piątek, 1 kwietnia 2016

"Miłość na krawędzi" Sophie McKenzie - recenzja

Tytuł: "Miłość na krawędzi"
Autor: Sophie McKenzie
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ilość stron: 251
Wydawnictwo: Akapit Press



"Miłość na krawędzi" to czwarta i zarazem ostatnia część serii opowiadającej historię River i Flynna. Pierwsze dwa tomy wspominam bardzo ciepło. Poruszały częste we współczesnym świecie problemy, takie jak bieda, alkoholizm czy skłonność do nadmiernej agresji, a jednak były również lekkie i przyjemne w lekturze. Bardzo ceniłam w nich realizm i prostotę - pozwalało to lepiej wczuć się w całą historię. Niestety trzecia część nie przypadła mi do gustu, była jak dla mnie zbyt monotonna, ale mimo to postanowiłam dać tej serii jeszcze jedną szansę. Czy było warto? Przekonajmy się.

Odkąd Flynn odszedł minęło prawie pięć miesięcy. River wciąż mieszka ze swoim ojcem w komunie i usilnie próbuje zapomnieć o byłym chłopaku. Chodzi do szkoły, pomaga w codziennych pracach na farmie i udaje przed innymi, że wszystko z nią już w porządku. Całkiem dobrze sobie radzi, dopóki nie otrzymuje zaproszenia na ślub siostry Flynna, na którym chłopak oczywiście również będzie. Dziewczyna jest przekonana, że już się z niego "wyleczyła", a ich ponowne spotkanie tylko to potwierdzi. River kupuje więc wyzywającą sukienkę i ochoczo rusza zrealizować swój plan, mimo iż jej przyjaciele tego nie pochwalają. Rzecz jasna nic nie idzie po jej myśli i na widok Flynna jej serce znów zaczyna mocniej bić. Bohaterowie spotykają się później jeszcze kilka razy, dawne uczucia odżywają, jednak szybko okazuje się, że chłopak wplątał się w poważne kłopoty, a przez niego również River jest w niebezpieczeństwie. Oboje postanawiają zawalczyć o siebie nawzajem i wspólną przyszłość.

"Miłość na krawędzi" jest zarazem lepsza i gorsza od swoich poprzedniczek. Można ją podzielić na części, gdzie nic się nie dzieje i dzieje się aż nadto. Z początku monotonna, później świetnie trzyma w napięciu. Główna bohaterka, River, irytowała mnie jak nigdy, Flynn za to rozczulał swą nagłą szczerością, zrozumieniem i troską o ukochaną. Nie potrafię jednak pojąć, w jaki sposób autorka przeszła od nastoletniego zauroczenia, szkolnego życia i castingu do "Romea i Julii" przedstawionych w pierwszym tomie, do mafii, strachu, gróźb i walki o przeżycie. Moim zdaniem seria bardzo wiele na tym straciła. To tak, jakby "Miłość na krawędzi" była zupełnie inną powieścią, gdzie nie zmieniły się jedynie imiona bohaterów.

Gdybym miała podsumować fabułę całej serii w jednym zdaniu, napisałabym, że jest to historia dwojga młodych ludzi, którzy wciąż się schodzą i rozchodzą. Na początku jednak autorka przedstawia to wyjątkowo delikatnie i realistycznie - z pewnością niejedna nastolatka doświadczyła niemal identycznych sytuacji! Później niestety wszystko wydaje się być wymuszone i przerysowane. W ostatnim tomie główna bohaterka z racjonalnej dziewczyny zamienia się niekonsekwentną, niezdecydowaną i niedojrzałą nastolatkę, co niesamowicie utrudnia czytanie. Sama autorka odbiega od przyjętych początkowo motywów i niemal całkowicie zmienia sens pisanej powieści.

Odpowiadając na zadane wcześniej pytanie: nie, chyba nie było warto. Jeżeli naprawdę chcecie poznać historię miłości River i Flynna to zdecydowanie polecam dwa pierwsze tomy serii, do pozostałych zaglądacie na własną odpowiedzialność ;-)


Edelline


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz