16 lutego

"Ostatnie przedstawienie panny Esterki" A. Jaromir, G. Cichowska - recenzja

"Ostatnie przedstawienie panny Esterki" A. Jaromir, G. Cichowska - recenzja
Tytuł: "Ostatnie przedstawienie panny Esterki"
Autorzy: Adam Jaromir - tekst, Gabriela Cichowska - ilustracje
Liczba stron: 126
Wydawnictwo: Media Rodzina



Książka pt. "Ostatnie przedstawienie panny Esterki" nie należy do łatwych. Opowiada o domu dziecka w gettcie, o głodzie, o dobrodusznej pannie Esterce oraz o okropnościach z czasów II wojny światowej.
Zostały w niej wykorzystane cytaty z dzieł Janusza Korczaka.
Czytając tę książkę mamy wrażenie, że jesteśmy ciągle wyrywani z wątku, ale mimo to nadal tkwimy w obrębie wydarzeń. Książka, jak już pisałam, nie należy do łatwych, ale mimo to jest napisana dość... lekko. To straszny kontrast, biorąc pod uwagę to, o czym opowiada. To świadczy o jej wyjątkowości. 
Wspólne dzieło Adama Jaromira i Gabrieli Cichowskiej jest książką graficzną. Samego tekstu jest dosyć mało, ale porusza do głębi. Ilustracje zaś są wręcz wspaniałe. Patrząc na nie można doszukać się bardzo znaczących szczegółów. Przede wszystkim jednak wzbudzają zachwyt. To jedna z tych książek, do której ilustracje są zdecydowanie potrzebne, a nie przeszkadzają.
Często powtarzającym się motywem są kartki z kalendarzy. Historia ta uświadamia nam cierpienie dzieci getta, które zostały pozbawione rodziców oraz mówi o trudnej do opisania dobroczynności ich opiekunów. Łamie ona serce, a sam koniec jest przerażająco smutny, ale cóż... to książka o prawdziwym życiu, oparta na faktach.
Pragnę ją polecić pasjonatom książek opowiadających o II wojnie światowej oraz fanom książek graficznych. Jednak prawda jest taka, że moim zdaniem każdy może, albo nawet powinien, ją przeczytać. Można się z niej wiele nauczyć oraz docenić to, co ma się teraz.

Julianna

16 lutego

"Szalony J. – Wyznania jednego z najniebezpieczniejszych amerykańskich żołnierzy wszech czasów" Dillard Johnson - recenzja

"Szalony J. – Wyznania jednego z najniebezpieczniejszych amerykańskich żołnierzy wszech czasów" Dillard Johnson - recenzja
Tytuł: "Szalony J. – Wyznania jednego z najniebezpieczniejszych amerykańskich żołnierzy wszech czasów"
Autor: Dillard Johnson
Liczba stron: 303
Wydawnictwo: Amber


Po tę książkę sięgnąłem z ciekawości. Nie przepadam za literaturą wojskową, ale zaciekawiła mnie okładka oraz opis książki i postanowiłem ją przeczytać.
"Szalony J." to autobiografia Dillarda Johnsona, starszego sierżanta w st. spoczynku, który został odznaczony Srebrną i Brązową Gwiazdą, czterokrotnie Purpurowym Sercem i innymi oznaczeniami. Szczerze mówiąc, po poznaniu tej postaci stwierdzam, że jest za co! Podczas drugiej tury bojowej w Bagdadzie działał jako snajper i zabił 121 (!) wrogich żołnierzy. A to tylko część tego, czego dokonał (o wszystkim jest napisane w książce).
Akcja książki toczy się głównie podczas operacji „Iraqi Freedom”, która miała na celu obalenie dyktatora Saddama Husajna. Nie ma co się rozpisywać o tym co się działo, bo lepiej o tym przeczytać. W samej książce jest dużo akcji i trochę humoru. Niestety jest też kilka fragmentów, w których już nie jest tak wesoło, no ale cóż, to jest biografia żołnierza, więc trochę powagi również musi być. 
W książce znajduje się też dużo terminów wojskowych, ale osoby, które nie znają tego temu nie muszą się martwić, gdyż większość z nich jest objaśniona.
Mnie się książka bardzo podobała. Polecam ją wszystkim fanom literatury wojskowej i ludziom, których takie rzeczy interesują.

Eryk

30 stycznia

"Spirit Animals: Polowanie" Maggie Stiefvater - recenzja

"Spirit Animals:  Polowanie" Maggie Stiefvater - recenzja
Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: "Spirit Animals:  Polowanie"
Liczba stron: 300
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal, Wydawnictwo Wilga


Po drugi tom serii Spirit Animals sięgnęłam ze względu na chęć kontynuacji tej serii i przekonania się, czy pomysł z tym, aby każdy kolejny tom został napisany przez innego autora, na pewno jest dobry. Zostałam zaskoczona pozytywnie…
Abeke, Meilin, Conor i Rollan wciąż udoskonalają swoje umiejętności wojenne, aby móc pokonać wrogów, pracują także nad swoimi więziami ze zwierzoduchami. Starają się jak mogą, chociaż są tylko jedenastolatkami. Odnalezienie talizmanów Wielkich Bestii jest najważniejszą rzeczą. Wróg również ich szuka i nie spocznie, do czasu aż nie dostanie ich w posiadanie. Niebawem bohaterowie muszą wyruszyć na kolejną niebezpieczną wyprawę. Czy jednak i tym razem dopisze im szczęście…?
Drugi tom, napisany przez Maggie Stiefvater, przypadł mi do gustu o wiele bardziej niż pierwszy, autorstwa Brandona Mulla. Wydaje się bardziej dopracowany, dynamiczny i fascynujący, niż jego poprzednik. Chociaż akcja gna do przodu szybko, niezmiernie cieszy mnie to, że opisy walk zostały przedstawione w dość szczegółowy sposób – dzięki temu mogłam wyobrazić sobie, jak one przebiegały. Co więcej, towarzyszyła temu ta nutka niepewności – nie było wiadomo, która strona zwycięży.
Pomysł na dalszy ciąg fabuły bardzo mi się spodobał i zaskoczył. Zakończenie również daje do myślenia. Chociaż minęło już kilka godzin od przeczytania książki, cały czas leżę i zastanawiam się, jak potoczą się dalej losy bohaterów.
Bohaterowie (mimo, że wciąż irytuje mnie to, że mają jedenaście lat i zostali przedstawieni tak dojrzale) nabrali więcej charakteru i wreszcie (!) zaufania do siebie. Można by rzec, że nawiązała się więź przyjaźni – nie do końca, ale jest o niebo lepiej, niż w pierwszym tomie.
Pokochałam z całego mojego mrocznego serduszka zwierzoduchy. Naprawdę, urocze stworzenia, gotowe do poświęceń i towarzyszenia swoim sojusznikom, nawet gdy ci ich odrzucają (przykładem może być panda należąca do Meilin, dziewczynki, która przez obie części wydawała mi się dość zadufana w sobie). Szczerze mówiąc, o wiele bardziej polubiłam zwierzoduchy od dziecięcych bohaterów. Cóż, może dlatego, że od dziecka wolałam spędzać czas ze zwierzętami?
Książkę polecam młodszym fanom fantastyki – tak samo jak pierwszy tom, od którego moim zdaniem warto zacząć swoją przygodę z tą serią (i zauważyć, jak bardzo różnią się style obojga autorów).
                                                                                                                Mizofobia



30 stycznia

"Spirit Animals: Zwierzoduchy" Brandon Mull - recenzja

"Spirit Animals: Zwierzoduchy" Brandon Mull - recenzja
Autor: Brandon Mull
Tytuł: "Spirit Animals: Zwierzoduchy"
Liczba stron: 300
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal, Wydawnictwo Wilga


