25 czerwca

"Życie na sprzedaż" Nora Roberts - recenzja

"Życie na sprzedaż" Nora Roberts - recenzja
Tytuł: "Życie na sprzedaż"
Autor: Nora Roberts
Liczba stron: 547
Wydawnictwo: Świat Książki


Nora Roberts – mistrzyni tworzenia typowo kobiecej literatury, w której łączy romans z sensacją. Wynikiem jest powieść, od której trudno się oderwać. Tak też jest z "Życiem na sprzedaż". Akcja obraca się w kręgu znanego zespołu rockowego. Główna bohaterka to córka solisty zespołu. Jej dzieciństwo przypomina losy Kopciuszka. Mając trzy lata zdobywa prawdziwy dom i kochającą rodzinę. Niestety sielanka nie trwa długo. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie jej ukochany brat. Tragedia na dziesięciolecia odbija się na jej rodzinie. Dorosła Emma nie może odnaleźć szczęścia, aż do czasu rozwikłania zagadki z przeszłości. Pojawiają się miłości i burzliwe związki. Nie zabraknie też przemocy, zbrodni. Czy bohaterka pokona wszystkie trudności? Czy wyjdzie cało z opresji?

Wartka akcja, ciekawe zdarzenia, wszystko to powoduje, że od książki trudno się oderwać. Ponadto napisana jest bardzo przejrzyście, czcionką, którą bardzo dobrze się czyta. Doskonała powieść na letnie wieczory. Polecam gorąco nie tylko miłośniczkom Nory Roberts.

Elka


24 czerwca

"Elena. Zawody i rozterki" Nele Neuhaus - recenzja

"Elena. Zawody i rozterki" Nele Neuhaus - recenzja
Tytuł: "Elena. Zawody i rozterki"
Autor: Nele Neuhaus
Liczba stron: 255
Wydawnictwo: Media Rodzina
seria: Elena, tom 3


Niewiele jest książek, których fabuła związana jest z końmi, a ja jeżdżę konno i bardzo lubię ten temat, więc tym chętniej wzięłam "Elenę" do recenzji. To już trzeci tom przygód nastolatki, a w nim kolejne typowo młodzieżowe problemy. 
Elena jest szczęśliwa w związku z Timem. Wszystko układa się świetnie i nawet wzajemna wrogość rodzin pary nie ma znaczenia. Miłość zwycięża wszystkie trudności. Wkrótce zawody konne, więc przygotowania są w toku. I nagle pojawia się problem. Tim zaczyna się dziwnie zachowywać, nie zwraca uwagi na swoją dziewczynę. Elena jest zdezorientowana, kiedy chłopak przed balem jeździeckim wystawia ją do wiatru... Co się dzieje z Timem? Kim jest Niklas i dlaczego biega za nim Ariane? Czy miłość wytrzyma wszystkie próby, a Elena i Tim będą jednak razem? Musicie się tego dowiedzieć czytając "Zawody i rozterki".
Styl autorki jest przyjemny i książkę czyta się szybko. Powodem może być to, że w tekście jest sporo dialogów. Akcja nie jest bardzo wartka, ale i nie wlecze się, więc naprawdę warto poznać przygody Eleny, również te w poprzednich tomach serii. Polecam wszystkim, którzy lubią historie ze stadniną w tle. 

Nati



23 czerwca

"Pierwsza noc pod gołym niebem" Agata Mańczyk - recenzja

"Pierwsza noc pod gołym niebem" Agata Mańczyk - recenzja
Tytuł: "Pierwsza noc pod gołym niebem"
Autor: Agata Mańczyk
Liczba stron: 308
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
seria z nitką


"Pierwsza noc pod gołym niebem" to powieść, której bohaterami są zbuntowane nastolatki - Inka i Bazyl. Połączyła ich podróż "na gigancie", natomiast dzielą całkowicie odmienne charaktery. Dzięki temu książka pełna jest humorystycznych zdarzeń i dialogów. W przezabawnych momentami rozmowach bohaterów widać lekkie pióro autorki. 
Para różni się właściwie wszystkim. Inka to dziecko z tak zwanego "dobrego domu", natomiast Bazyl jest zbuntowany i dość dziwaczny. I nie chodzi tylko o to, że ma czerwone włosy. Jak to w życiu bywa, zgodnie z przysłowiem z deszczu pod rynnę, od jednego problemu nasi bohaterowie uciekli w inne kłopoty, z którymi musieli się zmierzyć. Ucieczka przed policją, zgubiony naszyjnik, prawie kaskaderskie skoki z jadącego pociągu i... babcia Bazyla. Jak przystało na lekką i przyjemną lekturę, nie zabrakło również pięknie zbudowanego wątku miłosnego. 
Wspomnę jeszcze o samej okładce, bo bardzo mi się spodobał pomysł z "obszyciem" zrobionym niebieską nitką. Pierwsze moje skojarzenie poszło w kierunku dżinsów, ale po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że to z pewnością klapa "gigantowego" plecaka z kolorową naszywką.
Polecam książkę zarówno nastolatkom, jak i osobom w starszym wieku, którzy śledząc losy bohaterów z pewnością cofną się w czasie, wspominając problemy własnej młodości i swoje emocje z nimi związane. Ponadto sądzę, że lekturę tę mogłabym polecić również rodzicom nastolatków.

Kasia


23 czerwca

"Los Angeles Lakers Złota historia NBA" Marcin Harasimowicz - recenzja

"Los Angeles Lakers Złota historia NBA" Marcin Harasimowicz - recenzja
Tytuł: "Los Angeles Lakers Złota historia NBA"
Autor: Marcin Harasimowicz
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Sine Qua Non



Już na samym początku przyznam, że nie będę w tej recenzji obiektywny, ponieważ jestem wielkim fanem drużyny Los Angeles Lakers, czyli zespołu gwiazd, w którym grali tacy koszykarze, jak: George Mikan, Kareem Abdul-Jabbar, Shaquille O'Neal, Jerry West oraz Kobe Bryant. ,,Los Angeles Lakers. Złota hostoria NBA" to nic innego, jak cała historia Jeziorowców spisana w jednej książce.
Marcin Harasimowicz to, tak jak wielu, wielki fan klubu z L.A., który postanowił spisać wszystko na ich temat w jednym miejscu. Poza tym, że Marcin pisze książki na temat NBA (m.in.: ,,LeBron James. Mistrz jest tylko jeden?"), jest również dziennikarzem, aktorem i gospodarzem hitowych w południowej Kalifornii Stand-Up Shows. Pisze m.in. na łamach ,,Playboya", ,,MVP" oraz ,,Daily Mail". Można go również śledzić na tweeterze: @martinwharris. Jest również dziennikarzem akredytowanym na mecze Lakers i Cllipers. Z tego wniosek, że jest to człowiek ze sporym doświadczeniem dziennikarskim i pisarskim. 
Książka napisana przez Harasimowicza jest obowiązkową lekturą dla każdego fana Lakers, ale i nie tylko. Los Angeles Lakers, czyli chyba najbardziej rozsławiony na całym świecie zespół NBA, o którym słyszał każdy. Wzloty oraz upadki, właśnie to przeżywał zespół prowadzony przez takie legendy jak: Pat Riley oraz Phil Jackson. 16 tytułów mistrzowskich, 31 występów w wielkim finale, a to wszystko m.in. dzięki pieniądzom biznesmena z Ostrowca Świętokrzyskiego. Na pewno każdy choć raz w życiu słyszał o Laker Girl, oraz widział logo NBA, ale czy wiecie kto na nim jest? Dzięki tej książce dowiecie się tego, jak i wielu innych rzeczy, np. do kogo strzelano podczas meczu z wiatrówki, oraz który z Lakersów dorabiał pracując w kancelarii prawnej. Jak zmieniało się NBA, od meczy za które płacono zawodnikom po 4$ do czasów w których gaże wynoszą nawet kilka miliardów dolarów.
Ciekawym plusem książki są wywiady umieszczone na końcu, oraz wyjaśnienia niektórych słów z ,,koszykarskiego żargonu". ,,Głęboko fascynująca książka, która spodoba się nie tylko fanom Lakers, ale każdemu, kto kocha sport. [...]" pisze Roland Lazenby.
Książka to biografia całego zespołu nie oszczędzająca czytelnika. Marcin Harasimowicz nie pominął niczego, od gorzkich porażek z Boston Celtics, po ekstazę z powodu wygranych tytułów. Pokazał Jeziorowców od strony, z której nikt ich nie znał. Opowiedział o tym, jak imprezują, ale i jak ciężko trenują. Nie pominął również jednej bardzo ważnej rzeczy. Opowiedział o tym, jak niektórzy zawodnicy dołączyli do Lakers oraz jak przenieśli się z Minesoty do Los Angeles.
Nie mogę pominąć również jednej rzeczy - historii jednego z najlepszych zawodników purpurowo-złotej drużyny - Kareemie Abdulu-Jabbarze. Człowieku, który nie bał się oznajmić światu, że zmienił swoje poglądy religijne. Kareem to chyba najlepszy wzór do naśladowania, ponieważ nigdy nie zgadza się na coś, co jest mu narzucane, ale który potrafi się dostosować, jeśli ktoś go o to poprosi. Od młodych lat był "pod skrzydłami" Chamberlaina, czyli jednego z byłych Jeziorowców. Wychował się na ulicach Nowego Jorku jako Ferdinand Lewis Ancidor Jr. Zdobywając doświadczenia w baskecie grając z kolegami. Mimo że życie go nie oszczędzało, został jednym z najlepszych zawodników NBA. Czy gdyby nie Chamberlein, nie zostałby koszykarzem? Według wielu to bardzo możliwe, ale czy prawdziwe?
Nadszedł czas na końcową ocenę książki ,,Los Angeles Lakers. Złota historia NBA ", lecz niestety tu mam zagwostkę, ponieważ ta książka nie mieści się w żadnej skali. Jest po prostu świetna. Nie ma tu nic innego do powiedzenia niż ,,Musisz ją przeczytać!". ,,Historia NBA pisana purpurowo - złotymi zgłoskami" tak właśnie zakończę tę recenzję.

Karol



23 czerwca

"Co się stało z moją siostrą?" Elizabeth Flock - recenzja

"Co się stało z moją siostrą?" Elizabeth Flock - recenzja
Tytuł: "Co się stało z moją siostrą?" 
Autor: Elizabeth Flock 
Liczba stron: 352 
Wydawnictwo: Świat książki 


Gdy przeczytałam opis tej książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać, chociaż okazało się, że jest to kontynuacja. Postanowiłam jednak zaryzykować i nie czytając poprzedniej części zabrałam się za lekturę "Co się stało z moją siostrą?". Na początku książka nie wciągnęła mnie bardzo, jak się spodziewałam, ale wraz z czytaniem kolejnych kartek fabuła zaczęła się robić coraz bardziej interesująca. Pomijając fakt, że nie czytałam pierwszej części, muszę przyznać, że i tak wszystko wyjaśniło się w trakcie lektury. Główna bohaterka to dziewięcioletnia Carrie, która wraz ze swoją matką wyjeżdża do nowego miasta. Gotowe są zostawić przeszłość za sobą i zacząć wszystko od nowa. Niestety, życie Carrie jest pełne problemów, niewyjaśnionych zagadek i... przemocy. Lecz poznaje ona rodzinę Chaplin'ów, czyli osoby, które są gotowe jej pomóc i zaopiekować się nią. 
Historia niesamowicie wciąga. Gdy czytałam o losach głównej bohaterki, coraz bardziej chciałam, żeby wszystko się ułożyło, mimo że wiele rzeczy na to nie wskazywało. 
Cała książka trzyma w napięciu niesamowicie i jest w niej bardzo dużo momentów, w których aż ma się ochotę pomóc małej Carrie. Ogólnie książkę bardzo fajnie się czyta i jest bardzo ciekawa. 

Wiktoria


22 czerwca

"Zimowe dzieci" Jennifer McMahon - recenzja

"Zimowe dzieci" Jennifer McMahon - recenzja
Tytuł: "Zimowe dzieci" 
Autor: Jennifer McMahon 
Liczba stron: 392 
Wydawnictwo: Media Rodzina


Naprawdę, już nie pamiętam kiedy ostatnio czytanie książki zajęło mi tyle czasu! Na ogół wszelkie lektury pochłaniam dość szybko. Dotąd mój rekord czytania jednej powieści wynosił jakieś 2 tygodnie, ale „Zimowe dzieci” wydłużyły go o kolejne cztery. Może było to spowodowane natłokiem obowiązków, a może po prostu sposobem, w jaki napisano książkę. Osobiście skłaniam się ku drugiej opcji, ale chyba głównie dlatego, by nieco się usprawiedliwić. 
Fabuła „Zimowych dzieci” skupia się wokół losów czterech głównych postaci, wśród których, w moim odczuciu, najbardziej istotną jest Sara Harrison Shea – kobieta żyjąca w roku 1908, która na skutek tragicznego wypadku traci swoją jedyną, długo wyczekiwaną córkę. Nie mogąc pogodzić się z jej odejściem, postanawia za pomocą starego rytuału, wskrzesić dziecko. Przebieg swoich działań zapisuje w dzienniku, który przetrwa aż do czasów teraźniejszych. Sto lat później w tym samym miejscu co niegdyś Sara, mieszka wraz z mamą i siostrą siedemnastolatka imieniem Ruthie. Życie nastolatki zostaje wywrócone do góry nogami dnia, w którym jej matka nagle znika bez śladu. Dziewczyna poszukując odpowiedzi na nurtujące ją pytania, odkrywa sekrety, których prawdopodobnie nigdy nie chciałaby poznać. Jak już z pewnością wielu się domyśliło, akcja powieści prowadzona jest w dwóch różnych epokach, ale wydarzenia z czasów współczesnych oparte są na tych, które wydarzyły się wiele lat wcześniej. Takie rozwiązanie mnie osobiście już na początku bardzo zainteresowało. Co do samej książki... Cóż... Chyba mogę powiedzieć, że mnie nie porwała, a momentami wręcz ogromnie irytowała. Głównie za sprawą tysiąca wątków prowadzonych jednocześnie, wiecznie się urywających, później ponownie podejmowanych w najmniej spodziewanych momentach, zupełnie jakby autorka przerywała daną scenę w chwili, gdy brakowało jej pomysłu na ciąg dalszy. Mniej więcej w połowie powieści, doszłam do wniosku, że jestem zwyczajnie zbyt głupia, by zrozumieć geniusz tekstu, który w gruncie rzeczy oceniany jest dość wysoko na większości znanych mi portali literackich. Całkowicie szczerze, w książce występują momenty, w których nie sposób się od niej oderwać, ale również takie, przy których oczy same się zamykają. Lecz mimo to nie mogę powiedzieć, że powieść nie zasługuje na uwagę. Bo zasługuje! Posiada naprawdę spory potencjał, więc polecę ją każdemu fanowi thrillerów. Choć mnie osobiście nie powaliła, nie znaczy, że inni odbiorcy podzielą moją opinię. Samą autorkę należy pochwalić za warsztat jakim operuje. Większość stworzonych przez nią postaci, jest zbudowana bardzo fachowo i przemyślanie. Bohaterowie mają ściśle określone charaktery, wygląd, cechy szczególne. A trzeba zauważyć, że wielu współczesnym pisarzom coraz trudniej jest zachować te elementy. Ponadto wszelkie opisy, zarówno miejsc, jak i wydarzeń są bardzo przejrzyste i wyczerpujące, ale nie na tyle, by nudziły potencjalnego odbiorcę. McMahon operuje językiem prosty i finezyjnym zarazem. Książkę, choć nie zagości na stałe w mojej biblioteczce, jeszcze raz gorąco polecam z nadzieją na to, że przypadnie komuś do gustu na tyle, by podjął ze mną dyskusję na jej temat. 

 Thea


22 czerwca

Klub Recenzenta rozpoczyna wakacje!

Klub Recenzenta rozpoczyna wakacje!
Kolejny rok działalności Klubu Recenzenta powoli dobiega końca. Znów mamy w księgozbiorze biblioteki wiele pięknych i niezwykle wciągających książek. Dla każdego coś ciekawego! W wakacje również będziemy recenzować książki od wydawnictw, które z nami współpracują. Jest nam niezwykle miło, że nasze recenzje się podobają i wciąż dostajemy "smakowite" przesyłki. Poniżej nasi recenzenccy Partnerzy:




















18 czerwca

"To tylko pies?!" Suzanne Selfors - recenzja

"To tylko pies?!" Suzanne Selfors - recenzja
Tytuł: "To tylko pies?!"
Autor: Suzanne Selfors
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Wilga, Grupa Wydawnicza Foksal
Seria: Homer Pudding, tom 1


Czy istnieje ktoś, kto nigdy nie chciał być poszukiwaczem skarbów? Ktoś, kogo nie fascynowały tajemnicze mapy, ukryte przejścia i zaginione artefakty?
Cóż, do takich osób z całą pewnością nie należy Homer Pudding. Być może nie jest on zbyt wysportowany, być może nie ma wielu przyjaciół (długie, samotne wpatrywanie się w stare mapy nie pomaga w zawieraniu znajomości) i być może całe swoje dotychczasowe życie spędził, i według planów ojca spędzi, na farmie z kozami. Nie ma to znaczenia, bowiem Homer posiada pasję. Skarby. Zakopane, zasypane, zatopione, ukryte w tajnym przejściu, za fałszywym obrazem, w przydomowym ogródku - wszelkie skarby, które można odnaleźć, najlepiej przeżywając po drodze kilka ekscytujących przygód. Pasję podsyca w nim wuj, prawdziwy poszukiwacz skarbów. Niestety, pewnego dnia wuj umiera, zjedzony przez gigantycznego żółwia. Chłopiec odziedzicza po nim w spadku dziwną monetę i psa - pozbawionego węchu basseta. Kiedy Homer próbuje wyjaśnić, co oznacza napis na monecie, spotyka szereg interesujących osób - od dwóch kłócących się ze sobą o wszystko prawników, do indyjskiego wynalazcy.
Bohaterowie są interesujący i zapadający w pamięć, choć zbudowani na bazie jednej, dwóch wyolbrzymionych cech. Fabuła nieraz zaskakuje, a akcja się nie dłuży. Wiele sytuacji czy miejsc jest celowo przerysowanych (jak ludożerne gigantyczne żółwie). Dzięki stylowi Suzanne Selfors łatwo jest wczuć się w świat Homera i razem z nim przeżywać kolejne przygody.
Okładka jest świetna - zwraca uwagę i pasuje do treści książki. Nie mam zastrzeżeń do klejenia, wydaje się być solidne. Ciekawy jest spis najsłynniejszych poszukiwaczy wszech czasów, który autorka umieściła na końcu - jest humorystyczny, i miło jest dowiedzieć się czegoś więcej o postaciach wspomnianych w książce jako idole Homera.

Moim zdaniem "To tylko pies?!" jest skierowany przede wszystkim do młodszych czytelników, w wieku dziewięciu-dziesięciu lat, co nie znaczy, że nie można się przy nim dobrze bawić. Z przyjemnością przeczytam dwie następne części.

Zuza


17 czerwca

"Alibi" Sandra Brown - recenzja

"Alibi" Sandra Brown - recenzja
Tytuł: "Alibi"
Autor: Sandra Brown
Liczba stron: 623
Wydawnictwo: Świat Książki


Powieść Sandry Brown "Alibi" to kryminał z wątkiem miłosnym. Akcja rozgrywa się od soboty, kiedy to zostaje znaleziony zastrzelony jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi Charleston, do piątku, kiedy dowiadujemy się, kto jest mordercą. 
Głównymi bohaterami są Hammond Cross, specjalny asystent prokuratora, oraz bardzo atrakcyjna pani psycholog, Alex Ladd. Bardzo ważną rolę w śledztwie odgrywa trzecia postać, inspektor Rory Smilow, były szwagier zastrzelonego. W śledztwie pomaga również Stefanie Mundell z biura prokuratora okręgowego. Dochodzenie prowadzą jednocześnie inspektor Rory i prokurator Hammond. Przebieg akcji i jej zwroty zaskakują czytelnika z rozdziału na rozdział. Dowiadujemy się, co jest w stanie zrobić człowiek, aby dostać wysokie stanowisko, a także tego, czym dla ludzi są pieniądze i możliwości, jakie daje ich posiadanie. 
Dodatkowy wątek, wnoszący do tej historii trochę niepewności i napięcia, dotyczy Hammonda i Stefanie, którzy czekają na decyzję, które z nich zostanie prokuratorem okręgowym. 
Polecam ten thriller prawniczo-kryminalny wszystkim, którzy interesując się tego typu literaturą. Jest wart, aby poświęcić mu kilka wieczorów. Mnie osobiście "wciągnął" bardzo i powieść przeczytałam w dwa wieczory.  

Kasia



17 czerwca

"Tajemnice mojej mamy" Janina Zającówna - recenzja

"Tajemnice mojej mamy" Janina Zającówna - recenzja
Tytuł: "Tajemnice mojej mamy"
Autor: Janina Zającówna
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Siedmioróg
seria: Ważne sprawy dziewcząt i chłopców


Seria Ważne sprawy dziewcząt i chłopców kiedyś już wpadła mi w oko. Zawiera ona całe mnóstwo książek dla młodzieży, w których bohaterowie muszą radzić sobie z różnymi problemami i codziennym życiem. Przeczytałam krótką informację na okładce i pomyślałam, że chętnie przeczytam tę historię. 
Główną bohaterkę książki jest jedenastoletnia Magda. Dziewczynka jest rezolutna, mądra i zaradna. Musi taka być, bo życie jej nie rozpieszcza. Jej rodzina nie jest typowa. Matka Magdy zupełnie nie interesuje się losem córki, mężem, ani domem. Najważniejsza dla niej jest ona sama i jej sprawy. Magda marzy o kochającej mamie, która przytuli ją, doradzi i pocieszy, ale niestety to tylko marzenia. Dziewczynka musi szybko dojrzeć i zmierzyć się z tym, że matka opuściła ją i ojca. Dla dziewczynki kobieta po prostu umarła. Tak jest łatwiej pogodzić się z poczuciem odrzucenia.
Ciekawa jest ta zamiana postaw. Zazwyczaj to matka ratuje rodzinę i opiekuje się dzieckiem, domem, a ojciec jest nieodpowiedzialnym samolubem. Tutaj mamy odwrotną sytuację. Matka jest lekkomyślna i pozbawiona instynktu macierzyńskiego, a ojciec nad życie kocha córkę i troszczy się o nią najlepiej, jak potrafi. W tym wszystkim zaś obserwujemy Magdę, która wkracza w wiek dojrzewania w wyjątkowo trudnej sytuacji rodzinnej i jakoś musi sobie z tym radzić. Czy ma znaczenie to, że dziewczynka nie ma przyjaciółki ani nawet koleżanek? Kto polubił dziewczynkę mimo tego, że jest "jakaś inna"? Kim jest Bysiek? Czy matka dziewczynki zmądrzeje i wróci do rodziny? 
Minusem książki jest dość mała czcionka. Przez to trochę trudno się ją czyta i w rzeczywistości książka jest znacznie dłuższa, niż się wydaje.   

Olga


Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger