23 grudnia

"Włoska awantura" Magdalena i Sergiusz Pinkwart - recenzja

"Włoska awantura" Magdalena i Sergiusz Pinkwart - recenzja
Tytuł: "Włoska awantura"
Autor: Magdalena i Sergiusz Pinkwart
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 120
Wydawnictwo: Akapit Press 
Seria: Drakulcio ma kłopoty


W tej części Drakulcio zawita do ojczyzny pizzy i oliwek. Nie jestem pewna czy Włochy są przygotowane na przyjazd tego rozbrykanego chłopca i jego ekipy. Krótko przedstawię tę zabawną grupkę, żebyście mogli poczuć jak niesforne i zróżnicowane to towarzystwo. Zacznijmy od Drakulcia - nasz główny bohater zawsze wpada w kłopoty, znajdowanie się w niewłaściwym miejscu i czasie to jego specjalność. Nasz Drakulcio posiada także kuzynkę, Annę Marię, której talent można porównać tylko z jej egoizmem. Koniecznie muszę także wspomnieć o chłopcu imieniem Andrea, który zainicjował cały ten wyjazd. Jego tata jest Włochem, który przeprowadził się do Polski, dlatego chłopiec świetnie zna się na kulturze i potrafi płynnie mówić w dwóch językach. Zbliżają się jego urodziny, które chciałby spędzić we Włoszech, dlatego postanawia pojechać do swojego wujka Eraldo ze swoim najlepszym przyjacielem. Dziwnym trafem z dwuosobowej grupy powstała drużyna złożona z siedmiu osób. Oprócz wyżej wymienionych chłopców i Anny Marii, do gromadki włączają się także wiecznie głodny Tedi, klasowa kujonka Magda Klonowska, a także Gerard - chłopiec pochodzący z Francji i świetnie grający w piłkę nożną. Z całą gromadką postanowiła pojechać także wykształcona italianistka, pani Agnieszka.

Włochy to piękny kraj, słynący z pysznego jedzenia, wspaniałej kultury i melodyjnego języka. Nic dziwnego, że dzieciaki wprost nie mogą się doczekać odwiedzenia go. Ich entuzjazm zostaje jednak ostudzony, gdy na lotnisku czeka na nich niziutki, wąsaty Włoch, który zabiera ich gdzieś wysłużonym fiatem. Mimo, że pierwsze wrażenie wydawało się trochę nieciekawe, później jest tylko lepiej! Dzieciaki zostają zawiezione do XIV wiecznego zamku, który okazuje się domem wujka Andrei. Zamek skrywa wiele tajemnic i cennych skarbów, nawet pochodzących z czasów templariuszy. Szybko okazuje się jednak, że duma i chluba zamku, w postaci cennych artefaktów została skradziona zeszłego lata. Honor i rodzina mają we Włoszech ogromne znaczenie, dlatego wujek Eraldo przyrzekł, że nie spocznie, dopóki nie odnajdzie osoby, która odważyła się obrabować jego dom z cennych pamiątek.

Jak potoczy się pobyt dzieciaków w Bel paese (Przepięknym Kraju)? Czy skarb Templariuszy zaginął już na zawsze?Śledźcie dokładnie treść i czerpcie przyjemność z tej krótkiej opowieści. Oprócz ciekawej i przyjemnej historii książka funduje nam także urocze ilustracje i naprawdę przezabawne dialogi. Życzę przyjemnej lektury....

Kinga


21 grudnia

"Psy czy koty? Emi i Tajny Klub Superdziewczyn" Agnieszka Mielech - recenzja

"Psy czy koty? Emi i Tajny Klub Superdziewczyn" Agnieszka Mielech - recenzja
Tytuł: "Psy czy koty? Emi i Tajny Klub Superdziewczyn"

Autor: Agnieszka Mielech
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 269
Wydawnictwo: Wilga; GW Foksal
Seria: Emi i Tajny Klub Superdziewczyn

Książka Agnieszki Mielech skusiła mnie swoją innowacyjnością. Jest to moja pierwsza powieść, w której do prozy dołączone są komiksy, o czym informuje nas już okładka. Jest na niej napisane "Komiks i Opowiadania", co zachęca czytelnika do przeczytania jej z czystej ciekawości. Oczywiście, nie należy oceniać książki po okładce i, jeśli nas zaciekawi, warto ją przeczytać.
Można również zapoznać się z najciekawszymi aspektami biografii autorki. Agnieszka Mielech, będąc nastolatką, zaczęła interesować się literaturą oraz pisać pierwsze opowiadania dla swoich rówieśniczek. Kilka z nich trafiło nawet do ówczesnych magazynów "Płomyk" i "Świat młodych".

Wróćmy jednak do tej niespotykanej książki. Jest ona nietypową, wesołą powieścią dla dzieci. Oryginalności dodaje jej barwny język, którego używamy na co dzień. Występują w nim choćby kolokwializmy typu LOL czy odniesienia do współczesnych realiów, tzn. wycieczek do McDonalda, powszechnego używania Instagrama czy obsługi aplikacji "Boomerang". 

Główną, tytułową bohaterką książki, jest Emi. A właściwie Stanisława Emilia Gacek. Mieszka ona z rodzicami przy ulicy Na Bateryjce w Gackowie, przy czym warto wiedzieć, że nazwa miejscowości bierze się od jej nazwiska. Jest ona założycielką Tajnego Klubu Superdziewczyn i jednego Superchłopaka, którego członkami są Aniela, Faustyna, Flora oraz Franek. Są oni nierozłącznymi przyjaciółmi i na każdą wyprawę wybierają się całą paczką. W tenże sposób ekipa nastolatków trafiła nad morze w czasie, gdy zbliżały się urodziny protagonistki. Emi liczyła na prezent w postaci prawdziwego psa, a ściślej mówiąc - psa rasy Cavalier king charles spaniel. Pewnego razu, zupełnie przypadkiem, odnajdują takiego psiaka przy lesie. Podczas tego okresu opieki nad czworonogiem nazwanym Kukim, wystąpiła scena, która najbardziej mi się spodobała. Był to moment, kiedy przygarnięty zwierzak miał mieszkać w skrytce pod schodami, co porównano z wczesnym dzieciństwem Harry’ego Pottera u wuja Vernona i cioci Petunii. Wówczas młody czarodziej mieszkał w skrytce pod schodami, gdyż Dursleyowie nawet nie chcieli wspominać o jego istnieniu. Kolejnym ciekawym fragmentem był quiz o kotach, zainicjowany przez zapalonego kociarza Franka, opiekuna kotki Fiolki. W quizie były zaledwie dwa proste pytania, aczkolwiek trudno było znaleźć na nie prawidłową odpowiedź! 

Zatem, sądzę, że warto przeczytać tę książkę, nawet będąc dorosłym czy w innej grupie wiekowej. Uważam tak ze względu na bardzo dojrzały styl pisania oraz wiele pouczających powiedzeń, o których zapominamy w ciągłym biegu dnia codziennego i setek ważnych spraw.
Należy również wspomnieć o interesującym ukazaniu wstępnym postaci, czyli o zastosowaniu glosariusza z "portretami", jak również z imionami osób oraz zwierząt, występujących w powieści.

Polecam powieść "Psy czy koty? Emi i Tajny Klub Superdziewczyn" każdemu czytelnikowi ze względu na unikalność tego typu luźnych powieści, bez ciężkich nazw do spamiętania. Osobiście bardzo polubiłam tę książkę i z trudem oddam ją do biblioteki. Jest ona niczym bajka - tylko, że zawiera o wiele więcej morałów. Powiedzeń, ma się rozumieć.

Zachęcam do przeczytania! Każdego!

Agnieszka




21 grudnia

"Magiczne kino" Joanna Kmieć - recenzja

"Magiczne kino" Joanna Kmieć - recenzja
Tytuł: "Magiczne kino"
Autor: Joanna Kmieć
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 120
Wydawnictwo: Akapit Press
Seria: Tajemnica trzynastego piętra

Zaciekawiła mnie tematyka książki autorstwa Joanny Kmieć, więc postanowiłem ją przeczytać, choć to literatura raczej dla młodszych czytelników. Czytałem już podobne, które jak się okazało bardzo polubiłem, z tego powodu postanowiłem sięgnąć i po tę książkę. Lektura ta jest przykładem książek o tematyce fantasy. Głównymi bohaterami są Oliwer i jego cioteczna siostra Tosia. Mają oni spędzić wakacje w starym kinie, które ich matki pragną przerobić na biuro. Wkrótce okazuje się, że stary budynek skrywa kilka tajemnic, a ofiarą jednej z nich pada dziewczyna i jej rówieśnik. Muszą oni wybronić się od klątwy. 

Najbardziej spodobały mi się postacie głównych bohaterów,. Z jednej strony mamy żartownisia, który uwielbia tajemnice, z drugiej natomiast poukładaną nastolatkę. Książka ta wyróżnia się krótkimi rozdziałami, niekiedy kończącymi się  na jednej stronie tekstu. Dzięki temu czyta się ją dośc szybko. Uważam, że "Magiczne Kino" mogłoby spodobać się osobom interesującym się tematyką fantasy, w szczególności dzieciom.

Bartek


21 grudnia

"5 sekund do Io. Rebeliantka" Małgorzata Warda - recenzja

"5 sekund do Io. Rebeliantka" Małgorzata Warda - recenzja
Tytuł: "5 sekund do Io. Rebeliantka"
Autor: Małgorzata Warda
Gatunek: literatura młodzieżowa 
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: 5 sekund do Io, tom 2


"5 sekund do Io. Rebeliantka" jest już drugim tomem serii Małgorzaty Wardy. Za pierwszą część tej serii autorka dostała zagrodę IBBY dla najlepszej książki młodzieżowej 2015r.

Książka opowiada o Nice Mickiewicz, która dostaje kontrakt od twórców gier w niezwykłej technologii pozwalającej odczuwać wszystko, co się dzieje w wirtualnym świecie na swojej skórze. Ma być „opiekunem” nowej gry twórców "Bitwy o Io" i razem z innymi opiekunami kontrolować wszystko, co się w tej grze dzieje. Ten fakt może jej bardzo pomóc w rozwiązaniu policyjnego dochodzenia odnośnie osoby, która sprzedała broń sprawcy szkolnej strzelaniny.

Ten tom, tak jak poprzedni, jest podzielony na dwie "części": w jednym miejscu opowiada o tym, co się dzieje w realnym życiu, a w drugim – co w świecie gry. Jednak mam wrażenie, że tym razem akcji w samej grze jest mniej i że gra staje się mniej ważna niż w pierwszym tomie. Plusem jest to, że dzięki temu dowiedziałam się więcej o prywatnym życiu bohaterki. Jednak wolałam opisy przeżyć z gry niż z realnego świata, więc nie do końca przypadło mi to do gustu.

Ta część ukazuje podobne wartości, co jej poprzedniczka. Tytułowa gra jest bardzo kontrowersyjna, bo można odczuwać własną śmierć, a żeby w niej przeżyć, trzeba dodatkowo zapłacić za wirtualną broń. Przez to pokazuje nam, że niektórzy wydawcy gier wcale nie chcą naszej rozrywki czy naszego dobra, i kosztem nawet naszego zdrowia będą dążyli do osiągnięcia jak największego zysku. Jednak jest to pokazane w brutalniejszy i bardziej przemawiający do naszego umysłu sposób, co jest według mnie dużym plusem.

Ale nie tylko o samych grach jest ta opowieść. Również o życiu codziennym i problemach, które w nim możemy spotkać. Bohaterka musi się z wieloma zmierzyć, a my obserwujemy jej poczynania i wybory. Jeśli się będzie uważnie czytało, nauczymy się ważnych w codziennym życiu rzeczy.

Podsumowując, książka jest równie dobra, co jej poprzedniczka. Zakończenie sugeruje, że historia jest nie jest jeszcze skończona i być może autorka napiszę następną część, którą z chęcią przeczytam. Jeśli ktoś już przeczytał poprzedni tom i mu się spodobał, to ten prawdopodobnie również przypadnie mu do gustu. "Bitwę o Io. Rebeliantka" polecam każdemu, nie tylko lubującym się w grach.

Julia


05 grudnia

"Warkot" Jarosław Rybski - recenzja

"Warkot" Jarosław Rybski - recenzja
Tytuł: "Warkot"
Autor: Jarosław Rybski
Gatunek: powieść , retrokryminał
Liczba stron: 382
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Akcja powieści przenosi czytelnika do Wrocławia. Mamy początek lat 50. To czasy stalinizmu, buduje się system socjalistyczny, indoktrynacja, jedyny słuszny ideologicznie ustrój, propaganda, masówki i na dodatek pamiętać należy, że Wrocław to ziemie odzyskane. Co to znaczy dla bohaterów powieści i czytelnika? Przede wszystkim, parę lat po zakończeniu wojny, w tym mieście, niedawno Breslau, osiedla się przymusowo „repatriantów” zza Buga, to znaczy ludzi, którzy nagle znaleźli się za granicą, bo Rosjanie zabrali nam po konferencji w Jałcie kresy wschodnie. Przyjeżdżają tu ludzie ze wsi szukający zarobku, pracy, domu, stabilizacji. Dostają poniemieckie mieszkania, próbują się zagospodarować i urządzić. Są też zwykli szabrownicy, niebieskie ptaki i właśnie od takiej sceny kradzieży z pewnej tajemniczej willi rozpoczyna się akcja naszej powieści. Franuś i Cyna chcieli, jak mówią, tylko wziąć trochę fantów, aby się odkuć na szwabie, a tu jakieś tajemnicze moce, zjawa, czerwone ślepia i nie pomogło strzelanie to tego czegoś, Franuś został okrutnie napadnięty i coś lub ktoś wyssał mu krew do ostatniej kropelki.

Wkrótce okazało się , że to nie pierwszy przypadek dziwnej śmierci. Coraz częściej milicja znajduje zwłoki zupełnie pozbawione krwi. Ofiary mają na szyi dwa niewielkie skaleczenia, jakby po ugryzieniu. Jeżeli ktoś słyszał o wampirach pijących krew ludzką, to taki wniosek mógłby wysnuć? Ale jak tu uwierzyć w wampiry, zmory, zjawy, pokutującego ducha,  gdy jest się ateistą???

Rozwiązanie zagadki zleca się porucznikowi milicji, jaki się wydaje ostatniemu sprawiedliwemu. Tytułowy Warkot to student Politechniki Wrocławskiej, były żołnierz a teraz stażysta w drukarni. Jan pochodzi z małej mazurskiej wsi i dość twardo stąpa po ziemi. Los zetknął go z majstrem z drukarni, Zdzisławem Kapustą, naszym porucznikiem milicji Stefanem Gromiłem i pokutującą duszą Leonem Słupeckim. Ta dziwna dość ekipa musi, dosłownie musi, rozwiązać tę skomplikowana zagadkę, bo nie tylko im, ale dosłownie nam czytelnikom też może grozić niebezpieczeństwo. 

Jest jeszcze czarny samochód-pobieda , którym poruszają się porywacze ludzi. Każdemu z nas grozi niebezpieczeństwo.

Czy im się uda?? Czy niebezpieczeństwo zostanie oddalone?? Musisz czytelniku sam przeczytać tę naprawdę wciągającą powieść. 

Są tam jeszcze ważne starożytne relikwie, ale też na początku klimat trochę jak z Mistrza i Małgorzaty, trochę historii Wrocławia, odrobina ironii i kpiny z wczesnego PRL-u, jednym słowem nie mogłam doczekać się rozwiązania zagadki, a jednocześnie trochę mi żal, że to już koniec. Jest jednak nadzieja dla miłośników twórczości Jarosława Rybskiego, końcówka książki może być zapowiedzią ciągu dalszego…….

Marta


29 listopada

"Historia żółtej ciżemki" Antonina Domańska - recenzja

"Historia żółtej ciżemki" Antonina Domańska - recenzja
Tytuł: "Historia żółtej ciżemki"
Autor: Antonina Domańska
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 190
Wydawnictwo: Siedmioróg
Cykl: Kanon literatury dziecięcej


Książka Antoniny Domańskiej „Historia żółtej ciżemki”, to powieść historyczna dla dzieci i młodzieży. Głównym bohaterem jest Wawrzuś Skowronek, który jako ośmiolatek gubi drogę w lesie i przeżywając wiele przygód dociera do Krakowa, gdzie trafia na służbę u największego polskiego kronikarza Jana Długosza. Pozwala mu to poznać samego króla Kazimierza Jagiellończyka. Wawrzuś jest obdarowany wyjątkowym talentem rzeźbienia w drewnie, czego następstwem jest terminowanie, czyli nauka zawodu, u samego Wita Stwosza. Chłopiec przeżywa też chwile grozy, gdy udaje mu się pojmać złodzieja, który był poszukiwany listem przez burmistrza, konsulów i rajców miasta Krakowa. Wawrzuś odbywa podróż do Wilna, podczas której poznaje królewicza Kazimierza, od którego dostaje tytułowe żółte ciżemki... To tylko kilka z licznych przygód małego bohatera.

Zakończenie powieści to wielkie wydarzenie, odsłonięcie ołtarza Wita Stwosza, podczas, którego jedna z żółtych ciżemek... no właśnie, nie zdradzę co się stanie. Przeczytaj, a dowiesz się co się wydarzyło. Okaże się również, czy Wawrzuś ujrzy jeszcze swoich rodziców. 

Polecam tę powieść każdemu, kto lubi powieści historyczne, ponieważ oprócz przygód głównego bohatera jest też wiele wątków historycznych, które każdy powinien znać. Przeczytaj, bo warto.

Kasia


29 listopada

"Opowieści o Świętym Mikołaju" Tamara Michałowska - recenzja

"Opowieści o Świętym Mikołaju" Tamara Michałowska - recenzja
Tytuł: "Opowieści o Świętym Mikołaju"
Autor: Tamara Michałowska
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 94
Wydawnictwo: Siedmioróg


Książka zawiera kilkanaście niesamowitych i wciągających opowiadań o magii Świąt Bożego Narodzenia, o Świętym Mikołaju i o pomocnikach Świętego Mikołaja – elfach. Ponadto po każdym magicznym, przepięknym opowiadaniu jest zadanie, które dziecko może wykonać samo lub z dorosłymi, np. przepis na pierniczki czy opis wykonania ozdób świątecznych. Wielkim atutem tej książki są ilustracje wykonane przez Carlosa Busquets, które są piękne i kolorowe. Książeczkę polecam przede wszystkim dzieciom w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, ale i tym starszym też.

Jola


Piękne, prawda?



28 listopada

"Przygody Tomka Sawyera" Mark Twain - recenzja

"Przygody Tomka Sawyera" Mark Twain - recenzja
Tytuł: "Przygody Tomka Sawyera"
Autor: Mark Twain 
Gatunek: literatura młodzieżowa, literatura dziecięca 
Liczba stron: 318
Wydawnictwo: Wilga
Seria: Klasyka światowej literatury, tom 1

"Przygody Tomka Sawyera" to klasyk. Jeden z tych, których obecności w bibliotece możemy być pewni. Ciekawa historia, czytana od lat, która opowiada o losach tytułowego Tomka oraz jego przyjaciela Hucka Finna. Jest to opowieść o młodości, radzenia sobie z problemami i o wielkich przygodach. Bawi w różny sposób, potrafi też wzruszać. Porusza tak ważny temat więzów przyjaźni oraz odpowiedzialności. Tomek, bardzo żywy i ciekawy świata chłopiec, stawia czoła Indianom, wyprawia się po pirackie skarby i cieszy każdą wolną chwilą! Być może nie jest to uczeń wzorowy, ale jak można wyczytać między wierszami, takich omija największa zabawa. W trakcie lektury poznajemy coraz to nowych bohaterów, których przyszłość wydaje się rysować bardzo ciekawie. Historia jest na pewno piękna, a czytanie jej potrafi przenieść w najdalsze zakątki świata i wyobraźni dziecka. Dodatkowo nosi tytuł klasyka, a klasyki muszą coś w sobie mieć, żeby na to zasłużyć. Warto wspomnieć o posłowiu, które chociaż krótkie, bardzo mi się spodobało. 
To konkretne wydanie ma ładną i prostą, twardą oprawę, 318 stron i wygodną czcionkę. Jednak to czego nie można pominąć, to ilustracje. Wyglądają jak naszkicowane, a towarzyszą kilku ważnym chwilom w życiu bohaterów, zdobią też początek każdego rozdziału. Może ze względu na małą obsesję, której nie umiem się pozbyć, a próbowałam - kolekcjonuję i czytam klasyki - chcę je przetestować, sprawdzić, zobaczyć jakie odczucia przechowują i jakie mogły przechowywać. Chcę dowiedzieć się dlaczego są klasykami, czy ich wartość zasługuje na ten długowieczny tytuł. Być może nie jestem ekspertem... Ale jestem człowiekiem, a piękno książek polega na przekazywaniu tego, co cenne niekoniecznie w bardzo dosłowny sposób. Doceniam tę opowieść. Losy dzieci są czasami dużo ciekawsze od historii dorosłych, dla nich nie ma bowiem granic wyobraźni i niemożności. Dlatego polecam to wydanie, szczególnie jeśli ktoś lubi subtelne ozdoby w tekście. Jak zwykle nie chcę rekomendować jej konkretnym odbiorcom. Więc... idźcie i czytajcie, do następnej książki!

Ola

Przykładowe strony:




27 listopada

"Złoty szyfr" Jennifer Chambliss Bertman - recenzja

"Złoty szyfr" Jennifer Chambliss Bertman - recenzja
Tytuł: "Złoty szyfr"

Autor: Jennifer Chambliss Bertman

Gatunek: literatura młodzieżowa, literatura dziecięca
Liczba stron: 357
Wydawnictwo: Wilga; Grupa Wydawnicza Foksal

Seria: Pożeracze książek, tom 2


Książka ,,Złoty Szyfr” autorstwa Jennifer Chambliss Bertman bardzo mnie zaciekawiła. Jest to drugi tom serii "Pożeracze Książek". Głównymi bohaterami są Emily, która niedawno przeprowadziła się do San Francisco, i James, jej przyjaciel. Ich nauczyciel na przyjęciu w księgarni gubi kartkę z dziwną wiadomością. Przyjaciele starają się rozwikłać zagadkę tytułowego "Złotego Szyfru" i ciążącej na nim klątwy ognia. A także znaleźć powiązanie między Szyfrem a ich nauczycielem. Odnajdują na pewnym portalu internetowym dziwne wyzwanie rzucone ich nauczycielowi, które może mieć związek z pożarami. Na Emily ciąży ogromna presja spowodowana dziwnym zachowaniem rodziców i ich możliwymi problemami. Muszą więc razem z Jamesem się śpieszyć z rozwiązaniem zagadki, która może zaprowadzić ich do ukrywanego skarbu. Cały pomysł na tę książkę wydaje mi się ciekawy. Już sama organizacja Łowców Książek, do której należą główni bohaterowie, jest świetna. W książce zastosowano dużą czcionkę i wstawiono urozmaicające całość ilustracje. Sprawia to, że książkę szybko i przyjemnie się czyta.

Bartek Pałęga


24 listopada

"Wyprawa" Taran Matharu - recenzja

"Wyprawa" Taran Matharu - recenzja
Tytuł: "Wyprawa"
Autor: Taran Matharu
Gatunek: epika-fantasy
Liczba stron: 424 
Wydawnictwo: Jaguar
Cykl: Zaklinacz, tom 2


No cóż... Zaraz po przeczytaniu pierwszej części sięgnęłam po następną. Autor Taran Matharu trafił idealnie w mój gust czytelniczy, łącząc ze sobą powagę, fantazję, humor, niesamowite bitwy oraz elementy zaskoczenia. Na okładce wita nas nie kto inny, jak Fletcher we własnej osobie. Na jego ramieniu, oczywiście, siedzi jego nieodłączny, bordowy przyjaciel - demon Ignatius. Na początku książki widzimy mapę, która zdecydowanie pomaga nam wyobrazić sobie królestwo.
Mogę śmiało powiedzieć, że spokojne życie nie jest pisane Fletcherowi, ale czekając cierpliwie na rozprawę za "atak" na Didrica - wysoko urodzonego, zapatrzonego w siebie chłopaka, nadal może liczyć na wsparcie swoich przyjaciół. 
Boję się, że zdradzę za dużo, więc skupię się na samym tytule. "Wyprawa" oznacza tylko jedno. Fletcher wraz z absolwentami Akademii Vocanów i ich demonami wyruszają na wręcz samobójczą wyprawę w głąb Dżungli Orków. 
W typowy dla siebie sposób autor musiał dodać elementy polityki i spisków arystokracji Hominum. Nie ominie nas też całkowity zwrot akcji w zakończeniu, co jeszcze bardziej pobudza pragnienie przeczytania kolejnej części. Ponadto poznamy bliżej samego króla Hominum!
Mam nadzieję, że już Was wystarczająco zachęciłam do sięgnięcia po tę książkę. Bierzcie się do czytania, a ja z niecierpliwością czekam na kolejną część!

Agnieszka


22 listopada

"Łamigłówki mądrej główki" Roger Rougier - recenzja

"Łamigłówki mądrej główki" Roger Rougier - recenzja

Tytuł: "Moje pierwsze zadania logiczne (6-7 lat)",
            "Uczę się logicznego myślenia (6-8 lat)",
            "Szkoła logicznego myślenia (9-11 lat)"
Autor: Roger Rougier
Gatunek: literatura dziecięca; łamigłówki
Liczba stron: 54, 64 i 64
Wydawnictwo: Siedmioróg
Seria: Łamigłówki mądrej główki

Do obejrzenia tych książeczek skłoniła mnie wiadomość usłyszana w radio, że poziom logicznego myślenia wśród uczniów znacznie się obniżył.

W serii spodobało mi się zróżnicowanie pod względem wieku dzieci – trzy książeczki obejmujące różne roczniki od 6 do 9 lat.

Każda książeczka zawiera ponad 100 zadań logicznych, które są ułożone od najłatwiejszego do najtrudniejszego i w tej kolejności, za radą autora, należy je rozwiązywać. Są w niej wskazówki dla rodziców i nauczycieli oraz rozwiązania do wszystkich zadań. Najważniejszą radą jest zachęcanie dziecka do wysiłku umysłowego i podejmowania prób rozwiązania oraz chwalenie go nawet wtedy, gdy nie uda mu się wykonać zadania.

Zagadki i zadania logiczne rozmieszczone są na stronicach książeczek w specjalny sposób. Każda strona ma swój tytuł, rysunki i dobrane tematycznie zadania o charakterze zabawowym. Ma to na celu zmotywowanie dziecka do rozwiązania zadań.

Aby poziom logicznego myślenia naszych dzieci się podwyższył, wskazane jest wykonywanie przez nich zadań – takich jak te w serii ŁAMIGŁÓWKI MĄDREJ GŁÓWKI. Dlatego zachęcam rodziców do zakupu książeczek, a dzieci do samodzielnego rozwiązywania zadań.

elka

Przykładowe strony:





21 listopada

"Kłopotliwa wizyta" Jean Ure - recenzja

"Kłopotliwa wizyta" Jean Ure - recenzja
Tytuł: "Kłopotliwa wizyta"
Autor: Jean Ure
Gatunek: literatura młodzieżowa, literatura dziecięcaklub
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: Jaguar

Kiedy w domu brakuje kobiecej ręki, to tak jakby brakowało filarów podtrzymujących strop. Wydaje się oczywiste, że potrzeba czegoś, co nie pozwoli runąć dachowi na nasze głowy. Może to trochę cierpkie porównanie, ale wydaje mi się, że pasuje do sytuacji głównej bohaterki tej młodzieżówki. Jest to Bitsy, bardzo rezolutna i pewna siebie dziewczyna. W porównaniu do swojej siostry nie ukrywa ona swoich emocji, dlatego niektórzy uważają ją za niesforną. Razem ze swoją siostrą Em i ojcem tworzą szczęśliwą rodzinę. Kiedyś tak nie było. Po śmierci mamy dziewczynek dom wydawał się pusty, a wszyscy pogrążeni byli w smutku. To wydarzenie jednak pozostawili już za sobą, wciąż jest żywe w ich pamięci, ale nie przeszkadza im w szczęśliwym życiu. Z pomocą ukochanej cioci wszyscy otrząsnęli się z żałoby, a szczególnie owdowiały ojciec, który z jej pomocą przetrwał ten trudny okres. Cass starała się ze wszystkich sił wychować dziewczynki. Wiele jej zawdzięczają i kochają jak własną matkę, ale Cass ma bardzo ustępliwy charakter. Nie potrafi być ostra, dlatego obowiązki domowe i odrabianie prac domowych nie zawsze były priorytetem w ich domu. Wszystko jednak uległo nagłej zmianie za sprawą Carolinie sympatii ich taty, przy której zachowuje się jak "młody chłopak, który zakochał się po raz pierwszy". Caroline to osoba bardzo szykowna, czasami oziębła, co może wynikać z tego, że nie jest tak wyluzowana jak Donald i jego córki. Mimo wszystko potrafi być miła i kocha Donalda (ojca dziewczynek) - człowieka inteligentnego, ale trochę nieporadnego życiowo. Pomimo tego, że dziewczynki nie do końca polubiły Caroline, to widząc jak bardzo szczęśliwy jest ich ojciec, starały się to zaakceptować. Niestety po pewnym czasie Caroline wprowadza się do ich domu. Dotychczasowe nawyki żywieniowe dziewczynek, ubiór itp. są negatywnie oceniane, wręcz potępiane przez Caroline, oczywiście wszystkie jej słowa wypowiadane są z całkowitym spokojem i nonszalancją. Caroline przedstawia kompletnie odmienny styl życia . Dziewczynki zdecydowanie nie są do niego przyzwyczajone. Jest to przyczyną wielu nieporozumień, w dodatku tęsknota za Cass powoduje, że Bitsy dyskretnie stara się pozbyć Caroline. Na jaki plan wpadnie dziewczynka? Oraz jak daleko się posunie, aby pozbyć się napiętej atmosfery i zakończyć tę rewolucję w jej życiu? A może zmiany okażą się dla niej pozytywne?

Myślę, że ta książka ma nam przede wszystkim pokazać, że każdy bez względu na płeć, wiek itp. ma prawo do bycia szczęśliwym. Poza tym oczywiście dostarcza rozrywki. Fabuła nie jest szczególnie skomplikowana, ale pozwala na pokazanie problemu bardzo częstego w naszych czasach, czyli akceptowania nowych partnerów naszych rodziców, opowiada o problemach z jakimi zmagają się półsieroty oraz o wpływie różnego rodzaju zmian na nasze życie. Chociaż temat jest niezwykle trudny, to w tej książce jest przedstawiony z niezwykłą łatwością i lekkością. Cała akcja zapisana jest w większości za pomocą wypowiedzi bohaterów, dlatego osoby nie przepadające za rozbudowanymi opisami uznają tę cechę za zdecydowany plus. Jeśli chodzi o walory estetyczne, to książka posiada dużą czcionkę i kolorową okładkę - uściślając dość cukierkową, ale nie dajcie się zwieść, bo treść jest naprawdę ciekawa. Pierwsza zasada czytelnika, to: nie oceniamy książki po okładce :) Jeśli lubicie książki dotykające problemów młodzieży, to zdecydowanie sięgnijcie po tę powieść.

Kinga


21 listopada

"Sekretne spotkanie" Jean Ure - recenzja

"Sekretne spotkanie" Jean Ure - recenzja
Tytuł: "Sekretne spotkanie"
Autor: Jean Ure
Gatunek: literatura młodzieżowa, literatura dziecięca
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: Jaguar


Gdy ma się szalonych przyjaciół, to świat po prostu nie może być nudnym miejscem. Szkole wybryki stają się codziennością. Mimo, że odwaga czasami kroczy tą samą ścieżką co głupota, to z pozoru nierozważne sytuacje po pewnym czasie zaczynamy szczerze doceniać i zapamiętujemy je na bardzo długo. No, bo kto zapomni schowanie się w szafie z materiałami piśmienniczymi czy przyjście do szkoły z gniazdem na głowie? Tak właśnie wygląda życie Megan, która spędza sporo czasu ze swoją nieco zbzikowaną przyjaciółką, Annie. Megan jest bardzo rozsądna, potrafi przeciwstawić się szalonym pomysłom przyjaciółki i powiedzieć jej stanowcze "nie", czasem jednak ulega jej szalonym pomysłom. Jak można się domyślić, zazwyczaj kończą się one niepowodzeniem. 

Mimo tak odmiennych charakterów, dziewczyny łączy miłość do książek, szczególnie powieści ich ulubionej autorki, Harriet Chance. Chociaż Megan twierdzi, że tylko ona szczerze interesuje się literaturą, a Annie czyta książki tylko ze względu na łączącą ich przyjaźń. Nawet jeśli Annie nie jest prawdziwą wielbicielką tej autorki, to z pewnością doskonale zna upodobania Megan. Tak się składa, że zbliżają się urodziny dziewczyny. Annie wpada na wspaniały pomysł, ma także sporo szczęścia, bo na jednym z książkowych portali znajduje Lori - córkę pisarki, która umawia dziewczynki na spotkanie z jej mamą. Megan jest wniebowzięta prezentem od Annie, zachowuje jednak powściągliwość. Sytuacja ta wydaje jej się trochę nieprawdopodobna i nierealna. Daje się jednak namówić na spotkanie. Jej wątpliwości na krótką chwilę zostają rozwiane, gdy na miejscu spotkania pojawia się kobieta o miłym uśmiechu i włosach zdobionych paskami siwizny. Harriet robi dobre wrażenie na dziewczynkach. Jest otwarta, wrażliwa i troskliwa, poza tym wydaje się doskonale rozumieć problemy Megan. Zachowuje się jak jej bratnia dusza. Niestety, zdecydowany niepokój wzbudzają wypowiedzi pani Chance, które czasem są bardzo wymijające, a czasem aż nadto szczegółowe. Zdaje się, że Megan zna życie prywatne oraz fabułę książek Harriet o wiele lepiej niż ona sama. Z początku próbuje to sobie tłumaczyć swoją własną niewiedzą lub zmęczeniem pisarki, ale z biegiem czasu całe to spotkanie robi się coraz dziwniejsze, a Megan ma naprawdę złe przeczucia.

Jeśli chodzi o akcję tej powieści młodzieżowej, to skupia się ona głównie na przyjaźni Megan i Annie, pojawiają się jednak fragmenty wpisów z pamiętnika Rachel - 16-letniej siostry Annie. Jest to niezwykle aktywna fizycznie nastolatka. Jest także arogancka i władcza. Patrzy na większość ludzi z góry, co niektórzy tłumaczą jej trudnym wiekiem. W swoim pamiętników opisuje sytuacje ze swojego życia, od sporów z siostrą po jej zauroczenie chłopcami. Książka wypełniona jest prostymi, ale ekspresyjnymi rysunkami. Tak jak w przypadku "Kłopotliwej wizyty", książka skierowana jest głównie do nastolatków, którym w szczególności polecam tę książkę, i porusza w bardzo lekki i niewymuszony sposób problem internetowych znajomości oraz przyjaźni. 

Kinga


17 listopada

"PAX. Zaraza" Asa Larsson i Ingela Korsell - recenzja

"PAX. Zaraza" Asa Larsson i Ingela Korsell - recenzja
Tytuł: "PAX. Zaraza"
Autor: Asa Larsson i Ingela Korsell
Ilustracje: Henrik Jonsson
Gatunek: urban fantasy
Liczba stron: 215
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: PAX, tom 7

Niespełna rok temu mój czytelniczy światek wypełniły powieści dwóch utalentowanych, szwedzkich pisarek i ich przyjaciela-rysownika. Skradły one moje serce. Pokochałam tych niecodziennych chłopców, którzy są istnym magnesem na wszelakie kłopoty oraz zagadkowość tej serii. Nawet Iris, która z początku była bardzo podejrzana, zasłużyła sobie na moje uznanie i wreszcie ją polubiłam. Jej przeszłość wciąż jest bardzo tajemnicza i chroniona niczym wejście do skarbca. Uważam, że kryje się za tym bardzo ciekawa historia, dlatego postaram się cierpliwie poczekać na odpowiedni moment. Jak sami widzicie, sięgając po siódmy tom tej serii byłam nastawiona bardzo pozytywnie i z pewną dawką tęsknoty. Cieszę się, że mogłam jeszcze raz być świadkiem przygód Alrika i Viggo oraz znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania. W szczególności na jedno. Chyba mogę uchylić rąbka tajemnicy? W tej części dowiadujemy się, kto tak naprawdę skrywa się pod mianem Czarnej Czarownicy, która knuje i stara się unicestwić chłopców od samego początku ich przygód.

W Mariefred zbliża się Wigilia Bożego Narodzenia. Ludzie spędzają czas na świątecznych zakupach, strojeniu choinek, itp. W domu Andersa i Layli (którzy opiekują się Vigg'iem i Alrikiem) atmosfera staje się bardzo rodzinna, za sprawą ich synów Maxa i Tareka, którzy przyjechali na święta. Przyznam, że od razu mnie zaciekawili i zjednali sobie moją sympatię. Tak samo podziałali na chłopców, którzy pokochali ich charakter i zamiłowanie do psot. W bardzo krótkim czasie uznali ich za swoich braci, mimo że nie łączyło ich żadne pokrewieństwo. Niestety, wszystko co dobre, szybko się skończyło. Miasteczko nawiedza zaraza i mąci dotychczasowy spokój. W międzyczasie dochodzi do zastawienia pułapki na impa z czapką, który może wyjawić Iris tożsamość czarownicy. Impy są śmiertelnie niebezpiecznymi urwisami, dlatego złapanie go nie będzie należeć do najłatwiejszych.

Myślę, że ta książka jest swego rodzaju ciszą przed burzą, dlatego z niecierpliwością czekam na następną część, która z pewnością pozwoli zbliżyć się bardziej do nurtujących odpowiedzi i zaskoczy nas jakimś zwrotem akcji. Może w końcu dowiemy się czegoś o przeszłości Iris i planach Czarnej Czarownicy? Przekonamy się, gdy zostanie wydana następna część pod tytułem "Biały wąż". Serdecznie polecam przeczytanie tej książki wszystkim fanom PAX. Obiecuję, że się nie zawiedziecie. Jeśli jednak czytasz tę recenzję, a nigdy nie spotkałeś się tą serią, to gorąco polecam i odsyłam do pierwszej części. Książki czyta się bardzo szybko, a komiksowe ilustracje powodują, że bardziej wczujecie się w klimat tej serii. Poza tym są niesamowicie przyjemne dla oka, szczególnie dla fanów wytwórni takich komiksów, jak DC czy Marvel.

Kinga


16 listopada

"Kajtuś czarodziej" Janusz Korczak - recenzja

"Kajtuś czarodziej" Janusz Korczak - recenzja
Tytuł: "Kajtuś czarodziej"
Autor: Janusz Korczak
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 218
Wydawnictwo: Siedmioróg

Seria: Kanon literatury dziecięcej


Chyba nie ma człowieka, który nie znałby Janusza Korczaka, wspaniałego pedagoga i przyjaciela dzieci. Każdy też z pewnością przeczytał przynajmniej jedną z jego pięknych, mądrych książek. 
Tytułowy bohater książki, Kajtuś - Antoś, to chłopczyk bardzo skory do figlów. Nie wszystkie kończą się dobrze, ale Kajtuś, jak to dziecko, uwielbia psoty. A to zakłada się z kolegą, że w dwunastu sklepach zrobi zakupy bez pieniędzy, a to upiera się, że nie on zrzucił śledzia na głowę gospodarza domu, a to znów dzwoni do drzwi i ucieka, zanim ktoś otworzy, aż wreszcie schował się babci i niechcący zamknęła go w piwnicy, gdzie szukał po ciemku sezamu skrywającego  prawdziwe skarby... Oj, utrapienie z tym chłopakiem. Opinia łobuza przyczepiła się do niego jak rzep do psiego ogona i nawet jeśli stara się być grzeczny, zawsze coś się złego wydarzy.

Kajtuś uwielbia bajki, które opowiada mu babcia. Tylko trudno zrozumieć, co w nich jest prawdą, a co nieprawdą. Kajtuś chciałby wszystkiego spróbować, sam sprawdzić, znaleźć odpowiedzi.

"Leży Kajtuś w łóżku.
Oczy ma zamknięte.
Myśli:
„Co to znaczy, że dziadek był w gorącej wodzie kąpany? Dlaczego babcia mówi, że nie można wiedzieć, co pies myśli? Dlaczego dzikie wino? Mówiła babcia, że dzikie wino to zwyczajne liście trujące, nawet nie pokrzywa, więc dlaczego dzikie?”.
Nieprzyjemnie zawsze prosić, żeby wytłumaczyli. Czasem chcą, czasem nie chcą powiedzieć. A jak nie chcą, to tak pokręcą, poplączą, że nie można zrozumieć.
Aż złość bierze."

Jak to się stało, że Kajtuś został... czarodziejem? Nie zdradzę, bo warto przeczytać o tym samemu.

Korczak w postaci Kajtusia namalował czytelnikowi obraz typowego dziecka, z bujną wyobraźnią i mnóstwem pomysłów na zabawy z kolegami, ciekawego świata aż do bólu. W prosty sposób, za pomocą krótkich zdań, pokazał jego psychikę, emocje, tok myślenia. To aż niesamowite, że dorosły człowiek tak świetnie potrafił oddać wszystko, co dzieje się w dziecku.

Polecam książkę do wspólnego czytania z dziećmi lub młodszym rodzeństwem. Zawiera wiele mądrości, idealnych do rozmów z dzieckiem na poważne i czasami trudne dla nich tematy.

Zoja


15 listopada

"Rozgrywka" Jenn Sterling - recenzja

"Rozgrywka" Jenn Sterling - recenzja
Tytuł: "Rozgrywka"
Autor: Jenn Sterling
Gatunek: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 297
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: The Perfect Game, tom1


Autorka zajęła się pisaniem książek, gdy zwolniono ją z pracy. Czy wyszło jej to na dobre? Czy ma talent literacki? Po lekturze pierwszego tomu serii The Perfect Game myślę, że jest świetna w tym, co robi.

Książka Jenn Sterling pt.: „Rozgrywka” to młodzieżowa powieść zawierająca wątek miłosny. Głównymi bohaterami są Jack Carter – baseballista i uczeń liceum - oraz Cassie Andrews. Cassie jest pasjonatką fotografii i wiąże z nią swoją przyszłość. Jack to utalentowany zawodnik, który dostaje propozycję grania w najlepszej młodzieżowej lidze.

Losy głównych bohaterów splatają się ze sobą. Zakochują się w sobie, ale czy ta miłość przetrwa?
On na każdym meczu otoczony jest fankami, a ona dostaje pracę w Nowym Yorku. Pojawia się Chrysle, która postanawia, że Jack zostanie jej mężem...
Jack zostaje powołany do zawodowej ligi. Z daleka od Cassie. Jednak gra w tej lidze to jego marzenie i cel, do którego dążył od małego dziecka, kiedy to dziadkowie zapisali go na zajęcia sportowe.

Główni bohaterowie przeżywają w swoim życiu wiele przygód, czasem zabawnych, czasem niebezpiecznych. Jak to wszystko się skończy? Przeczytaj, a na pewno nie będziesz żałować, że poświęciłeś wieczór na tę książkę.
Polecam na jesienne wieczory dla każdego, kto lubi lekkie i przyjemne powieści.

K@te


11 listopada

"Początek" Taran Matharu - recenzja

"Początek" Taran Matharu - recenzja
Tytuł: "Początek"
Autor: Taran Matharu
Gatunek: epika - fantasy
Liczba stron: 420
Wydawnictwo: Jaguar
Cykl: Zaklinacz, tom 1


Po tę książkę sięgnęłam, ponieważ zawsze dobrze czułam się czytając fantastykę. Zaledwie otwierając ją można dostać się do odległej krainy i przeżywać najwymyślniejsze przygody razem z bohaterami.
Autor książki potrafi popisać się niesamowitą wyobraźnią, tworząc ciekawe wątki oraz niesamowite zwroty akcji. Warto również wspomnieć, że jest to powieść z Wattpada, która w pół roku zyskała aż 3 miliony czytelników!

Cała akcja rozgrywa się w królestwie Hominum, gdzie poznajemy młodego Fletchera i śledzimy jego przygody. Jak to zwykle na początku książek, nasz główny bohater myśli, że jest całkowicie przeciętnym, normalnym człowiekiem. Później okazuje się, że to nie tak, jak Fletcher myślał. Z biegiem wydarzeń poznaje nie pałającą do niego przyjaznym nastawieniem elfkę oraz rozgoryczonego krasnoluda. Połączyła ich fascynująca historia, która nie pozwoli Wam się oderwać od książki. Muszę również wspomnieć o zagrożeniu ze strony orków, z którymi Hominum prowadzi wojnę od wielu lat, a zaklinaczy, którzy są najistotniejsi w walce z nimi, jest coraz mniej.

Książka przepełniona jest humorem i pokazuje prawdziwe, przyjacielskie więzi. Bardzo ciekawie opisane są sytuacje polityczne w królestwie. Rozdziały nie są długie, ale kończą się w takich momentach, że od razu chce się czytać następny. W pewnej chwili fabuła rozwija się tak szybko i emocjonalnie, że czytelnik jest przepełniony falą najróżniejszych uczuć. 

Ta książka spodoba się nie tylko osobom, które kochają fantastykę. Siedząc w pracy, w szkole lub jedząc kolację czytelnik zastanawia się, co będzie się działo dalej. Zdecydowanie jest to książka godna polecenia.

Agnieszka


07 listopada

"Dziwna i taki jeden" Meagan Brothers - recenzja

"Dziwna i taki jeden" Meagan Brothers - recenzja
Tytuł: "Dziwna i taki jeden" 
Autor: Meagan Brothers 
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 330
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal; YA!

W tej książce mamy do czynienia z historią pozornie zwykłą, opowiadającą o losie dwojga nastolatków, Roryego i Luli. Są to przyjaciele, dzielący zainteresowania, poglądy, szkołę, a także myśl, że nie są do końca tacy, jak wszyscy. Każde z nich boryka się z problemami, pasującymi do współczesnego świata, łącznie z trudnym tematem jakim jest alkoholizm czy tożsamość seksualna. Książka, jako opowieść spodobała mi się. Nie znalazłam tam lektury jak z podręcznika, lecz na pewno dobrą historię o pasji i znaczeniu, o przeciwnościach losu i ich pokonywaniu. Stosunkowo łatwa do przeczytania, pozwala polubić czy nawet pokochać dwójkę głównych bohaterów, rozśmiesza, ale także zmusza do łez i ogólnie określiłabym ją mianem przyjemnej. 

Fabuła czasami zaskakuje, zawiera też dużo przemyśleń i myślę, że znajdą się odbiorcy tej powieści wśród wszystkich kategorii wiekowych. Lubię podejmowanie tematu przyjaźni czy miłości, bo każdy widzi ją inaczej. Szczególnie dla nastolatków, w których gronie się znajduję, te tematy potrafią być zbyt wrażliwe do poruszania. Nie chcemy rozmawiać o niczym z obawy przed odrzuceniem czy właściwie z niewiedzy. Nie chcemy zostać skrzywdzeni, albo lekkomyślnie postępujemy, zostając ze złamanym sercem, które nie jest łatwe do posklejania. Wtedy bronimy go aż nadto. Miłość jest przecież równie piękna i niewinna, jak i niesamowicie delikatna. Lula też miała tutaj taki problem. Zaczęła pytać i zastanawiać się. Odkrywać uczucia. Podróż, którą odbyła, bardzo jej pomogła. 

Technicznie, bo o tym też trzeba napisać, książka ta ma bardzo wygodną czcionkę i liczy sobie 330 stron. Mam wrażenie, jak przy wszystkich książkach, że każdy może ją przeczytać. Ta historia jest naprawdę jedną z przyjemniejszych. Zawiera wiele metafor i sprawia, że chce się uśmiechać. Uważam, że piękno w niej ukryte jest zdecydowanie warte przeczytania. A zatem... Idźcie i czytajcie, a kto wie, jaka przygoda zachwyci Was na następnych stronach!

Ola


06 listopada

„Wielki powrót detektywa Pozytywki” Grzegorz Kasdepke - recenzja

„Wielki powrót detektywa Pozytywki” Grzegorz Kasdepke - recenzja
Tytuł: „Wielki powrót detektywa Pozytywki”
Autor: Grzegorz Kasdepke
Ilustrator: Piotr Rychel
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 74
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Cykl: Detektyw Pozytywka, tom 8


Po książkę sięgnęłam zainspirowana intensywnie zieloną okładką. Jak zwykle, kolejna część o detektywie Pozytywce Grzegorza Kasdepkego, nie rozczarowała mnie. Autor konsekwentnie snuje swą opowieść o wątłym ciałem, aczkolwiek nie duchem, detektywie. Treść książki tradycyjnie wzbogacają rysunki niezrównanego Piotra Rychela. Fabuła kręci się dookoła kamienicy, w której mieści się biuro detektywistyczne, i jej mieszkańców. Całą treść komplikuje zniknięcie głównego bohatera, czym najbardziej martwią się mali mieszkańcy domu. Wydarza się wiele tajemniczych zjawisk, opisanych w formie zagadek. Najbardziej spodobała mi się piąta o skarbie i mumii w piaskownicy. Autorowi udało się to świetnie powiązać z postacią wielkiego detektywa, ale nie będę zdradzać szczegółów. W końcowym etapie wyjaśnione zostają wszelkie matactwa oszustów, a odpowiedzi sąsiadom udziela zabandażowany Pozytywka. Dla mniej uważnych czytelników autor umieszcza na końcu książeczki odpowiedzi na wszystkie zagadki. Książka przeznaczona jest dla uczniów klas młodszych, ale na pewno czwartoklasiści z przyjemnością ją przeczytają. Polecam gorąco.

Elka



31 października

"Niepoliczalne" Karen Gregory - recenzja

"Niepoliczalne" Karen Gregory - recenzja
Tytuł: "Niepoliczalne"
Autor: Karen Gregory
Gatunek: literatura młodzieżowa, powieść obyczajowa
Ilość stron: 304
Wydawnictwo : Jaguar 


W swojej debiutanckiej powieści Karen Gregory opisuje losy Heddy, którą często osoby wtajemniczone w jej życiorys nazywają "zawodową anorektyczką". W wyniku choroby siedemnastoletnia dziewczyna po przejściach ma kota na punkcie liczb i liczenia, do czego po części nawiązuje tytuł książki. Dosłownie zaś tytuł dotyczy uczucia dziewczyny do jej córki Rose; miłości, która jest niepoliczalna, do czego nawiązuje przesłanie i zarazem ostatnie słowa książki: "Tego, co najważniejsze, nie da się policzyć".

Mania rachowania rozpoczyna się u Heddy od zajęć matematyki w collegu, na które rzadko uczęszcza, przez notoryczne ważenie się i zapisywanie swojej wagi w specjalnie przeznaczonym do tego zeszycie, aż do chwili, kiedy robi testy ciążowe zlecone przez Felicity, jej terapeutkę, która się nią zajmuje do osiągnięcia pełnoletności. Wówczas wychodzi na jaw prawda, że testy są pozytywne, a więc Hedda zaszła w ciążę. Od tej chwili życie głównej bohaterki stopniowo zmienia się, a w drodze do wyzdrowienia dziewczyna przekonuje się, że nie jest ono usłane różami. Właściwie, przez jej zaburzenia odżywiania, które personifikuje i nadaje im imię “Nia”, cierpi najbardziej, o czym przekonuje się z czasem.

Podczas jej przygody z pokonywaniem anoreksji i samej siebie poznaje wiele osób, m.in.: Joannę - pracownicę pomocy społecznej; Molly – rówieśniczkę i zapaloną saksofonistkę; Laurel – dziewczynę z ośrodka, o której sylwetkę jest zazdrosna; Robina - chłopaka z sąsiedztwa, którego pokochała; Jade - przyjaciółkę Robina, która kochała go bez wzajemności oraz wiele innych ciekawych postaci.

Moim zdaniem historia Heddy, dziewczyny zmagającej się z trudnościami macierzyństwa, które w połączeniu z Nią są syzyfową wręcz pracą, uświadamia nam, że życie jest pełne przeszkód, które jesteśmy w stanie pokonać, tylko potrzebujemy do tego odpowiedniej motywacji i pomocy ze strony innych. Sądzę więc, że warto sięgnąć po tę książkę, niezależnie od wieku, choć momentami w tekście pojawia się tzw. „łacina podwórkowa”, ale to naprawdę bardzo rzadko i tylko po to, by podkreślić emocje zawarte w opisywanej sytuacji. Na dłuższą metę jednak nie odczuwa się jakiejkolwiek wulgarności, lecz wręcz przeciwnie – z każdą kolejną stroną czytelnik zaczyna współczuć Heddy i zastanawiać się nad własnym życiem, co może okazać się bardzo pouczające. Osobiście polecam tę książkę ze względu na jej niesamowity styl, przemawiający do odbiorcy i nieraz rozśmieszający do łez, a momentami przekazujący ważne prawdy życiowe.

Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że występują w tej powieści fragmenty jakby wyrecytowane z "Gwiezdnych Wojen", które nadają jej unikalny humor, a także podsycają mój entuzjazm w kierunku tej książki i zarazem skłonią do przeczytania jej niejednego fana Gwiezdnej Sagi. 

Podsumowując, polecam tę skłaniającą do refleksji powieść każdemu, czy do dorosłemu, czy nastolatkowi, a nawet osobie starszej. Uważam bowiem, że dawkę doświadczeń życiowych, jakie oferuje ta lektura, powinien poznać każdy bez wyjątku, aby stać się lepszym dla otoczenia i dla samego siebie.

Agnieszka


Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger