09 stycznia

"Messi. Uwierz w siebie" Leo Messi, Martin Casullo - recenzja

"Messi. Uwierz w siebie" Leo Messi, Martin Casullo - recenzja
Tytuł: Messi. Uwierz w siebie
Autor: Leo Messi, Martin Casullo

Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Sine Qua Non


"Messi. Uwierz w siebie" to jedyna oficjalna książka, opisująca cały życiorys chyba najpopularniejszego piłkarza świata. Mimo że znacie go zapewne lepiej niż on sam, to ta książka jest naprawdę warta uwagi. Wspaniały tekst zwieńczają zdjęcia, które są świetnym tłem tej niezwykłej opowieści. Według mnie ta książka aż PACHNIE sukcesem. Sukcesem wyjątkowym, bo związanym z wiarą we własne siły jej bohatera. To super, że zdecydował się podzielić swoją siłą z innymi ludźmi i przekazuje nam, czytelnikom, swoje przesłanie, zawarte w tytule biografii.

!SPOILER ALERT!

,,Messi. Uwierz w siebie” to książka, która niewątpliwie powinna się znaleźć w biblioteczce każdego fana FC Barcelony oraz tzw. ,,zbieracza biografii sportowych”.
Mimo że książka ma tylko 336 stron, jest świetnie napisana.
Wrażenia, których dostarcza biografia tzw. Atomowej Pchły, są niesamowite. To na pewno jedna z nielicznych biografii piłkarzy, która naprawdę mnie zaciekawiła. Czy wiecie, na przykład, ile nagród dla Najlepszego Strzelca zdobył Leo Messi? HA! A ja już wiem!
Treść zawarta w tej historii na pewno niejednego czytelnika pobudzi do refleksji nad sobą i swoim życiem, aby się nie poddawać i bardziej wierzyć w siebie. Do tego jeszcze te emocje z piłkarskiego boiska można znaleźć między wierszami! Najbardziej spodobała mi się część zatytułowana "Historia w obrazach". Nie na darmo mówi się, że jesteśmy pokoleniem wychowanym na grafice. Świetnie mi się oglądało te wszystkie opisane dokładnie zdjęcia. 

!KONIEC SPOILERU!

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na bardzo istotną według mnie sprawę. Otóż, według informacji na okładce, dochód ze sprzedaży tej książki będzie przekazany Fundacji Leo Messiego, która wspiera ubogie dzieci na całym świecie. To dopiero gest! 
Polecam tę biografie przede wszystkim osobom, które, w przenośni lub dosłownie, kochają FCB, jak i Messiego. Ta książka dostaje ode mnie ocenę 8/10, a Wy, jak ją ocenicie?
Zachęcam również moich kolegów ze szkoły do wypożyczenia drugiej książki o FCB, która jest zatytułowana ,,Barça. Życie, pasja, ludzie”. Książkę tę wydaje również SQN, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by rzucić okiem i na nią na stronie www wydawnictwa. 


Karol

 

07 stycznia

Kroniki Rodu Kane Rick Riordan - recenzja

Kroniki Rodu Kane Rick Riordan - recenzja

Tytuły: "Czerwona Piramida", "Ognisty Tron", "Cień Węża"
Autor: Rick Riordan
Liczba stron: 544 (t. 1) , 466 (t. 2) 420 (t. 3)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Seria: Kroniki rodu Kane

Bardzo chciałem przeczytać te książki. Interesuje mnie ostatnio taki typ fantastyki, w którym akcja dzieje się blisko naszych czasów, ale występują elementy czysto fantastyczne.
Książki z tej serii należą do gatunku fantastyki lecz nie wszystko zostało wymyślone przez autora. Pan Riordan, tak jak w przypadku pewnej innej serii, zaczerpnął trochę z wierzeń starożytnych cywilizacji. Tym razem padło na Egipt.

Bohaterami tej serii są Carter i Sadie Kane. Carter ma 14 lat i „mieszka” z tatą, który jest archeologiem. Mieszka w cudzysłowie, bo cały czas podróżują i nie zostają długo w jednym miejscu. Sadie ma 12 lat i mieszka z dziadkiem i babcią w Londynie oraz wiedzie normalne życie. Matka rodzeństwa nie żyje od 5 lat.
W wigilię Bożego Narodzenia ojciec idzie z nimi na pozornie normalną wycieczkę do muzeum. Nikt z nich nie spodziewał się, jaki to będzie miało wpływ na ich życie... 
Po odbyciu pewnego rytuału na Kamieniu z Rosetty uwolnionych zostaje pięciu egipskich bogów: Set, Izyda, Horus, Ozyrys i Neftyda. W pierwszej części rodzeństwo Kane'ów próbuje powstrzymać Seta przed zawładnięciem światem. W drugim tomie nasi bohaterowie muszą odnaleźć boga słońca Ra i powstrzymać Rosjanina Włada Mienszykowa przed sprowadzeniem Apopisa, węża, który jest ucieleśnieniem chaosu. Natomiast w ostatniej części dochodzi do ostatecznego starcia Cartera i Sadie z Apopisem. Nie muszę chyba dodawać, że Riordan jest mistrzem budowania dramaturgii i nagłych zwrotów akcji, więc trudno mi się było oderwać od lektury. 
Akcja serii rozgrywa się w kilku różnych miejscach na Ziemi (głównie w Ameryce i Egipcie), a także poza nią. W książce wykorzystanych zostało bardzo dużo egipskich motywów. Bohaterami opiekuje się bogini-kot Bastet, a ich patronami są Horus i Izyda. 
Trochę obawiałem się czy fabuła związana z mitologią egipską przypadnie mi do gustu, bo lepiej znam grecką. Jednak zaskakująco szybko mijał mi czas przy czytaniu tej serii. Polecam ją każdemu, kto chciałby poczytać o czymś nowym (co jak co, ale wierzenia starożytnych Egipcjan to dość rzadko spotykany temat), jak i tym osobom, które Egiptem są zainteresowane.

Eryk


07 stycznia

"Wzorzec zbrodni" Warren Ellis - recenzja

"Wzorzec zbrodni" Warren Ellis - recenzja
Tytuł: "Wzorzec Zbrodni"
Autor: Warren Ellis
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: Sine Qua Non


Ten tytuł bardzo mnie zaciekawił. Trochę zwlekałem z rozpoczęciem czytania, lecz gdy zacząłem, żałowałem, że nie zacząłem czytać tej książki wcześniej!

"Wzorzec Zbrodni" to kryminał z krwi i kości. Jest w nim dużo czarnego humoru, trochę brutalności i sporo przekleństw (niektórych może to zniechęcić, więc ostrzegam) ale też i wciągająca, filmowa wręcz, fabuła.
Akcja zaczyna się, gdy dwóch nowojorskich detektywów, przyjaciół i partnerów, Johna Tallowa i Jima Rosato wysłano na z pozoru typową sprawę. Jim jednak ginie, John się załamuje i przez przypadek odkrywa pomieszczenie wypełnione bronią. Okazuje się, że z każdej broni z pomieszczenia kogoś zabito. Tak oto nasz bohater John Tallow sprowadził na siebie gniew pewnego szaleńca i musi się dowiedzieć, o co tak naprawdę chodzi.
Niby typowy scenariusz, ale wciąga jak czarna dziura. Głównie jest to zasługa nietypowych bohaterów. Jest kilka postaci, które naprawdę zapadają w pamięć, jak np. Scarly i Bat (autentyczne imię), pracownicy CSU (Crime Scene Unit), którzy początkowo z niechęcią pomagają Johnowi.
Bardzo mi się w tej książce spodobała narracja. Co prawda była trzecioosobowa, ale na korzyść działały (bardzo filmowe) skoki narracji pomiędzy bohaterem a antagonistą i czasem do innych osób.
Bardzo spodobała mi się ta książka. Polecam ją fanom kryminałów, ale takim, którym pewne mocniejsze rzeczy (wspomniane na początku) nie przeszkadzają.

Eryk


06 stycznia

"Zemsta anioła" L.A. Weatherly - recenzja

"Zemsta anioła" L.A. Weatherly - recenzja
Autor: L.A. Weatherly
Tytuł: Zemsta Anioła
Stron: 495
Wydawnictwo: Świat Książki
Trylogia: Anioł


To już trzecia, i niestety ostania, część trylogii L.A. Weathearly. Książka ma tytuł „Zemsta Anioła" i podobnie jak poprzednie części jest bardzo wciągająca i czyta się ją z zapartym tchem.
Po wielkim trzęsieniu Ziemi miasta już nie istnieją. Ludzie mieszkają w gruzach swoich domów bez prądu i jedzenia. Alex i Willow wraz z resztą ZA, które przeżyło katastrofę, mieszkają w bazie w Nevadzie. Podziemna kryjówka na środku pustyni jest doskonałym miejscem na ukrycie się przed Aniołami, które nie wiedzą, czy ich wrogowie jeszcze istnieją. Tymczasem Anioły po raz kolejny pokazują ludziom  swoje „dobre chęci” i zaczynają budować tzw. Edeny. Są to zamknięte osiedla, którymi bestie wabią do siebie ludzi pokazując im, że mogą żyć tak, jak przed trzęsieniem. Szkoda tylko, że w ten sposób ludzie wpadają w pułapkę, z której nie da się uciec, przez co stają się stałym pokarmem swoich „wybawicieli”.
Po kolejnej nieudanej próbie pozbycia się raz na zawsze Aniołów z naszego świata, pojawia się jednak iskra nadziei. Willow dochodzi do wniosku, że skoro Anioły są ze sobą związane więzią, dzięki której odczuwają śmierć swoich pobratymców, wystarczy zabić jeszcze około stu aniołów, aby uratować świat. Ponadto ludzie mieszkający wciąż w gruzowiskach zaczynają głosić "Głos Wolności", w którym opisują ZA jako bohaterów ratujących ich życie i przestrzegają przed Aniołami. Wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku, kiedy nagle Azazel zrywa więź, która łączy wszystkie Anioły, co powoduje, że plan opracowany przez naszych bohaterów legł w gruzach i po raz kolejny szansa na zabicie wrogów znika, a ludzkość znów jest zagrożona. Z zaistniałej sytuacji nie cieszą się zarówno zabójcy, jak i same Anioły, które zaczynają się buntować i popełniać masowe samobójstwa. Alex czuje się winny, że  nie potrafił ochronić swoich ludzi i postanawia udać się na śmiertelnie niebezpieczną misję. Ma nadzieję, że dzięki dziełu swojego ojca uda mu się ocalić świat. Wyjeżdża nikomu nie zdradzając szczegółów swojej wyprawy i jedynie zapewniając swoją ukochaną, że niebawem znów się spotkają. Willow szybko orientuje się, że jej chłopak ją okłamał i wraz z Samem wyrusza ratować Alexa przed pewną śmiercią. Co wspólnego ma z tym wszystkim matka Willow, Miranda, i czy uda im się wreszcie pokonać Anioły?
Uważam, że ta część jest znakomitym ukoronowaniem całej trylogii. Podobnie jak w poprzednich częściach nie zabraknie akcji, odkrywania nowych tajemnic i zaskakujących sytuacji u naszych bohaterów. Mam nadzieję, że w przyszłości będę miała okazję jeszcze niejednokrotnie mieć do czynienia z książkami L.A Weatherly, ponieważ „Anioł” trafił dokładnie w moje gusta.
           

Ksenia


06 stycznia

"Lewiatan" Boris Akunin - recenzja

"Lewiatan" Boris Akunin - recenzja
Tytuł: "Lewiatan"
Autor: Borys Akunin
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: Świat Książki
cykl: Przygody Erasta Fandorina, tom 3



Pierwsza część cyklu o Eraście Fandorinie była bez wątpienia jednym wielkim ukłonem w stronę Artura Conan Doyle'a i wykreowanego przez niego Sherlocka Holmesa, zaś trzecia część niezaprzeczalnie nawiązuje i zarazem wchodzi w dialog z dziełami kobiecej mistrzyni kryminału, czyli Agathy Christie.
Widać to przede wszystkim w warstwie fabularnej - akcja powieści toczy się na statku, a grono podejrzanych zostało siłą rzeczy ograniczone do niewielkiej liczby osób, która spędza ze sobą dużo czasu. Borys Akunin wprowadził do powieści tylko rozdziały pisane z punktu widzenia pasażerów statku; co ciekawe Erast Fandorin nie ma osobnego rozdziału, tylko pojawia się w relacjach innych bohaterów.
Wszystko to wprowadza do cyklu powiew świeżości, ale też utrudnia czytelnikowi odkrycie tożsamości zbrodniarza.
Sama zagadka kryminalna osnuta jest wokół zabójstwa jedenastu osób, znanego brytyjskiego kolekcjonera hinduskich dzieł sztuki oraz jego służby i kradzieży chusty i złotego posągu o ogromnej wartości. Co nieco rozczarowujące jest to, że mimo utrudnień wprowadzonych przez Akunina, zagadka nie jest szczególnie trudna, głównie ze względu na przesadnie dużą ilość poszlak.
Choć zagadka jest prosta, to ta część cyklu pogłębia rys psychologiczny Erasta Fandorina i, co więcej, wyraźnie sugeruje rychłe pogodzenie się z wydarzeniami z pierwszego tomu i rozpoczęcie nowego życia.
Należy również napomknąć o ponownie świetnej jakości wydania - okładka i liternictwo są naprawdę estetyczne oraz wręcz stylowe, zaś papier jest biały, dobrej jakości.
Mogę z czystym sercem polecić "Lewiatana" każdemu fanowi powieści o Eraście Fandorinie. Wprawdzie niektóre elementy szwankują, lecz inne są naprawdę świetnie zrealizowane. Tom ten zapewnia dużą dozę rozrywki naprawdę satysfakcjonującej jakości. Z całą pewnością z chęcią sięgnę po kolejne części.

Dagmara

05 stycznia

"Azazel" Boris Akunin - recenzja

"Azazel" Boris Akunin - recenzja
Tytuł: "Azazel" 
Autor: Boris Akunin 
Liczba stron: 224 
Wydawnictwo: Świat Książki 
cykl: przygody Erasta Fandorina, tom 1


Boris Akunin jest autorem rosyjskim gruzińskiego pochodzenia. Urodził się w 1956 roku, w Zestaponi. W literackim świecie zasłynął głównie jako tłumacz z japońskiego i eseista. Postać Erasta Fandorina narodziła się podczas pisania "Pisarza i samobójstwa", swego rodzaju encyklopedii, odpowiadającej na pytanie, jak ci ludzie próbowali godnie wyjść naprzeciw śmierci. Ciężar tematu sprawił, że Akunin poczuł się zmęczony i w ramach odpoczynku napisał pierwszą część cyklu o Eraście Fandorinie, czyli "Azazela", którego chciałabym tutaj zrecenzować. 
Książka ta to powieść detektywistyczna, przywodząca na myśl sir Arthura Conan-Doyla i jego serię o Sherlocku Holmesie. Akcja rozgrywa się w 1876 roku, głównie w carskiej Rosji lecz także Londynie. Głównym bohaterem książki jest młody moskiewski kancelista, Erast Fandorin. W skrytości ducha marzy on o przygodach, rozwiązywaniu rozmaitych zagadek kryminalnych i pościgach, jednakże biurowy charakter jego pracy uniemożliwia mu wykazanie się. Szansę na poprawę swej pozycji dostaje, gdy pewien młody student popełnia samobójstwo w publicznym parku. Sprawa wydaje się być prosta, lecz Erast ma na ten temat inną opinię... 
Muszę przyznać, że "Azazel" to lektura, która trzyma czytelnika w napięciu - akcja jest nadzwyczaj wartka, bohaterowie nieźle zarysowani, zaś intryga kryminalna całkiem satysfakcjonująca. Jedynym zgrzytem wydaje się być nadużywanie przez autora deus ex machina - nasz bohater zdecydowanie zbyt często wydobywa się z poważnych tarapatów, by zachowało to jakikolwiek margines prawdopodobieństwa, co naprawdę razi w powieści, z założenia realistycznej. Chciałabym także opowiedzieć trochę o wydaniu - okładka jest naprawdę śliczna i, co więcej, naprawdę pasuje do przyjętej przez autora konwencji retro kryminału. Papier również jest bardzo dobrej jakości. "Azazel" to lektura nader przyjemna, choć niepozbawiona wad. Jednakże są one nieliczne i zdecydowanie nie wpływają one na pozytywny odbiór całości. To naprawdę świetny debiut autora w gatunku typowo kryminalnym. Muszę przyznać, że nie mogę się doczekać kolejnych tomów przygód Erasta Fandorina.

Dagmara

17 grudnia

"Miasto cieni" Ransom Riggs - recenzja

"Miasto cieni" Ransom Riggs - recenzja
Autor: Ransom Riggs
Tytuł: "Miasto cieni"
Liczba stron:
Wydawnictwo: Media Rodzina
 

Sięgnięcie po "Miasto Cieni" jest oczywiste dla każdego, kto czytał pierwszą książkę o przygodach Jacoba Portmana i osobliwych dzieci. Jeśli nie czytałeś jeszcze "Osobliwego Domu Pani Peregrine", to gorąco zachęcam do nadrobienia zaległości podczas świąt!

Kontynuacja "Osobliwego Domu Pani Peregrine" wprowadza nas jeszcze bardziej w świat osobliwców. Poznajemy więcej sekretów dotyczących ich świata, a nawet życia dziadka Portmana. Jacob, który o swoim darze wie od niedawna i dopiero odkrywa swoją osobliwość, zostaje postawiony przed wyborem: wrócić do rodziny i przez resztę życia żyć w strachu, lub zostać w świecie, którego jeszcze dobrze nie poznał, w świecie który jest śmiertelnie niebezpieczny, ale jednocześnie dający szansę na bycie u boku swojej miłości. Nasi bohaterowie wyruszają na ratunek pani Peregrine, a po opuszczeniu wyspy zostają wciągnięci w wir II wojny światowej i od tej pory ich zagrożeniem są nie tylko głucholce, ale i liczne naloty na miasta. Rozpoczyna się walka z czasem, albowiem dzieci dowiadują się o szczególnie trudnej sytuacji pani Peregrine. Okazuje się, że pomóc ich dyrektorce może tylko inna ymbrynka, a ostatnia, zdolna udzielić pomocy, znajduje się w Londynie. Dzieci postanawiają, mając tylko niejasne wskazówki, wyruszyć na podbój angielskiej stolicy. Czy im się uda? Szanse są znikome.
Częste zwroty akcji i fabuła owiana serią tajemnic sprawia, że czytelnik nie może oderwać się od książki. Sama przyłapałam się na długich rozmyśleniach na temat fotografii, które znowu odegrały dużą rolę w odbiorze lektury. Każdy kolejny rozdział niesie więcej niespodzianek, a samo zakończenie... sami się przekonacie! Od katakumb po zwierzęce menażerie: tego wszystkiego możecie spodziewać się po "Mieście Cieni"!

Martyna


16 grudnia

"Przecież Cię znam" Beata Ostrowicka - recenzja

"Przecież Cię znam" Beata Ostrowicka - recenzja
Autor: Beata Ostrowicka
Tytuł: Przecież Cię znam
Liczba stron: 298
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Seria z kropką

 
„Normalna kochająca się rodzina. Beztroska codzienność. Idealny chłopak. Laura chciałaby móc powiedzieć to o swoim życiu, ale nie może…Pewnie dlatego wciąż gdzieś pędzi. Musi przecież pomóc Monice, siostrze, która bardzo wcześnie zaszła w ciążę i samotnie wychowuje dziecko. I pani Wandzie, starszej kobiecie, u której dorabia sobie matka. Do tego Laura trzy razy w tygodniu udziela korepetycji. Powinna też spotykać się z ojcem, na co zwykle nie ma ochoty, bo nie może znieść jego najnowszej „miłości”. Dziewczyna tęskni za dawnymi czasami, choć przed nikim, nawet samą sobą, by się do tego nie przyznała. Na szczęście ma Szarą, na którą zawsze może liczyć. I Błażeja, który, mimo że jest dla niej najbliższą osobą na świecie, nigdy nie będzie jej chłopakiem…” [źródło: okładka]

Czytając opis książki można by pomyśleć, że to banalna tematyka. Nic nadzwyczajnego. Nudne życie nastolatki i jej nastoletnie problemy. Miłość, przyjaźń i rodzina - trzy tematy, z których każda nastolatka potrafi zrobić problem. Ale czytając „Przecież Cię znam” rozczarowałam się bardzo pozytywnie. Owszem, jest to banalna tematyka, zwykłe szare życie młodej Polki i jej zwyczajne szare problemy, ale jakże to życie i problemy bohaterki są bliskie memu sercu. Podczas lektury mogłam uśmiechnąć się czytając o pomysłach Laury, ba nawet czasem zaśmiać się w głos, a czasem robiło mi się przykro, że mimo jej dobrych chęci wszystko zwraca się przeciwko niej. Czytałam tę książkę z prawdziwą przyjemnością i, mimo że nie ma super „happy endu”, intryg, zdrad oraz problemów nie do rozwiązania, nie mogłam oderwać się od lektury. Dlaczego?

Laura to sympatyczna osiemnastolatka, która ma bardzo dobre serce. Dziewczyna przyjaźni się z chłopakiem o imieniu Błażej, który jest dla niej wsparciem w życiu. Ponadto Laura ma jeszcze dwie przyjaciółki: Anię i Dominikę. Dziewczyny różnią się znacznie charakterami. Ania jest osobą opanowaną, współczującą innym, spokojną. Dominika natomiast to dziewczyna wybuchowa, ekscentryczna, a nawet wulgarna. Obie jednak zajmują ważne miejsce w sercu Laury.
Czytając książkę możemy poznać również rodzinę Laury: mamę, tatę i siostrę Monikę. Ta ostatnia ma bardzo wyrazisty charakter, cały czas miałam wrażenie, że z premedytacją wykorzystuje Laurę, dopiero pod koniec lektury okazało się, że... nie, nie zdradzę, musicie sami przeczytać :-)
Jeśli chodzi o rodziców, to sprawa jest prosta. Rodzice po rozwodzie, czyli mama dobra, tata zły. Ale czy tak było w przypadku rodziców Laury?

Zachęcam wszystkich do lektury. Książkę czyta się przyjemnie. Ostrzegam jednak, że fani kryminałów oraz romansów nie znajdą w niej nic dla siebie. Ale czy nie warto poczytać czasem o zwykłym życiu, o decyzjach podejmowanych przez kogoś innego, o sytuacjach z którymi my sami mamy często do czynienia, o przyjaźni damsko - damskiej oraz damsko - męskiej, o relacjach dzieci i rodziców w rozbitych rodzinach? Ponadto książka została napisana prostym językiem, co sprawia, że czyta się ją szybko. I na koniec dodam, że warto czasem zastanowić się dwa razy, zanim powiemy komuś bliskiemu „przecież Cię znam”, bo często bywa tak, że znamy kogoś od wielu lat, a może tylko tak nam się wydaje, że go znamy? Czy człowiek może poznać do końca drugiego człowieka? Mamę, tatę, przyjaciół? Przeczytajcie - warto!!!

Ana

 

11 grudnia

„Nocny śpiew ptaka” Kjell Eriksson - recenzja

„Nocny śpiew ptaka” Kjell Eriksson - recenzja
Tytuł: „Nocny śpiew ptaka”
Autor: Kjell Eriksson
Liczba stron: 351
Wydawnictwo: AMBER


Sięgnęłam po tę książkę z powodu tytułu oraz tematyki, która dla mnie zdecydowanie jest ciekawa. Opis książki znajdujący się na okładce też miał na mnie swój wpływ. Tak, jak podejrzewałam, książka jest nietuzinkowa. Książka ta to kryminał, a że autorem jest Szwed, nazwy i imiona są trudne w wymowie.
Akcja toczy się prawdopodobnie w Szwecji i skupia się na odkryciu tajemnicy śmierci chłopaka, znalezionego martwego w dość nietypowych okolicznościach. W trakcie lektury możemy zgłębiać emocje i uczucia towarzyszące poszczególnym bohaterom, choć moim zdaniem uczuć tych jest bardzo mało. Czytając miałam wrażenie, że autor wyprał treść z wszystkich emocji. Owszem, było napisane co bohater czuł w danej chwili, jednak bez wdawania się w szczegóły. Żadnego wprowadzenia czy czegoś, co pomogłoby czytelnikowi lepiej rozumieć sferę emocjonalną postaci. Oczywiście to nie jest tak, że ta książka nie wzbudza żadnych emocji, bo wtedy autor nie dostałby za nią nagrody dla Najlepszej Powieści Roku Szwedzkiej Akademii Literatury Kryminalnej. Znajdują się tu fragmenty, przy których można (czasami nawet trzeba!) się uśmiechnąć. Dialogi między postaciami też są ciekawe. Bardzo spodobał mi się pomysł na pisanie na początku rozdziału dat i godzin, w czasie których toczy się akcja powieści. Pomysł na pogrubienie czcionki pierwszego zdania rozdziału lub po małym przeskoku w czasie uważam za zbędny. Ma się wrażenie, że to zdanie jest ważne dla książki, a koniec końców nie wnosi nic istotnego. 

Pomimo tych drobnych wad warto przeczytać tę książkę. Poleciłabym ją osobom lubiącym kryminały. Zachęcam do przeczytania wszystkich, którzy nie zrażą się tym, że akcja rozkręca się dość powoli.

Nicola


10 grudnia

"Północ i Południe" Elizabeth Gaskell - recenzja

"Północ i Południe" Elizabeth Gaskell - recenzja
Tytuł: "Północ i Południe"
Autor: Elizabeth Gaskell
Liczba stron: 576
Wydawnictwo: Świat Książki



Choć wybrałam do recenzji tę książkę sama, nie była to dla mnie łatwa lektura. Spodziewałam się trochę innego klimatu, ale okazało się, że czytanie o XIX-wiecznej Anglii trochę mnie nudzi. Mimo to jednak trafiłam w treści również na takie fragmenty, które mi się podobały. 
Elizabeth Gaskell opisuje w swojej powieści między innymi życie Margaret Halle, która wraz z ojcem przenosi się z pięknego Helston na Południu do nieciekawego i zaniedbanego Milton na Północy. Ojciec dziewczyny był pastorem, jednak postanowił zmienić swoje życie i wystąpił z Kościoła. Ta decyzja pociągnęła za sobą przeprowadzkę. Margaret było trudno odnaleźć się w nowym miejscu, w mieście, które wydawało jej się brudne i tak inne od tego, które kochała i gdzie żyło jej się do tej pory tak dobrze. Z czasem jednak poznawała Milton i jego koloryt, a także zawierała nowe znajomości. Zauważyła też problemy, z którymi borykali się mieszkańcy miasteczka. 
W takiej powieści, obok tematów społeczno-obyczajowych, nie mogło zabraknąć również wątku miłosnego. W życiu Margaret pojawił się bowiem przystojny właściciel fabryki, John Thornton. Chociaż pochodzą oni z różnych światów i żądzą nimi różne emocje, ich znajomość powoli się rozwija i krystalizuje. Nie jest to wątek dominujący, a wręcz przeciwnie - delikatny i bez kipiących emocji. 
Podczas lektury bywały fragmenty, które mnie znudziły, ale i takie, które bardzo mnie zainteresowały. 
Książkę tę polecam osobom, które lubią czytać o życiu, codzienności, emocjach i kontaktach międzyludzkich. 

Kasia

Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger