poniedziałek, 4 stycznia 2016

"Król Kruków" Maggie Stiefvater - recenzja

Tytuł: "Król Kruków"
Autor: Maggie Stiefvater
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 486
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal, Uroboros


Po raz pierwszy z twórczością Maggie Stiefvater zetknęłam się cztery lata temu. Jej seria o wilkołakach z Mercy Falls była i wciąż jest dla mnie czymś niezwykłym. "Drżenie" pochłonęło mnie bez reszty - zauroczyło swoją magią, zafascynowało historią oraz zainspirowało do spróbowania czegoś nowego. To głównie dzięki tej sadze zainteresowałam się i tak bardzo pokochałam gatunki fantasy i paranormal romance. "Drżenie" jest ważne dla mnie również z innego powodu. Było jedną z pierwszych książek w mojej domowej biblioteczce. Nie mam tutaj na myśli zbioru składającego się z encyklopedii, lektur czy słowników. Chodzi mi o pozycje, które zakupiłam sama i dla siebie, by zarówno zaspokajały mój nienasycony czytelniczy głód, jak i cieszyły oko. 
Maggie Stiefvater jest autorką w szerokim tego słowa znaczeniu, gdyż nie tylko pisze książki, lecz również maluje i tworzy muzykę. Na jej oficjalnej stronie internetowej można znaleźć trailery napisanych przez nią powieści. Trailery, które wykonała praktycznie sama począwszy od animacji, przez podkład dźwiękowy, aż do aranżacji. Maggie Stiefvater jest autorką, którą bardzo szanuję. Uwielbiam sposób, w jaki kreuje świat, bohaterów, to jak subtelnie rozwija akcję i pozwala nacieszyć się czytelnikowi każdym przeczytanym słowem. Tym "krótkim" wstępem chciałam uświadomić Wam, jak bardzo nieobiektywna może być ta recenzja. Jednak z drugiej strony, ta powieść podbiła już serca milionów czytelników na całym świecie, więc może faktycznie naprawdę jest tak dobra?
"Król Kruków" z pewnością jest pozycją wyjątkową. Pełno w niej tajemnic, nietuzinkowych postaci i wydarzeń, które niejednego zaskoczą. Najwięcej jest w niej jednak magii. Każde słowo, zdanie i kartka są nią przesycone, również każdy bohater czy miejsce. Zależy od niej radość i szczęście, smutek, ból, a nawet życie i śmierć...

"Niektóre sekrety odsłaniają się tylko przed tymi, którzy są ich warci."

W tej powieści chyba nie można wyodrębnić jednego głównego bohatera. Narracja jest podzielona między Blue - córkę medium, która posiada dar wzmacniania umiejętności innych wróżek, a chłopców z elitarnej szkoły Aglionby. Jedną z głównych zasad dziewczyny jest unikanie uczniów w mundurkach z emblematem kruka, którzy są chorobliwie bogaci i z reguły zadufani w sobie, lecz jak to zwykle bywa, los mimo wszystko splata ze sobą ich ścieżki. Łączy ich bowiem wspólna fascynacja magią i starymi legendami. W ten sposób Blue, Gansey, Ronan, Adam i Noah stają się przyjaciółmi, a może i nawet kimś więcej? Razem wyruszają na poszukiwania mistycznej linii mocy, drogi umarłych - jak nazywają ją wróżki, która wskazuje miejsce położenia grobowca legendarnego Owena Glendowera, walijskiego księcia, który według starodawnych podań nie umarł, lecz tak jak król Artur zapadł w głęboki sen. Każdy z bohaterów poszukuje Glendowera z nieco innych powodów. Gansey chce pozostawić coś po sobie światu, Adam ma nadzieję, że walijski książę odmieni jego los, a Blue pragnie po prostu na własne oczy zobaczyć magię, coś o czym do tej pory słyszała tylko z ust matki i ciotek. Z początku ich podróż jest fantastyczną przygodą, jednak z czasem odkryte przez nich sekrety zaczynają przerastać ich samych...
Tak naprawdę, historia opisana w "Królu Kruków" jest o wiele bardziej złożona. Powieść liczy sobie niemal pięćset stron, trudno więc byłoby streścić całą jej fabułę w jednej recenzji. Myślę, że naprawdę warto po nią sięgnąć, aby poznać wszystkie jej tajemnice. Mogłabym godzinami rozpływać się nad stylem i warsztatem pisarskim autorki. Nad tym jak profesjonalnie wykreowała oryginalnych bohaterów, zobrazowała Cabeswater i inne lokacje. Każde wydarzenie, akcja, są przemyślane, widać, że pani Stiefvater doskonale wie, czego oczekuje od całości tekstu i uparcie dąży do obranego sobie celu. Te wszystkie zawarte w powieści sekrety, drobne niuanse, intrygi, zawiłości i emocje sprawiają, że cały czas chce się więcej i więcej. Jak to dobrze, że na mojej półce już czeka kolejny tom, po który mogę bez przeszkód sięgnąć. Szczerze polecam.

Edelline



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz