05 stycznia

"Złota Lilia" Richelle Mead - recenzja

"Złota Lilia" Richelle Mead - recenzja


Tytuł: Złota Lilia
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 423
Seria: Kroniki Krwi


Po przeczytaniu pierwszego tomu z serii "Kronik krwi" nie mogłam się doczekać kolejnej części. Druga część tej serii znalazła się w moich rękach w ostatniej chwili przed Świętami Bożego Naodzenia. Jest to oczywiście powieść o tematyce fantastycznej. Akcja dzieje się w świecie opisanym przez Richelle Mead w serii „Akademia Wampirów”.

Tak jak w poprzedniej części, główną bohaterką jest Sydney, która po wydarzeniach ostatnich miesięcy powraca jako wzór do naśladowania dla wszystkich alchemików. Nie jest ona szczęśliwa z tego powodu. I pomimo tego, że wiele już przeszła, to nadal nie wykonała swojej misji, którą jest ochrona księżniczki wampirów. Powoli wszystko wraca do codzienności, a Sydney znajduje sobie nowego przyjaciela, który niestety nie ma pojęcia o życiu, jakie prowadzi jego przyjaciółka, a ta znowu nie może mu nic powiedzieć. Jednak spokój nie trwa długo, ponieważ jedna z nauczycielek namawia ją do robienia eksperymentów z magią, która w świecie alchemików jest surowo zakazana... Pojawia się także inny problem, jakim są łowcy wampirów, którzy polują na moroji oraz strzygi. Niestety z tego powodu  zagrożone są życia jej przyjaciół wampirów. Nie zabrakło, rzecz jasna, także wątku miłosnego. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest i akcja, i intrygi, i sprawy damsko-męskie, magia, wampiry... wszystkiego po trochu.

Bardzo spodobała mi się ta książka ze względu na jej tematykę i myślę, że spodoba się również innym fanom Richelle Mead oraz wielbicielom fantastyki. Powieść czyta się bardzo szybko. Wprost trudno się od niej oderwać.

Ksenia 

04 stycznia

"Stowarzyszenie umarłych poetów" N. H. Kleinbaum - recenzja

"Stowarzyszenie umarłych poetów" N. H. Kleinbaum - recenzja
Tytuł: "Stowarzyszenie umarłych poetów"
Autor: N. H. Kleinbaum
Liczba stron: 156
Wydawnictwo: REBIS
Książka napisana na podstawie filmu pod tym samym tytułem.

Książka ta zainteresowała mnie, ponieważ jakiś czas temu oglądałam film, na podstawie którego Kleinbaum stworzyła powieść. Pomyślałam, że warto porównać film i książkę. 
Głównymi bohaterami są uczniowie elitarnej Akademii Weltona. Szkoła szczyci się dużymi osiągnięciami, chlubi też surową dyscypliną. Nie ma w niej miejsca na samowolne zachowania, ba, myślenie nawet, dosłownie wszystko, funkcjonuje według ustaleń bezkompromisowego dyrektora Nolana i nie ma odstępstw od jego decyzji. Pewnego dnia w miejsce odchodzącego na emeryturę nauczyciela języka angielskiego przychodzi nowy pedagog - John Keating, jak się okazuje absolwent tej placówki (w filmie gra go Robin Williams i jego twarz miałam przed oczami, czytając książkę). Chłopcy są zaskoczeni zupełnie nowatorskim prowadzeniem wykładu, jak na tę uczelnię. Każdy po swojemu próbuje odnaleźć się w tej sytuacji. Zaczynają budzić się ze snu, w którym bezmyślnie podporządkowywali się surowym regułom szkoły, które nie pozwalały im rozwinąć skrzydeł. Rozpoczynają próby podążania własną drogą, niezależnie od konsekwencji. Zakładają tajne, tytułowe, Stowarzyszenie Umarłych Poetów, którego miejscem spotkań jest jaskinia... Co dzieje się podczas tych spotkań? Nie zdradzę... Czy każdy z chłopców znajdzie swoją drogę w życiu? Tego również nie mogę napisać, bo zepsułabym przyjemność czytania każdemu, kto zdecyduje się sięgnąć po tę lekturę.
Fabuła bardzo wciąga czytelnika w miarę poznawania losów bohaterów, a odpowiednia do szybkiego czytania czcionka w tym pomaga. 

Moim zdaniem książka może spodobać się osobom, które są zainteresowane ludzkimi losami i lubią czytać o podejmowaniu decyzji, wybieraniu własnej drogi, uczeniu się życia. Jest to powieść do refleksji, ale choć czytałam ją z zainteresowaniem, zdecydowanie bardziej podobał mi się film.

Bogna

04 stycznia

"Fotografia" John Freeman - recenzja

"Fotografia" John Freeman - recenzja


Tytuł: Fotografia. Nowy, wyczerpujący poradnik fotografowania. Od podstaw kompozycji do najnowszych technik cyfrowych.
Autor: John Freeman
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Arkady


Mówi się, że to nie aparaty, a ludzie robią dobre zdjęcia. Z każdą fotografią próbuję przekonać sam siebie do tej obiegowej prawdy i niemal za każdym razem mam wrażenie, że moje zdjęcia są gorsze od tych z gazet czy książek, bo mam za słaby sprzęt.

Wygląda na to, że „Fotografia”, poradnik Johna Freemana, który ostatnio wpadł mi w ręce,  pomoże mi to zmienić. Na swojej półce mam już kilka innych pozycji tego rodzaju, ciągle do nich zaglądam, chociaż w czasach fotografii cyfrowej, smartfonów i obróbki komputerowej ich treść, delikatnie mówiąc, nie przystaje do realiów.

Książka tradycyjnie zaczyna się od przeglądu sprzętu, uwzględniając zarówno aparaty w smart fonach, jak i sprzęt profesjonalny. Rozdziały na temat perspektywy, głębi ostrości oraz użycia czasu i przysłony przypominają inne tego rodzaju publikacje, a mnie wydaje się, że tego już dawno się nauczyłem.

Na szczęście ta pierwsza część zajmuje tylko 81 stron, pozostałe 220 autor napisał chyba specjalnie dla mnie: to opis tego, w jaki sposób wykonać dobre, bardzo dobre i świetne zdjęcia w różnych sytuacjach. Znajdziemy tu porady na dobre zdjęcia ludzi, fotografowanie w podróży i coś, co autor nazwał „techniki zaawansowane”. Ten ostatni rozdział obejmuje na przykład retusz, wielokrotne naświetlenie czy martwą naturę. Mnie jednak najbardziej zaciekawiły wskazówki, w jaki sposób obrabiać zdjęcia cyfrowo.

Dla kogo jest Fotografia Johna Freemana? Chciałoby się odpowiedzieć, że dla każdego.  Moim zdaniem jest  to idealna pozycja dla zaawansowanego amatora, który pragnie, żeby jego zdjęcia wyglądały bardziej profesjonalnie.

Wojtek


03 stycznia

"Nawałnica mieczy. Krew i złoto" George R.R. Martin - recenzja

"Nawałnica mieczy. Krew i złoto" George R.R. Martin - recenzja


Tytuł: Nawałnica mieczy. Krew i złoto
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Stron: 574
Seria: Pieśń Lodu i Ognia


„Krew i złoto” to drugi tom trzeciej części jednej z najpopularniejszych obecnie powieści fantasy. W sieci krążą różne demotywatory z książkami Martina w roli głównej. Mój ulubiony to ten z kolorowymi karteczkami, które oznaczają strony, na których ktoś zginął. Nie da się ukryć, że autor uśmierca swoich bohaterów bez opamiętania :D

Ktoś mógłby uznać, że kolejny tom o wojnie będzie już nudny, ale nic bardziej mylnego, jeśli chodzi o ten cykl książek. Wprawdzie akcja w pierwszej części „Nawałnicy mieczy” trochę zwolniła, ale tylko chwilowo… Gra o tron wciąż generuje kolejne walki i pochłania ofiary.

W drugim tomie akcja nabiera tempa. Autor prowadzi dalej wątki z pierwszej części, choć ich rozwiązanie niejednokrotnie zaskoczy czytelnika (mnie zaskoczyło!). Powoli przyzwyczajam się do specyfiki tworzenia postaci przez Martina. Nie ma tutaj bohaterów, w których życiu nic się nie dzieje, a chociaż część wątków zostaje zakończona, to pojawia się jeszcze więcej nowych… To trochę utrudniało mi śledzenie akcji, bo jest przez to mnóstwo faktów do zapamiętania.

Postacią, która chyba najbardziej mnie poruszyła jest Arya Stark. Dziewczynka ta wciąż zadziwia mnie swoją siłą, mimo młodego wieku. W pierwszym tomie cyklu miała zaledwie dziewięć lat. Ta trochę „chłopczyca”, dla której walka, broń i jazda konna mają większe znaczenie niż bycie damą, bardzo przypadła mi do gustu. Podoba mi się to, że nie załamuje się tym, co na nią spada, tylko podnosi się i podejmuje wyzwanie. We wcześniejszym tomie Arya stworzyła listę osób, których nienawidzi i zamierza zabić. Teraz zaś wędruje z Ogarem, przeżywając w drodze wiele przygód, z których wymienię tylko ucieczkę, odnalezienie brata i matki zamordowanych czy darowanie życia ciężko rannemu w potyczce Ogarowi, choć on pewnie wolałby umrzeć szybko, bo z otrzymanymi w walce ranami będzie długo cierpiał. Pozostałe jej przygody znajdziecie w książce...

Wprawdzie Martin uśmiercił już kilku moich ulubionych bohaterów, ale mimo tego jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej, więc chyba mu to wybaczę i sięgnę po kolejny tom. Zachęcam do przeczytania całego cyklu nie tylko wielbicieli George’a R.R. Martina, ale każdego, kto interesuje się literaturą fantasy. Czas poświęcony na lekturę z pewnością nie będzie stracony!

Śliwka


02 stycznia

"Tenis dla żółtodziobów" Trish Faulkner, Vivian Lemelman - recenzja

"Tenis dla żółtodziobów" Trish Faulkner, Vivian Lemelman - recenzja


Tytuł: „Tenis dla żółtodziobów czyli wszystko, co powinieneś wiedzieć o…”
Autor: Trish Faulkner, Vivian Lemelman
Liczba stron: 477
Wydawnictwo: REBIS


Książka Trish Faulkner i Vivian Lemelman jest pozycją, która dotyczy nauki gry w tenisa ziemnego, ale również jest poradnikiem i przewodnikiem po tej dyscyplinie sportowej. 

Forma książki jest tak dobrana, aby osoba, która po nią sięgnie, szybko znalazła informację, która ją interesuje. Oprócz tego w każdym rozdziale znajdują się praktyczne porady umieszczone w szarych prostokątach, w których znajdziemy: podpowiedzi dotyczące błędów popełnianych podczas gry, ciekawostki i fakty dotyczące tenisa, przepisy gry, wypowiedzi samych zawodników, bądź informacje o nich. Dodatkowo w ramkach znajdziemy osobiste wskazówki Trish, byłej mistrzyni tenisa i dyrektor marketingu Women’s Tennis Association, dotyczące porad, jak grać lepiej. 

W książce znajduje się dużo ilustracji dotyczących metodyki nauczania gry w tenisa. Jest to według mnie dobra pozycja, która pozwoli nie tylko poznać grę w tenisa, ale również zachować dobrą formę i podpowie, jak czerpać przyjemność i radość z gry w tenisa ziemnego. 

Książka jest przeznaczona dla amatorów, jak i osób, które już grają, ale chciałyby poprawić swoją technikę.

Kasia


02 stycznia

"Miecze i mroczna magia" Jonathan Strahan, Lou Anders - recenzja

"Miecze i mroczna magia" Jonathan Strahan, Lou Anders - recenzja


Tytuł: „Miecze i mroczna magia”
Autor: red. Jonathan Strahan, Lou Anders
Liczba stron: 525
Wydawnictwo: REBIS

Książka ta to zbiór opowiadań autorów fantasy. Nie specjalizuję się w tym gatunku literackim, więc opis z okładki bardzo mi pomógł. Dowiedziałam się, że autorzy ci to mistrzowie w swojej dziedzinie. Do tego jeszcze pięknie wydana książka z zachęcającą okładką, twarda oprawa… tylko brać i czytać. Spodziewałam się niesamowitych historii o rycerzach, krwawych walkach i magii.

Opowiadań jest siedemnaście, więc nie będę opisywała każdego z nich. Najbardziej spodobało mi się opowiadanie o Śpiewającej Włóczni. Jeszcze nie spotkałam się z podobnym pomysłem w żadnej książce – włócznia, która zaczyna grać piękną melodię chwilę przed tym, jak kogoś uśmierci. To trochę… upiorne. Najciekawszą postacią opowiadania jest według mnie główny bohater – Morlock, który stworzył Śpiewającą Włócznię. Jego głównym zajęciem jest wlewanie w siebie hektolitrów alkoholu w karczmie Strzaskana Pięść, której właścicielem jest Leen. Tymczasem włócznia wędruje po świecie w dłoni swego właściciela Viklorna i sieje spustoszenie wśród ludu… Czy Morlock zmobilizuje się i położy kres temu procederowi? Czy zdecyduje się zniszczyć swoje dzieło? Polecam lekturę opowiadania. 

Drugie opowiadanie, które bardzo mnie wciągnęło, nosi tytuł „Krwawa gra”. Jest to opowieść o świecie, w którym odbywa się Gra. Biorą w niej udział specjalnie przygotowywani do niej ludzie – piony, król, królowa, rycerze... pierwsze skojarzenie – szachy. Gra toczy się, oczywiście, na śmierć i życie… Historia zawiera więcej wątków, pojawia się nawet nieśmiały wątek damsko-męski… Zachęcam do lektury.

To, co mi się nie spodobało, to to, że w treści książki znalazły się również wulgaryzmy, za którymi nie przepadam. Wiem, że autor tworząc postaci drabów czy złodziei musi „obdarować” je również odpowiednim językiem, dlatego jakoś przebrnęłam przez najbardziej wulgarne dialogi...  

Sądzę, że gdybym lepiej znała się na tym gatunku literackim, bardziej doceniłabym czytane historie, wiedząc, jakie sławy je napisały. Mimo tych braków przeczytałam książkę z zainteresowaniem i polecam ją nie tylko znawcom fantasy.

Zoja 


Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger