poniedziałek, 20 kwietnia 2015

"Wierna" Veronica Roth - recenzja


Tytuł: Wierna
Tytuł oryginału: Allegiant
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 380
Moja ocena: 6/10


Recenzowany tytuł jest trzecią, czyli ostatnią częścią cyklu „Niezgodnej”.
Tris i Tobias wciąż są ze sobą, wspierają się i walczą o lepsze jutro dla ich miasta. Odkąd Evelyn - matka chłopaka, a zarazem przywódczyni Bezfrakcyjnych, stanęła u władzy, miasto pogrążyło się w chaosie. Frakcje zostały zniesione, wprowadzono godzinę policyjną, zakazano tworzenia jakichkolwiek grup, w których byłyby osoby należące kiedyś do tej samej frakcji. Nowa przywódczyni tyranizowała społeczeństwo, co nie spotkało się z jego pozytywną reakcją. W ten właśnie sposób powstali „Wierni”, czyli ludzie, którzy postanowili walczyć z nowymi zasadami ograniczającymi ich wolność i człowieczeństwo. Oczywiście Tris i Tobias są wśród nich. Na jaw wyszła również prawda, że za płotem, którym ogrodzone jest miasto, żyją prawdopodobnie inni ludzie. Nowopowstała grupa rebeliantów miała dwa główne cele. Pierwszym było pozbawienie Evelyn władzy, drugim zaś sprawdzenie, co znajduje się poza miastem. Głównym bohaterom udaje się uciec. Trafiają do Agencji Bezpieczeństwa Genetycznego, gdzie dowiadują się, że praktycznie całe ich życie było kłamstwem. Miasto, które nazywali domem, to Chicago, a Niezgodni wcale nie są wynaturzeniem. Tak naprawdę tylko oni są zdrowi genetycznie, a reszta mieszkańców ich miasta jest „uszkodzona”. Realia, w których żyli, okazały się być jednym z wielu eksperymentów, które miały na celu stworzenie lepszego człowieka, człowieka bez wad. Okazuje się jednak, że na świecie nie ma miejsca idealnego. Agencja też ma swoje sekrety, które Tris musi ujawnić nawet za cenę własnego życia.

Zazwyczaj bardzo ciężko rozstać mi się z bohaterami dopiero co skończonych serii. Czy tak jest również i tym razem? Z przykrością muszę przyznać, że nie. Zaczynając pierwszy tom spodziewałam się po całej trylogii czegoś niezwykłego, czegoś co mnie zaskoczy i faktycznie, sam jej początek taki był, nietuzinkowy. Czytając kolejne tomy odniosłam jednak wrażenie, że te książki są głównie ciągiem niekończących się rewolucji i rozstań głównych bohaterów. Lektura trzeciego tomu była dla mnie koszmarnie ciężka. Nie mogłam przebrnąć przez te naukowe wywody o czystości genetycznej, kłótnie Tris i Tobiasa oraz ciągłe walki o dobro ludzkości. Tematyka bardzo słuszna, przyznaję, ale autorka rozpoczęła za dużo wątków, praktycznie ich nawet nie rozwinęła i za szybko je skończyła.

W „Wiernej” trafiamy na pewną nowość. Mianowicie narracja podzielona jest między Tris i Tobiasa. Niestety świat widziany oczami chłopaka niewiele różni się od tego, widzianego przez jego dziewczynę, więc bardzo często zapominałam, kto akurat przedstawiał swoją wersję wydarzeń. Wszystko zostało opisane bardzo „sucho”, praktycznie bez emocji, a jeżeli już, to wydawały się one jakieś nienaturalne. Przykładowo, po Tobiasie spodziewałam się całkowicie czegoś innego. Autorka zapomniała chyba, że czytelnicy lubią wczuwać się w bohaterów i opisywała wszystkich tylko pobieżnie.

Co do zakończenia, to chyba nie mam nic przeciwko. Byłoby okej, gdyby poświęcono mu więcej uwagi, nadano mu większego znaczenia, a tak, to co ważne zaginęło gdzieś pomiędzy wieloma innymi wydarzeniami. Dla mnie wygląda to tak, jakby pani Roth na siłę chciała szybko zakończyć książkę. I udało jej się, ale z jakim skutkiem?

Podsumowując, ta trylogia dobrze się zaczęła, ale potem, gdzieś po drodze, jej niezwykłość zaginęła. Pomysł sam w sobie był bardzo dobry, jego wykonanie jednak nie do końca chyba wyszło. Mimo wszystko cieszę się, że mogłam go poznać i przeczytać.

Edelline


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz