20 lutego

"Święty w kapeluszu" Kazimierz Szymeczko - recenzja

"Święty w kapeluszu" Kazimierz Szymeczko - recenzja
„Święty w kapeluszu” to już druga książka, jaką przeczytałam tego autora. Została wydana w 2007 roku w Łodzi. Ma prostą, aczkolwiek ładną okładkę i odpowiednią czcionkę. Ogólnie utwór czytało mi się wyjątkowo przyjemnie, gdyż jest bardzo „lekki”. Czytając go możemy zapomnieć o codziennych troskach i zrelaksować się, dzięki jego interesującej treści.
Wydarzenia dziejące się w książce mają miejsce w miasteczku niedaleko Gliwic. Nastoletni „Master” wraz z Krzysiem i Anią rozwiązują zagadkę tajemniczej kradzieży  posągu z kościoła. W międzyczasie natrafiają na piwniczną hodowlę marihuany i przemytnika samochodów. Czy dziwny Niemiec kręcący się po okolicy ma z tym coś wspólnego? Czy Ania jest uzależniona od narkotyków?
„Święty w kapeluszu” to książka o trudnym życiu nastolatków i o przygodach, jakie mogą się zdarzyć nawet w małym mieście. Utwór jest dość krótki – ma jedynie 140 stron, ale uważam, że tyle w zupełności wystarczyło na opowiedzenie tej ciekawej historii. Pisany jest dość barwnym językiem, który powinien się spodobać nastoletnim czytelnikom. W książce możemy znaleźć dużo odniesień do polskich legend, które są miłym urozmaiceniem tekstu. Moim zdaniem książka warta polecenia zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom.

Edelline, 15 lat

 
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literatura


16 lutego

"Piąta Aleja, piąta rano" Sam Wasson - recenzja

"Piąta Aleja, piąta rano" Sam Wasson - recenzja


„Piąta Aleja, piąta rano”. Książka opowiadająca o czasach pięćdziesiątych oraz sześćdziesiątych. Truman Capote pisze nowelę o jakże niewinnym tytule – „Śniadanie u Tiffany'ego”. Opowieść o młodej dziewczynie, która tak naprawdę znajduje się w ciągłej podróży życia. Interpretacje tej noweli były różne, jednak pozostańmy przy tej. Dla autora noweli idealną kandydatką była Marylin, jednak plany zmieniły się i jej miejsce zajęła niejaka Audrey Hepburn. Większość osób znających Audrey nie mogło pogodzić się z wyborem jej do tej roli, to łamało wszelkie stereotypy kobiety, którą była młodziutka Audrey. Aktorce ciężko było poddać się takiemu zadaniu, była pewna, że nie da rady, a tym bardziej szkoda było jej zostawić swojego małego synka w Szwajcarii z niańką. Jednak ciężką pracą i z pomocą reżysera, dzięki tej roli zyskała status gwiazdy i ikony mody w latach późniejszych. Postać jaką Hepburn zagrała w Śniadaniu u Tiffany'ego wpłynęła na kilka aspektów takich jak moda czy nawet sam sposób bycia, choć może nie dla wszystkich był on do końca właściwy. Realizacja dzieła jest dokładnie opisana, możemy poznać stosunki panujące wśród członków ekipy, a także ich małe konflikty. Ostatnia scena, w której aktorzy musieli zagrać w deszczu, chyba tak naprawdę była najlepsza dla czytelnika, lecz na pewno trochę gorsza dla aktorów, ale co z tego, przecież Audrey miała do dyspozycji dwie przebieralnie z napisami „Mokra Hepburn” i „Sucha Hepburn”. Po nakręceniu filmu ruszyła jego promocja. Najtrudniejsze było przekonanie publiczności, że film nie posiada złych treści, ale i to się udało. Krytycy różnie reagowali po obejrzeniu go, ale niech puentą będzie jedna z wypowiedzi: „Śniadanie u Tiffany'ego należy do tych niezwykłych dzieł, które gdyby były lepsze, to byłyby o wiele gorsze”. Książka świetnie przedstawia panoramę Nowego Yorku i jego mieszkańców. Co tak naprawdę inspirowało ludzi w tamtych latach? I czy Piąta Aleja skrywa jakieś tajemnice? Myślę, że książka jest godna przeczytania i poświęcania na nią czasu, polecam.

Monika, 17 lat

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej WELTBILD

 

15 lutego

"Gorzkie urodziny" Anne Cassidy - recenzja

"Gorzkie urodziny" Anne Cassidy - recenzja
W książce „Gorzkie urodziny” Anne Cassidy opisane są dwie historie, będące tragicznymi konsekwencjami złych decyzji. Pierwsza z nich to historia małego dziecka porzuconego na chodniku, a druga nastolatki, której życie komplikuje się od chwili siedemnastych urodzin. Jednak w miarę poznawania treści książki, wydarzenia te splatają się coraz bardziej... 

Początkowo lektura wydaje się dość beztroską i łatwą opowieścią o porzuconej przez chłopaka nastolatce. Jednak książka jest bardzo smutna i opisuje wewnętrzne przeżycia „zabłąkanych” we współczesnym świecie dziewcząt. Historia kończy się szczęśliwie i zwiastuje dobre losy bardzo sympatycznym bohaterkom. Niestety, o treści nie można powiedzieć nic więcej, aby nie zdradzić tajemnicy. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać !!
Serdecznie polecam :-)
 
Hannibal Lektur, 15 lat

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Stentor

 

14 lutego

"Czarny młyn" Marcin Szczygielski - recenzja

"Czarny młyn" Marcin Szczygielski - recenzja


Mroczna powieść  Marcina Szczygielskiego pt. „Czarny Młyn” daje do myślenia. Niechętnie sięgałam po książki polskich autorów, jednak wiem, po przeczytaniu tych prawie 250 stron, że to się zmieni.

Kiedy po raz pierwszy spojrzałam na okładkę, przestraszyłam się,  że ciężko będzie mi tę książkę przeczytać. Jakież było moje zdziwienie, gdy po pierwszym rozdziale nie mogłam się od tego tekstu oderwać. Powieść napisana ciekawie, nieco większym drukiem. Numery stron płynnie prześlizgiwały się jedna po drugiej. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na 44, a później na 78 stronnicy i tak do samego końca.


Młody Iwo, czyli nasz główny bohater, opowiada o tym co się dzieje w Młynach, czyli ich malutkiej wsi. Na początku sielanka. Jednak z czasem, jakimś tajemniczym sposobem, znikają ludzie, a dookoła dzieją się rzeczy, o których nigdy byście nie pomyśleli. Od samego patrzenia na stary niedziałający młyn i trakcję linii elektrycznych, włos jeży się na głowie. Niedziałający – do czasu.

Więcej wam jednak nie zdradzę, sami sięgnijcie po tę trzymającą w napięciu powieść.

Książka naprawdę godna polecenia. Wiem, że będę wypatrywała innych tomów tego autora w księgarniach, również Czarnego Młyna. Jeśli ktoś spotka pana Szczygielskiego, niech mu serdecznie podziękuje ode mnie za świetny tekst oraz przywrócenie mi wiary w polskich autorów.

Silvana, 15 lat

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Stentor



14 lutego

"Dom przy Hope Street" Danielle Steel - recenzja

"Dom przy Hope Street" Danielle Steel - recenzja


Okres świąteczny. Boże Narodzenie. To, bez wątpienia, cudowny czas. Czas, który każda rodzina spędza razem. Magiczne chwile. Prezenty, ciepłe słowa, wspominanie minionego roku...

Dla Sutherlandów także był to magiczny okres. W radosny poranek Bożego Narodzenia cała rodzina otwiera prezenty, wszyscy są szczęśliwi. Nie wiedzą jednak, że wszystko wkrótce się zmieni...

Kiedy Jack wyjeżdża na chwilę do kancelarii, ginie od postrzału. Cała magiczna atmosfera znika... W jednym momencie. W chwili kiedy Liz, jego żona, odbiera telefon i dowiaduje się od policjanta o tym, co się stało. Cóż teraz pocznie? Sama. Z piątką dzieci, które na pewno bardzo przeżyją śmierć ojca. W dodatku wszystkie obowiązki spadają na biedną kobietę. Cała kancelaria, którą prowadziła z Jackiem, jest teraz na jej głowie. Czy na pewno temu podoła?


Książka "Dom przy Hope Street" autorstwa Danielle Steel jest typowym romansem, w którym znajdziemy także nutkę dramatu. Pokazuje, jak ciężkie jest życie wdowy, która zostaje sama z piątką dzieci. "Tym bardziej, że los nie szczędzi jej kolejnych ciosów."

W książce opisane są losy rodziny, a przede wszystkim odczucia kobiety, która straciła męża - możemy śledzić to, jak stara się przejść przez żałobę, ból i cierpienie. Jak próbuje pogodzić się ze śmiercią męża i zacząć w końcu normalnie żyć. Jak każda kobieta. Mimo, iż czuje ogromny żal i smutek. Mimo, iż nie wszystkie dzieci zgadzają się z jej wyborami...

Rodzinę spotkała ogromna tragedia i, choć zdaje się, że wszystko już w najlepszym porządku, spotykają ją kolejne nieszczęścia. Czy jednak rodzina to przetrwa? A może Liz spotka w końcu szczęście?

            Książkę czyta się przyjemnie. Wciąga, chociaż niektóre momenty (a w szczególności odczucia Liz) nieco irytują. Mimo to potrafi ona wzruszyć, a także dać do myślenia. Pytania same się nasuwają. Łzy napływają do oczu. Uśmiech mimowolnie pojawia się na ustach, kiedy wszystko się układa. Do tej pory nie byłam zwolenniczką romansów. Dzięki Danielle Steel, być może, zmienię do nich nastawienie.  


Książkę polecam w szczególności czytelnikom, którzy lubią czytać o miłości. Z pewnością wspomnę o niej mojej mamie, która uwielbia takie powieści.

                  Mizofobia, 15 lat

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej WELTBILD

13 lutego

"Przekleństwa niewinności" Jeffrey Eugenides - recenzja

"Przekleństwa niewinności" Jeffrey Eugenides - recenzja
"Człowiek chętnie by się zabił, żeby tylko mieć jakieś zajęcie."


Już pierwsze strony powieści Jeffreya Eugenidesa wprowadziły mnie w świat identycznych domków jednorodzinnych z wypielęgnowanymi ogródkami i dobrosąsiedzkimi stosunkami, prosto z lat siedemdziesiątych. Klimat zupełnie, jak w znanym amerykańskim serialu pt. "Cudowne lata". To porównanie towarzyszyło mi przez cały czas czytania książki. 
Główne bohaterki to siostry Lisbon. Pięć pięknych, ale niedostępnych dla otoczenia dziewcząt, które właśnie wchodzą w okres dojrzewania. Ich życie kontrolowane jest przez rodziców tak bardzo, że nastolatki nie mogą robić tego, czym zajmują się na co dzień ich rówieśniczki, większość czasu spędzają w domu wychodząc tylko do szkoły i do kościoła. Nie mogą chodzić na bale ani prywatki, nie mogą się malować, słuchać modnej muzyki, ani nie mogą spotykać się z chłopcami. Ich życie, ogołacane z wszystkich możliwych rozrywek młodych ludzi, pełne jest smutku i nudy.
Z drugiej strony, z zewnątrz, wygląda to jednak trochę inaczej. Mieszkający w sąsiedztwie chłopcy obserwują nastolatki, próbując poznać je, mimo niesprzyjających warunków. Tajemnicze dziewczęta fascynują ich, sama ich obecność w sąsiedztwie sprawia, że fantazjują na ich temat, marzą o tym, co mogliby razem robić, jak spędzać wspólnie czas, gdyby tylko rodzice dziewcząt pozwolili im na trochę swobody. Chłopcy większość czasu spędzają na obserwacji domu i mieszkającej w nim rodziny.

Pewnego dnia najmłodsza siostra, trzynastoletnia Cecilia, zostaje znaleziona w łazience, gdzie podcięła sobie żyły. Odratowano ją, ale trzy tygodnie później udaje jej się odebrać sobie życie. Od tego czasu dom Lisbonów zmienia się jeszcze bardziej. Pozostałe dziewczęta są izolowane od otoczenia, rodzice przestają nawet posyłać je do szkoły. Sąsiedzi próbują dać im do zrozumienia, że nie są sami ze swoim cierpieniem, ale Lisbonowie nie oczekują pomocy ani wsparcia. Zamykają się na wszystko i wszystkich, przestają w ogóle wychodzić z domu, zaniedbują codzienne czynności, takie jak sprzątanie, koszenie trawnika, zajmowanie się domem. Nowa sytuacja jeszcze bardziej pogłębia motywację chłopców do poznawania dziewcząt. Zbierają należące do nich drobiazgi, studiują dokładnie pamiętnik nieżyjącej już Cecilii, a ostatecznie kontaktują się z pozostałymi siostrami telefonicznie i proponują im pomoc w ucieczce. Ale czy dziewczęta na pewno chcą uciec ze swojego więzienia? Czy przyjmą propozycję pomocy, aby gdzieś zacząć życie od nowa? A może ucieczka dla nich wygląda zupełnie inaczej niż widzą ją chłopcy?... 
K@te

Zachęcam do przeczytania książki starszych czytelników.
 
Za książkę dziękuję Wydawnictwu ZNAK


Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger