Tytuł: "Kim jesteś, Sky?"
Autor:
Joss Stirling
Gatunek: fantasy, paranormal
romance, literatura młodzieżowa
Ilość stron: 380
Wydawnictwo: Akapit Press
cykl:
Saga o braciach Benedictach (tom 1)
"Kim jesteś,
Sky?" jest kolejną książką, do której wracam po latach. Za
pierwszym razem zwróciła moją uwagę między innymi okładką.
Skrzętnie ukryta na bibliotecznej półce kusiła intrygującym
tytułem, fikuśnymi wzorami i przywołującą na myśl zmysłowość
czcionką. Po przeczytaniu obwoluty moja ciekawość nieco zmalała,
ale postanowiłam zaryzykować. Cieszę się, że to zrobiłam.
Czasami warto zaufać intuicji, gdyż prawdę mówiąc opis na
okładce, który zazwyczaj ma przybliżyć potencjalnemu czytelnikowi
treść książki, w tym przypadku jest jedną wielką pomyłką. Nie
mam pojęcia kto go pisał, ale chyba nie przeczytał więcej niż
pierwszych pięćdziesiąt stron powieści. Obwoluta opiewa bowiem
romans oraz techniki podrywu zawarte w utworze. Nic bardziej mylnego.
Przejdźmy więc może do prawdziwej fabuły.
Wszystko zaczyna się,
kiedy szesnastoletnia Sky przeprowadza się wraz ze swoimi
zastępczymi rodzicami z Anglii do małego miasteczka w Kolorado.
Dziewczyna nie wie kim są jej biologiczni rodzice, jedyne co
pamięta, to że została porzucona jako sześcioletnie dziecko.
Właśnie dlatego nie ma pojęcia, kim tak naprawdę jest do czasu, aż
w nowej szkole spotyka Zeda Benedicta - przystojnego, ale również
strasznie aroganckiego miejscowego rozrabiakę. Z początku ich
relacje są niezwykle oziębłe, jednak wszystko zmienia się w
chwili, kiedy Sky słyszy w swojej głowie głos Zeda i odpowiada mu
w ten sam sposób. Chłopak jest tym strasznie zaskoczony, nazywa ją
sawantką i swoją przeznaczoną, przy okazji skutecznie ją od
siebie odstraszając. Tak, w tym momencie zaczyna się obiecany w
obwolucie romans, ale oprócz tego dostajemy porównywalnie dużą
dawkę fantastyki, akcji i humoru. Nie wiem jak można nie wspomnieć
w opisie książki, że należy ona do gatunku fantasy, czy chociażby,
że jest to paranormal romance. Ale wracając do historii - Sky
wkracza w niezwykły świat sawantów, czyli ludzi z nadprzyrodzonymi
zdolnościami. Nie może uwierzyć, że tak samo jak Zed i jego
rodzina, jest kimś więcej niż zwykłym człowiekiem, że może
rozmawiać z nimi telepatycznie i gdzieś w głębi siebie ma swój
dar. Na dodatek chłopak wciąż powtarza, że jest jej
przeznaczonym, kimś z kim zwiąże się na całe życie. Mimo
niepokoju, Sky nie może jednak oprzeć się urokowi Zeda, fascynuje
ją on i możliwości jakie przed nią roztacza. Idylla zostaje
jednak przerwana i sawanci, którzy chcą skrzywdzić rodzinę
Benedictów, porywają Sky. Czy dar Zeda, widzenie przyszłości,
pomoże mu w ocaleniu ukochanej? Czy Sky zaakceptuje to, kim naprawdę
jest? Aby się tego dowiedzieć, musicie sami sięgnąć po powieść
Joss Stirling.
"Ostatnią
rzeczą, jakiej pragnęłam, było się w kimś zakochać, bo gdzieś
w głębi siebie pamiętałam, że miłość boli."
Starałam się jak
mogłam, żeby jakoś zrozumiale wam to przedstawić. Mam nadzieję,
że mi się udało, wybaczcie jeśli nie do końca - wciąż jestem
niezwykle podekscytowana po skończonej lekturze. Zaczęłam późnym
wieczorem, a oderwało mnie od niej dopiero wschodzące słońce,
więc mogę nie myśleć całkiem jasno. Powieść ma wiele zalet,
ale nie jest idealna. Zabawna, wciągająca, intrygująca - tak,
długo mogłabym wymieniać, ale jednak autorka mogła bardziej
zagłębić się w temat sawantów, dokładniej wszystko wytłumaczyć,
napisać o obiecanym Sky wyjściu do kina, które jednak się nie
odbyło... Dobrze, nie będę dłużej owijać w bawełnę, książka
powinna być po prostu dłuższa. W kolejnych tomach serii głównymi
bohaterami nie są już Sky i Zed, lecz kolejni bracia chłopaka i
ich przeznaczone, czuję więc po prostu niedosyt.
Podoba mi się, że w
książce jest coś nowego, innego, nie jakieś wilkołaki czy
wampiry, które wszystkim już się "przejadły". Autorka
świetnie kreuje bohaterów i całą złożoną fabułę. Akcja
podzielona jest na kilka kluczowych momentów, dialogi są dość
realistyczne, nieprzesadzone, a opisy dokładne, ale nie nudzące.
Cóż mogę więcej powiedzieć? Przyjemna, zrównoważona we
wszystkim książka. Jedyne co naprawdę dotkliwie mnie zabolało, to
kiedy długo nie mogłam nigdzie jej znaleźć - ani w księgarniach,
ani w antykwariatach, dlatego kiedy tylko pojawiła się jakimś
cudem w sprzedaży w dyskoncie, od razu ją zamówiłam. Niektórzy
nie rozumieją, po co kupować książkę, którą już się kiedyś
czytało. Są jednak takie utwory, które mają dla nas, czytelników,
tak wielkie znaczenie, że stają się przyjaciółmi, a przyjaciół
dobrze jest mieć blisko siebie...
Myślę, że tym
refleksyjnym akcentem chciałabym zakończyć tę recenzję i
szczerze polecić "Kim jesteś, Sky", za wszystko, co sobą
reprezentuje.
Edelline