Po książkę tę sięgnęłam ze względu na jej oprawę graficzną, która jest doprawdy przepiękna i magiczna oraz zachęcona poprzez sam opis, który mówi, że jest to lektura obowiązkowa dla fanów „Władcy Pierścieni”. Wysoko postanowiona poprzeczka, nie powiem. Tym bardziej, że jestem zagorzałą fanką tolkienowskich dzieł i powieści fantasy.
Lamparcica Uraza, wilk Briggan, panda Jhi i sokolica Essix – Czworo Poległych z piętnastu Wielkich Bestii - niegdyś dołączyły do ludu Erdas walcząc w bitwie z Pożeraczem. Oddały swe życie, by uratować kontynenty. Powróciły jednak, gdy ludzkość znowu ich potrzebowała.
Dzieci, które skończyły jedenasty rok życia musiały napić się Nektaru, dzięki któremu mogły przywołać swojego zwierzoducha, czyli zwierzę, które łączyła z człowiekiem nadzwyczajna moc. Dzięki tym stworzeniom wyostrzały się zmysły ludzi, chociaż same zwierzoduchy mogły mieć własne zdolności. Nie każde dziecko jednak przywoływało swojego zwierzoducha. Abeke, Connorowi, Meilin i Rollanowi się to jednak udało – co więcej, ich zwierzoduchy wyróżniały się wśród zwierzoduchów innych ludzi… Razem ze swoimi nowymi przyjaciółmi, których przywołały, muszą ocalić świat przed niechybną zagładą i zniszczeniem – ich zadaniem jest pokonanie Pożeracza. Jednak czy im się to uda…?
Fabuła nie jest skomplikowana, książkę czyta się szybko i przyjemnie. Przenosimy się w malownicze krainy razem z jedenastoletnimi bohaterami… Właśnie, jedenastoletnimi - to jest jednym z minusów tej książki, bowiem wypowiedzi bohaterów są nad wyraz dojrzałe, jak na ich wiek. To doprawdy może zirytować czytelnika, jednak nie na tyle, żeby zaniechać dalszego czytania. Kolejnym minusem jest brak nici porozumienia wśród jedenastolatków – traktują siebie raczej w oziębły, chłodny sposób. To dziwne, że brak tutaj zaufania, czy też wątków przyjaźni. Tym bardziej, że są oni w wieku, kiedy poczucie bliskości z drugą osobą jest potrzebne.         
Mimo, że „Zwierzoduchy” to nie fantastyka z górnej półki, sam pomysł na fabułę jest ciekawy i naprawdę wciągający. Bohaterowie nie są „szarzy”, wyróżniają się na tle postaci drugoplanowych i mają odróżniające je od siebie charaktery i zachowania, co mnie satysfakcjonuje (mimo, że sprawa ich wieku niesamowicie mnie irytuje, naprawdę!).   
W książce nie brakuje akcji, jest pełna przygód i zwrotów (niekiedy niestety przewidywalnych), miłym zaskoczeniem może być również brak wątku miłosnego, który również potrafi niezmiernie irytować czytelnika w książkach o tematyce fantastycznej. Chociaż nie podoba mi się w dalszym ciągu to, że brak w niej wątku przyjaźni.
Warto również wspomnieć, że seria Spirit Animals to niespotykany projekt wydawniczy – każdy tom pisze inny autor. Czy jednak style nie będą od siebie zbytnio odbiegać…? Czas pokaże.
Reasumując, książka jest warta przeczytania podczas wolnego weekendu, kiedy chcemy się zrelaksować i nie nastawiać na powieść zmuszającą nas do myślenia – bowiem „Zwierzoduchy” taką na pewno nie są. Myślę, że pozycja ta przypadnie do gustu głównie młodszym czytelnikom oraz tym, którzy lubią wartką akcję, szybkie tempo i, jak wspomniałam wyżej, książki nie zmuszające do myślenia. Czy jest ona jednak obowiązkową lekturą fanów „Władcy Pierścieni”, jak głosi opis? Moja odpowiedź: stanowczo nie.

Mizofobia


28 stycznia

"Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy" James Bowen - recenzja

"Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy" James Bowen - recenzja
Tytuł: "Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy"
Autor: James Bowen
Liczba stron: 282
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia



Sięgnęłam po to książkę, ponieważ uwielbiam wszelakie opowieści o zwierzętach. Szczególnie przyciągnął mnie jej tytuł, bo skojarzył mi się z filmem pt. „Marley i ja”. Historia ta oparta jest na faktach, co też mnie skusiło do przeczytania tej wspaniałej książki. 
Sama akcja rozgrywa się wczesną wiosną 2007 roku. Główny bohater mieszka w domu w Tottenham, w północnej części Londynu, przydzielonym mu przez opiekę społeczną. James stoczył się z dobrej drogi z wielu powodów, lecz z mojego punktu widzenia winą były trudne warunki, w jakich się wychowywał. Przyłożyły się też do tego narkotyki. Pewnego dnia, wracając z przyjaciółką do domu, James na jednej z wycieraczek w budynku zauważa leżącego rudego kotka. Od razu zwraca uwagę na jego zły stan zdrowotny. Przygarnia kota wiedząc, że sam ledwo wiąże koniec z końcem. Boi się, że nie będzie mógł zadbać o jego życie, skoro sam zniszczył swoje. Jednak się odważa i tak zaczyna się ich wspólna przygoda będąca walką z trudnym losem. 
Styl powieści z łatwością przemówi do młodzieży. Jest napisana nowoczesnym stylem.  Nie jest to trudna literatura, czyta się ją bardzo przyjemnie. Najbardziej w książce spodobał mi się fakt, że James nie miał prawie nic, a zapewnił zwierzęciu ciepły kąt, jedzenie, leczenie i miłość, której brakowało kotu. Książka spodoba się na pewno każdemu miłośnikowi czworonogów. 

Asia


28 stycznia

"Zakochani" Rosie Rushton - recenzja

"Zakochani" Rosie Rushton - recenzja
Tytuł: "Zakochani"
Autor: Rosie Rushton
Liczba stron: 168
Wydawnictwo: Akapit Press


"Zakochani" to książka, która od razu wydała mi się lekką lekturą do przeczytania po długim dniu w szkole - można się przy niej zrelaksować. Opowiada ona historię paczki przyjaciół, którzy wspierają się wzajemnie w trudnych chwilach, spędzają razem czas i, co także istotne, żywią do siebie silne uczucia. Autorka wystawia nastoletnią miłość dwójki bohaterów na próbę, czy ich uczucia są wystarczająco silne żeby przetrwać? W międzyczasie Chloe zmaga się z problemami w domu. Czy jest na tyle odważna i dojrzała, aby stawić im czoła? Czy w tej sytuacji może także liczyć na pomoc przyjaciół?
Perypetie bohaterów do złudzenia przypominają nam nasze życie. Przecież każdy z nas kiedyś przeżył swoją pierwszą miłość, każdy z nas musiał zmierzyć się z problemem, który wcale nie był taki łatwy do rozwiązania, każdy potrzebował pomocy przyjaciół w trudnym momencie.
Książka nie tylko jest przyjemna do czytania, ale jest także wzruszająca i pouczająca. Bardzo mile mnie to zaskoczyło, polecam więc "Zakochanych" wszystkim, którzy potrzebują chwili wyciszenia ;-)


Julia, 16 lat


26 stycznia

"Droga umarłych" Kevin Brooks - recenzja

"Droga umarłych" Kevin Brooks - recenzja
Autor: Kevin Brooks
Tytuł: "Droga umarłych"
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Media Rodzina


Kolejne pytania, kolejne niewiadome, kolejne śmierci i morderstwa... Dokąd prowadzi droga umarłych? 
Kevin Brooks w książce będącej z założenia mieszanką kryminału i powieści grozy wprowadza nas w mroczny świat z pozoru łatwych do rozwiązania zagadek, których rozwikłanie staje się nie lada wyzwaniem. 


"Droga umarłych", początkowo trochę nudna, około setnej strony nabiera tempa i robi się naprawdę intrygująca w finale, a to wszystko za sprawą porachunków, zagadek, tajemnic i kolejnych bohaterów, wprowadzanych przez autora, reprezentantów mrocznego świata. Dzieje się tak też za sprawą Umarłego, który choć pojawia się już w pierwszym zdaniu powieści, swą tożsamość zdradza nam dopiero, gdy akcja przyśpiesza. 
Niemal każdy z bohaterów "Drogi umarłych" skrywa jakąś tajemnicę. Sekrety z przeszłości powodują, że czytelnik traci poczucie bezpieczeństwa, nie rozpoznaje do końca intencji postaci i nie wie, komu można zaufać, a kogo należy się obawiać, choć trzeba przyznać, że w niektórych fragmentach powieści, szczególnie w opisach, nastrój grozy autor buduje dość nieudolnie, budząc raczej uśmiech niż przestrach w czytelniku lubującym się w kryminałach czy thrillerach. Przykładem niech będzie choćby naturalistyczny opis Umarłego czy miejsca, w którym znaleziono ciało Rachel, a do którego wyruszają dwaj jej młodsi bracia, sfrustrowani nieudolnością i opieszałością działań policji.
Wiele do życzenia pozostawia warstwa językowa powieści. Zbędne powtórzenia ("Trafiliśmy do martwego świata. Martwego i zimnego", "Wiedział, że wszystko ma swój czas i miejsce. I że na to czas jeszcze przyjdzie") oraz przydługie opisy i dialogi ze zbędnymi wulgaryzmami odciągając uwagę czytelnika od właściwej akcji, bynajmniej nie budzą ani nie podtrzymują przy tym zamierzonego napięcia. 
Ostatecznie "Droga umarłych" to powieść, po którą można sięgnąć w długie zimowe wieczory, a fragmenty niczym z pogranicza jawy i koszmarnego snu rekompensują opisane powyżej niedociągnięcia.

Ola


24 stycznia

"Myślę, więc gram" Andrea Pirlo, Alessandro Alciato - recenzja

"Myślę, więc gram" Andrea Pirlo, Alessandro Alciato - recenzja
Autorzy: Andrea Pirlo, Alessandro Alciato
Tytuł: Myślę, więc gram
Liczba stron: 256 (w tym 8 stron zdjęć)
Wydawnictwo: Sine Qua Non


Na tym świecie żyło i nadal żyje wielu wyśmienitych piłkarzy. Jednak nie każdy może się pochwalić tak niesamowitą historią kariery, jak Andrea Pirlo.

Książka „Myślę, więc gram” ma na celu ujawnienie nam sekretów jednego z najlepszych pomocników i playmaker’ów na świecie. Ja osobiście mogę wymienić dwie bardzo duże zalety tego tytułu: niesamowita szczerość, a także niemała ilość humoru. Życie Pirla jest nam przedstawione bez żadnych tajemnic i niedomówień, jak na przykład rozdział, gdzie dowiadujemy się, że Andrei nigdy nie interesowała Złota Piłka, bo chciał on jedynie dalej doskonalić swoje umiejętności.

Resumując, książka „Myślę, więc gram” jest pozycją obowiązkową dla każdego fana piłki nożnej. Nie będę ukrywał, że spora czcionka z interlinią i krótkie rozdziały to również zaleta dla czytelników. O wiele przyjemniej się czyta niż tzw. pockety. 
Jest to autobiografia, więc jestem przekonany o tym, że została napisana z duża dokładnością i dbałością o szczegóły. Dzięki temu możemy poznać Andreę Pirla takim, jaki jest naprawdę. Polecam!

Aleks

21 stycznia

"Własny pokój" Barbara Ciwoniuk - recenzja

"Własny pokój" Barbara Ciwoniuk - recenzja
Tytuł: "Własny pokój"
Autor: Barbara Ciwoniuk
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Literatura

seria: Plus minus 16


Miałam już okazję przeczytać kilka książek z serii "Plus minus 16", a panią Ciwoniuk znam z takich tytułów, jak "Musisz to komuś powiedzieć" czy "A jeśli zostanę", które wypożyczyłam wcześniej w naszej szkolnej bibliotece, więc bardzo chętnie wzięłam kolejną książkę tej autorki do recenzji. 
Jest to historia bardzo życiowa, jakie zazwyczaj wybiera do swoich książek ta pisarka. Nie ma tu szybkich zwrotów akcji, ani trup nie ściele się gęsto. Głównymi bohaterami są dwaj gimnazjaliści: Zachary i Alfons. Zach to dziecko z tzw. "dobrego domu", ale nie jest on wolny od problemów. Jego rodzice się rozwiedli i chłopak mieszka teraz z matką, a ojciec pojawia się w jego życiu co jakiś czas, aby szybko znów zniknąć. Alfons (Alfi) ma trudniej, bo pochodzi z rodziny patologicznej i z wszystkim musi radzić sobie sam, tak, jak potrafi. Chłopcy zaprzyjaźniają się, mimo tego, że pochodzą z tak różnych światów. A może właśnie dlatego? Co ich czeka? Czy Zach pomoże Alfiemu? I czy Alfi przyjmie wyciągniętą dłoń przyjaciela?  
W powieści podoba mi się to, że choć poruszone są trudne tematy, to autorka nie zapomniała również o podsunięciu różnych rozwiązań. Nie zostawiła bohaterów samym sobie. Prostym językiem opowiada o sprawach naprawdę trudnych.
Bardzo ładnie wydana, jak zresztą cała ta seria. Twarda okładka, porządnie szyte kartki, duża czcionka. Czytało mi się świetnie! Polecam wszystkim, którzy lubią książki "z problemami". Nie tylko nastolatkom, ale również starszym czytelnikom.

M.

Książkę można kupić w Hurtowni i Księgarni Taniej Książki w Tuliszkowie.

21 stycznia

"Dwaj mężczyźni i ona" Ewa Nowacka - recenzja

"Dwaj mężczyźni i ona" Ewa Nowacka - recenzja
Tytuł: "Dwaj mężczyźni i ona"
Autor: Ewa Nowacka
Liczba stron: 112
Wydawnictwo: IBIS


Czytałam już kilka książek autorstwa Ewy Nowackiej i podobały mi się, więc byłam pewna, że i ta historia mi się spodoba. Nie zawiodłam się, choć książka jest bardzo cieniutka. Jest to historia współczesna, taka trochę z życia, choć muszę przyznać, że dość nieprawdopodobna.
W pierwszym rozdziale poznajemy Tomka, zwanego Małym, i jego siostrę, Gosię, licealistkę. Chłopiec bawi się na podwórku z kolegami, kiedy nagle podjeżdża do nich fantastyczna motorynka, a kierowca zaprasza na przejażdżkę. Kto by się nie chciał przejechać??? Maluchy pragnęły tego z całych sił, jednak kierowca wybrał Tomka. I wszystko byłoby super, gdyby nie okazało się, że tak naprawdę to wcale nie była zwykła przejażdżka, tylko... porwanie. Czy chłopiec zdoła uciec? Czy Gośka zorientuje się w sytuacji i zgłosi sprawę policji? I kto jest porywaczem? Na te i wiele innych pytań poznacie odpowiedź czytając tę historię. 
Książka jest naprawdę cienka, więc przeczytałam ją w jeden wieczór. Polecam, szczególnie jeśli ktoś lubi lekkie "opowieści dziwnej treści", których bohaterami są zwykli ludzie.

Katja

Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger