoistycznych pobudek. Jest bardzo ludzka. Popełnia błędy. Nie jest osobą nieomylną. To właśnie urzekło mnie w bohaterach tej książki. Czasem byli dla mnie naprawdę nieprzewidywalni, dlatego z taką przyjemnością śledziłam ich przygody. 

Nina nie jest także typem "lojalnej służebnicy", jeśli mogę to tak nazwać. Nie potrafi w pełni darzyć zaufaniem tego, co dzieje się wokół niej samej. Boi się zaufać, czasem nawet samej sobie. Czy jej wrodzony sceptycyzm będzie jej siłą, a może największą udręką? 

''Chcę wierzyć", powiedział kiedyś jej tato, "ale co ja poradzę, że wciąż mam wątpliwości?" 

Zdecydowanie polecam tę książkę osobom, które chcą się trochę zaskoczyć i pozastanawiać. Chwile grozy też są wskazane podczas czytania. Dodatkowo zapoznanie się z dorobkiem polskiej autorki, do tego tak często nagradzanej, jest swego rodzaju powinnością dla czytelnika. Sami przekonajcie się czy warto. Życzę niezapomnianej lektury. 

Kinga

12 marca

"Demon luster" Martyna Raduchowska - recenzja

"Demon luster" Martyna Raduchowska  - recenzja
Tytuł: "Demon luster" 
Autor: Martyna Raduchowska 
Gatunek: fantasy 

Liczba stron: 410 
Wydawnictwo: Uroboros 
Seria: Szamanka od umarlaków, tom 2



Ida powraca! Tym razem z jeszcze większymi problemami. Dziewczyna pogodziła się już ze swoim losem i mimo to, że nie jest to jej wymarzone życie, stara się brać z niego jak najwięcej. 

Martyna Raduchowska znów zaskakuje nas swoją umiejętnością kreowanie postaci. Charakter Idy rozwija się z książki na książkę, a inni bohaterowie są ciekawi oraz wielowymiarowi. W tej części Ida musi zadbać o duszę przyszłego zmarłego, a następnie przeprowadzić ją do zaświatów, na swojej drodze spotyka jednak wiele problemów... 

Jak już wspomniałam, największym atutem książki są bohaterowie, a zwłaszcza Ida, która pomimo tego, że jest zmuszona do podejmowania dojrzalszych decyzji, zostaje przy tym swoją sarkastyczną sobą. W książce mamy również świat przedstawiony, który z części na część poznajemy bardziej dogłębnie i który, jak się okazuje, jest mroczniejszy niż kiedykolwiek myśleliśmy. Autorka poradziła sobie świetnie z drugą częścią, i mogę śmiało powiedzieć, że dorównała nią pierwszemu tomowi, a nawet go przebiła. Do wszystkich, którzy chwycili za "Szamankę od umarlaków" ze względu na obiecywaną ilość akcji ---> nie ma się o co martwić! Książka jest przepełniona nieprzewidywalnymi zwrotami akcji i ciekawymi przygodami, które nie pozwalają oderwać się od książki, choćby na sekundę! 

"Demon luster" bardzo mi się podobał, a razem z nim, Raduchowska podniosła poprzeczkę bardzo wysoko dla swoich następnych książek. Tę serię, jak zawsze, polecam wszystkim miłośnikom fantastyki. Wszyscy, którzy przeczytali pierwszą część serii i zastanawiają się czy warto sięgnąć po drugą, zdecydowanie warto!
Tym z was, którzy nie mieli jeszcze okazji przeczytać "Szamanki od umarlaków" polecam jak najszybciej po nią sięgnąć. Nie zawiedziecie się, żadną z części!

Kinga

07 marca

"Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska - recenzja

"Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska - recenzja
Tytuł: "Szamanka od umarlaków"
Autor: Martyna Raduchowska
Gatunek: fantasy

Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Szamanka od umarlaków, tom 1


Szamanka od umarlaków Martyny Raduchowskiej to książka, która niedawno wpadła mi w ręce. Wystarczyło jedno spojrzenie na okładkę żeby zachęcić mnie do czytania. Uwielbiam wszystko, co związane z magią, a patrząc na okładkę i czytając opis książki wiedziałam, że tutaj jej nie zabraknie. Ida Brzezińska, bo tak ma na imię główna bohaterka, to osiemnastolatka, która za wszelką cenę nie chce być taka, jak jej rodzina. Pragnie spokojnego życia, chce pójść na studia i żyć tak, jak inne dziewczyny w jej wieku. Gdy pomyślimy jednak o całej rodzinie Idy, wielkich czarodziejach, wróżbitach i telepatach, trudno sobie wyobrazić, że Ida może być "normalna". Na uniwersytecie dziewczyna odkrywa, że widzi zmarłych oraz potrafi przewidzieć śmierć ludzi żyjących i właśnie wtedy zdaje sobie sprawę, że ma Pecha. Główna bohaterka nie może pogodzić się z faktem, że posiada taki dar, jest marudna, złośliwa i cały czas narzeka, jednak mimo jej charakteru trudno jej nie polubić. Książka jest pełna niesamowitego czarnego humoru, który często sprawiał, że nie mogłam przestać się śmiać. Bohaterowie są bardzo dobrze rozwinięci, ciekawi, łatwo zrozumieć ich motywy. Szamanka jest książką idealną na wieczorne popołudnie, kiedy chcesz się zrelaksować. Fakt, że bohaterka jest medium, jest bardzo interesujący, bo rzadko spotykany w tego typu książkach sprawia, że nie można przestać czytać.

Uważam, że książka Raduchowskiej jest zdecydowanie warta przeczytania. Ja z niecierpliwością czekam na okazję, by sięgnąć po drugą część. Polecam wszystkim, którzy tak samo jak ja kochają książki pełne magii, sekretów i przygód, a także pragną móc utożsamić się z bohaterami ;)

Kinga

05 maja

"Lewiatan z Babilonu" Hagar Yanai - recenzja

"Lewiatan z Babilonu" Hagar Yanai - recenzja
Tytuł: "Lewiatan z Babilonu"
Autor: Hagar Yanai
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Uroboros; Grupa Wydawnicza Foksal

"Lewiatan z Babilonu'' to książka, którą przeczytałam po długim czasie. Opowiada o rodzeństwie, którego ojciec próbuje stworzyć lekarstwo dla ich matki leżącej w szpitalu z powodu choroby psychicznej. Kiedy lek jest już prawie gotowy, ktoś ciężko rani ojca rodzeństwa, a lekarstwo zostaje wykradzione. Ella i Jonatan, ruszając w ślad za złodziejem, trafiają do królestwa Babilonu. 
Czy uda im się znaleźć sprawcę kradzieży?
Czy wydostaną się z Babionu? 
Przeczytajcie, a może się dowiecie :D

Po pierwsze, książkę polecam fanom Bliskiego Wschodu. Na pewno znajdziecie tam trochę odniesień do historii i mitologii.
Ja, nie posiadając ogromnej wiedzy o Bliskim Wschodzie, uważam, że książka zapowiadała się bardzo dobrze. Poleca ją Neil Geiman i jest to fantastyka, więc pomyślałam - to coś dla mnie. Fabuła jest naprawdę ciekawa, a to, że główni bohaterowie to rodzeństwo, próbujące rozwiązać tajemnicę kradzieży sprawia, że można się wciągnąć.
Jednak książka ma też swoje minusy...
Narrator wie często za dużo, a większość problemów jest rozwiązywana przez przypadek i szczęście głównych bohaterów. W książce występuje również dużo dziur w fabule, co bywa irytujące podczas czytania. Poza tym bohaterowie są dość schematyczni, mało dopracowani.
Ogólnie książkę przeczytałam, ale nie zrobiłabym tego po raz drugi. Mimo to polecam tym, którzy nie są BARDZO wymagający :D

Kinga

02 marca

"Gwiezdny wojownik" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

"Gwiezdny wojownik" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja
Tytuł: "Gwiezdny wojownik"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: fantastyka, przygodowa
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal; UROBOROS
Cykl: Gwiezdny Wojownik, tom 1


Książka Katarzyny Bereniki Miszczuk "Gwiezdny wojownik" to powieść fantastyczno-przygodowa. 
Akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej, gdzie załoga Gwiezdnego Wojownika ma za zadanie zestrzelić lecącą w kierunku asteroidę. Statek Gwiezdny Wojownik to przestarzała technologia i delikatnie mówiąc rozklekotany rupieć, a jego załoga to zbieranina ludzi, którzy znaleźli się na jego pokładzie, gdyż zostali zastraszeni przez generała Borowika, który miał na każdego z nich "haka". Tylko to spowodowało, że wyruszyli oni w tę misję, z góry skazaną na porażkę. 
Załogę tę stanowili: Jose Pikadło - nawigator, Rober Misianowski - mechanik, Natalie Bullet - strzelec, Sandra Gelee - naukowiec, Stefan Strzykawka - lekarz pokładowy oraz komandor Jerzy Wysocki, mężczyzna zmęczony życiem i alkoholem. W bardzo ciekawych okolicznościach dołącza do nich księżniczka Sisi Karolina Julia Wiktoria Margo Macrosoft, która zostaje młodszym pomocnikiem mechanika. Uciekła ze swojej planety, gdzie miała poślubić syna króla Eppie, aby położyć kres waśniom między dwiema planetami. Pojawia się też kobieta w czerwonym szlafroku, który okazuje się... kimonem. 
Czy ta misja skończy się katastrofą dla planety Ziemia? I co z królową piratów Arachną, która sieje postrach w kosmosie? Ta książka to "ciasteczko na wieczór", skosztuj, a nie pożałujesz. Na pewno nie przytyjesz, a szczerze się uśmiejesz. Wiadomo, że śmiech to zdrowie. Więc "zakosztuj" tej wyjątkowej lektury i NA ZDROWIE!
Czekam z apetytem na kolejną część!

Kasia

05 lutego

"Przebudzenie króla" Maggie Stiefvater - recenzja

"Przebudzenie króla" Maggie Stiefvater - recenzja
Tytuł: "Przebudzenie króla"
Autor: Maggie Stiefvater
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal; UROBOROS
seria: The Raven Cycle, tom 4


''Przebudzenie Króla'' to czwarta część z serii Król Kruków (The Raven Cycle) Maggie Stiefvater. 
Gansey i jego przyjaciele - Blue, Adam, Ronan i Noah - nadal szukają Glendowera i z każdym dniem są bliżej jego odnalezienia. Według tego co widziała Blue, Gansey w tym roku zginie, a jedynym wyjściem z sytuacji wydaje się rzekoma przysługa od Walijskiego króla. 
Przez cały czas czytania książki zadawałam sobie pytania, takie jak: "Co się stanie dalej?", "Czy uda im się zdążyć na czas?" Jednym słowem, autorka trzymała mnie w napięciu. Chciałam czytać i dowiedzieć się, jakie będzie zakończenie, jednocześnie nie chcąc rozstawać się z bohaterami! 
Sięgając po pierwszy tom z serii nie spodziewałam się, że zostanie ona jedną z moich ulubionych. Maggie Stiefvater w "Przebudzeniu Króla" dała mi szansę na jeszcze głębsze poznanie bohaterów i zmierzenie się z ich problemami. 
Jej książka pokazuje, jak ważna w życiu każdego jest przyjaźń oraz, że przyjaciele pomogą nam nawet w największych tarapatach. Autorka w niezwykły sposób opisuje również każde magiczne miejsce czy stworzenie spotykane w książce, co nie pozwala naszej wyobraźni przestać pracować. Sama okładka mówi o tajemniczości i magii, jaką skrywa ta książka. 

Nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej na jej czytaniu, ponieważ potrafiła mnie zaskoczyć wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewałam. Uważam, że w skali od 1 do 10 "Przebudzenie Króla" zasługuje na porządne 9. 

Gorąco polecam wszystkim osobom, które tak jak ja kochają książki przygodowe i fantastyczne, ale również oczekują odrobiny romansu. Ta seria zostanie w moim sercu jeszcze długi czas i mam nadzieję, że ktoś z was też po nią sięgnie i przeżyje tę magiczną przygodę :-D

Kinga


30 stycznia

"Siła niższa" Marta Kisiel - recenzja

"Siła niższa" Marta Kisiel - recenzja
Tytuł: "Siła niższa"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal; UROBOROS
Cykl: Dożywocie, tom 2



Powieść Marty Kisiel pt. "Siła niższa" to dalsze losy pisarza Konrada Romańczuka oraz jego towarzyszy, czyli m.in. anioła stróża zwanego Lichem, królików i kota. W wyniku zdarzeń z pierwszego tomu bohaterowie zmieniają miejsce zamieszkania i teraz zajmują "domiszcze" z niejakim Turu Brząszczykiem. Na scenie pojawia się bohaterka w zaawansowanej ciąży, co strasznie dobija Konrada, który jest na krawędzi rozpaczy. Na strychu nowego domu Konrad odnajduje... trzech żołnierzy Wehrmachtu, którzy okazują się być widmami. Do tej grupy dołącza anioł stróż Tsadskiel, porzucony przez niejakiego Pawła Zawadzkiego. Podczas burzy odnajduje się zagubiony w pierwszym tomie Krakers, pradawny stwór z głębin, ich kucharz i opiekun ogniska domowego. Carmilla i Szczęsny również będą mieli swój udział w wywoływaniu dreszczyku emocji u czytelnika. Konrad knuje coś z Tsadkielem, aby mógł całkowicie poświęcić się pisaniu. Co z tego wszystkiego wyniknie? Musicie przekonać się sami. Caaałe życie z wariatami...
Książka jest wyjątkowa i oryginalna. Polecam każdemu! Po raz kolejny Marta Kisiel mnie nie zawiodła. Po przeczytaniu tej powieści marzy mi się mój osobisty anioł stróż.

Kasia


29 stycznia

"Lordowie Sithów" Paul. S. Kemp - recenzja

"Lordowie Sithów" Paul. S. Kemp - recenzja
Tytuł: "Lordowie Sithów"
Autor: Paul. S. Kemp
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 398
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal; UROBOROS
seria: Kanon Star Wars, tom 2




Bardzo lubię filmy Star Wars i dlatego chętnie sięgnęłam po książkę P. S. Kempa "Lordowie Sithów".Twórca powieści jest autorem wielu opowiadań i książek fantasy oraz bestselerowych powieści z listy NEW YORK TIMESA, które wchodzą w skład serii STAR WARS. 

Głównymi postaciami tej powieści są lordowie Shitów, a konkretnie Imperator Palpatine i jego uczeń Darth Vader. Akcja książki rozgrywa się na planecie Ryloth, na której bojownik o wolność - Cham Syndula - zorganizował ruch oporu. Sama planeta ma dla imperium duże znaczenie, bowiem jest źródłem niewolniczej pracy tubylców i narkotyku znanego pod nazwą przyprawy. 

Odkrywszy rozrastający się spisek na planecie, Imperator wyrusza wraz ze swym uczniem do odległej galaktyki, aby przy pomocy środków politycznych lub siły zachować nad nią władzę. 

Podróż Lordów Sithów na Ryloth staje się dla Syndulli okazją do zorganizowania pułapki i pozbycia się dyktatury Imperatora. Nie zabraknie również zdrajcy wśród dowódców szturmowców. 

W wyniku działań Chama i jego popleczników statek imperialny Niszczyciel zostaje wraz z Lordem i jego uczniem strącony na planetę. Obydwaj muszą zmierzyć się nie tylko z rebeliantami, ale również z potwornymi stworami - lylekami. Sithowie mogą polegać tylko na swych mieczach świetlnych i ciemnej stronie mocy. Muszą podjąć decyzję: czy zdecydują się na współpracę i staną się zwycięskimi sprzymierzeńcami, czy też staną się śmiertelnymi wrogami. 

Sądzę, że dla fanów filmów Star Wars właśnie ta powieść jest wyjaśnieniem zależności między uczniem i mistrzem. Książka pisana jest raczej dla bardziej wymagającego czytelnika lubiącego science fiction. Szybkie zwroty akcji i ciekawa wielowątkowa fabuła powodują, że trudno się od niej oderwać. Autor bardzo ciekawie przedstawia problemy i myśli bohaterów, czyniąc ich w ten sposób bardzie realnymi. 

Polecam ją nie tylko fanom Star Wars, ale wszystkim miłośnikom tego gatunku. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak zakończyła się rebelia i co się stało z Chamem i jego ludźmi, przeczytajcie "Lordów Shitów" koniecznie. 

elka


11 stycznia

"Star Wars TARKIN" James Luceno - recenzja

"Star Wars TARKIN" James Luceno - recenzja
Tytuł: Star Wars. TARKIN
Autor: James Luceno (przeł. Marcin Mortka)
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 334
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza FOKSAL, Uroboros
seria: Kanon Star Wars, tom 1


J. Luceno, autor wielu bestselerowych powieści Star Wars i książek opowiadających o Nowej Erze Jedi, po raz kolejny udowadnia swój geniusz pisarski. Powieść TARKIN jest napisana doskonałym językiem, niewątpliwie jest to również zasługa świetnego tłumaczenia M. Mortki, przeznaczona dla czytelników sagi SW o nieco większym smaku, wyobraźni i polocie.
Główny bohater, Wielki Moff Wilhuff Tarkin, prawa ręka Imperatora i żelazna pięść Imperium, musi stawić czoło groźnemu spiskowi separatystów. Wraz z nim nad rozbiciem grupy bojowników o wolność Republiki pracuje owiany tajemnicą Darth Vader. Początkowo współpraca nie układa się zbyt dobrze. Dzieli ich wiele niedomówień i brak zaufania. Stopniowo jednak się to zmienia. Obydwaj poznają się coraz lepiej, zaczynają sobie ufać i szanować się nawzajem.
Czy współpraca tych dwóch odmiennych charakterów doprowadzi do unicestwienia spisku? - Tego nie zdradzę, ale akcja rozwija się w coraz szybszym tempie, pełno jest zwrotów akcji, pułapek w pułapkach i zakończenia, jakiego byśmy się nie spodziewali.
Akcja powieści przeplatana jest opisami przeszłości Tarkina. Czytamy o jego dzieciństwie i dorastaniu, wychowaniu i próbom, jakim został poddawany zanim stał się genialnym strategiem i taktykiem Imperium. Pod jego okiem budowana jest najpotężniejsza broń Imperium. W trakcie czytania często zastanawiamy się, czy Tarkin jest przykładem czarnego bohatera. Nie miejcie wątpliwości, że tak. O tym świadczą jego czyny! Ale poznając jego historię zaczynamy doceniać jego geniusz i autorytet.
Książka na pewno stanie się hitem dla każdego fana Star Wars. Serdecznie polecam.

Elka

17 listopada

"Nomen omen" Marta Kisiel - recenzja

"Nomen omen" Marta Kisiel - recenzja
Tytuł: "Nomen omen"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 420
Wydawnictwo: Uroboros, Grupa Wydawnicza Foksal



Książka Marty Kisiel "Nomen omen" to powieść fantastyczno-przygodowa. Głównymi bohaterami są Salomea Klementyna Przygoda i jej brat Adam Joachim Przygoda. Akcja rozgrywa się we Wrocławiu, do którego przeprowadza się Salomea w celu podjęcia pracy w księgarni naukowej. Wynajmuje pokój przy ulicy Lipowej 5, jednak to nie jest zwykły pokój w przedwojennej willi. Budynek zamieszkują trzy siostry bliźniaczki w wieku osiemdziesięciu pięciu lat: Matylda, Jaga i Mila Bolesne. W domu słychać tajemnicze szepty, a w okolicy krąży plotka, że siostry to czarownice. Niespodziewanie do naszej Salomei, zwanej Salką, wprowadza się brat Adam, zwany Niedasiem. Salka poznaje Bartosza Tokarskiego, filologa polonistę, ateistę, romantyka, zwanego Bartolinim. W domu sióstr jest jeszcze jeden osobliwy lokator - Roy Keane. Okazuje się, że Niedaś niechcący wskrzesza pradziadka Petersa, który "grasuje" po Wrocławiu... Aby pozbyć się zmory pradziadka, cała rodzina wraz z babcią Izydorą, musi współpracować. Okazuje się, że wspomniana babcia spotkała już w dzieciństwie trojaczki Bolesne...
Polecam tę pozycję ze względu na nietuzinkowe dialogi i zabójczą fabułę. Poprawi humor każdemu, "dużemu i małemu". Przeczytaj, a nie raz i nie dwa uśmiech zagości na Twej twarzy.

Kasia  


07 listopada

"Dożywocie" Marta Kisiel - recenzja

"Dożywocie" Marta Kisiel  - recenzja
Tytuł: "Dożywocie"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantastyka, fantasy

Liczba stron: 376


Książka Marty Kisiel pt. „Dożywocie” to, no cóż... wiele książek w swoim życiu przeczytałam, ale takiej „zakręconej” pozycji jeszcze nie miałam w rękach. Ta książka jest jedyna w swoim rodzaju. Zakochałam się w niej, a mam swoje lata i rzadko zdarza mi się czymś tak zachwycić.
Główny bohater to Konrad Romańczuk, pisarz, który odziedziczył dom po swoim krewnym, ale cóż to za dom! To charakterny domek z klasą o nazwie Lichotka. W domku mieszkają stali lokatorzy, a są to – uwaga: anioł Licho w bamboszkach, z uczuleniem na pierze ze swoich piór, wyposażona w zestaw macek gospodyni domowa Krakers, Szczęsny, czyli widmo z tendencją do cielesności, cztery aspołeczne utopce oraz Puk, która pojawia się po akcji ekologicznej, w którą angażuje się główny bohater. Puk to hamadriada, panna drzewna. Jest jeszcze wydawca naszego głównego bohatera, Carmilla Jagiełłek. Poznajemy również przyjaciela domu, Szymona Kusego, który pomaga Konradowi ogarnąć całe to towarzystwo.
Uczestniczymy w życiu tej dużej, nietuzinkowej rodziny i muszę przyznać, że bardzo mi się te ich przygody spodobały. Mało tego, chciałabym tam być razem z nimi, poznać Zmorę i Rudolfa Valentino. Kto to taki? Przeczytajcie sami, a zrozumiecie, że to nie jest jakaś tam kolejna książka fantastyczna. Chociaż nie, ta książka jest fantastyczna. Jest po prostu super! Muszę koniecznie przeczytać coś jeszcze tej autorki, a może zrozumieć co ona ma w głowie, że pisze takie powieści. Zatem, jak to mówi Licho: Allelują! Czytaj, wariuj i Allelują!


Kasia


Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger