poniedziałek, 30 maja 2016

"Kim jesteś, Sky?" Joss Stirling - recenzja

Tytuł: "Kim jesteś, Sky?"
Autor: Joss Stirling
Gatunek: fantasy, paranormal romance, literatura młodzieżowa
Ilość stron: 380
Wydawnictwo: Akapit Press
cykl: Saga o braciach Benedictach (tom 1)


"Kim jesteś, Sky?" jest kolejną książką, do której wracam po latach. Za pierwszym razem zwróciła moją uwagę między innymi okładką. Skrzętnie ukryta na bibliotecznej półce kusiła intrygującym tytułem, fikuśnymi wzorami i przywołującą na myśl zmysłowość czcionką. Po przeczytaniu obwoluty moja ciekawość nieco zmalała, ale postanowiłam zaryzykować. Cieszę się, że to zrobiłam. Czasami warto zaufać intuicji, gdyż prawdę mówiąc opis na okładce, który zazwyczaj ma przybliżyć potencjalnemu czytelnikowi treść książki, w tym przypadku jest jedną wielką pomyłką. Nie mam pojęcia kto go pisał, ale chyba nie przeczytał więcej niż pierwszych pięćdziesiąt stron powieści. Obwoluta opiewa bowiem romans oraz techniki podrywu zawarte w utworze. Nic bardziej mylnego. Przejdźmy więc może do prawdziwej fabuły.

Wszystko zaczyna się, kiedy szesnastoletnia Sky przeprowadza się wraz ze swoimi zastępczymi rodzicami z Anglii do małego miasteczka w Kolorado. Dziewczyna nie wie kim są jej biologiczni rodzice, jedyne co pamięta, to że została porzucona jako sześcioletnie dziecko. Właśnie dlatego nie ma pojęcia, kim tak naprawdę jest do czasu, aż w nowej szkole spotyka Zeda Benedicta - przystojnego, ale również strasznie aroganckiego miejscowego rozrabiakę. Z początku ich relacje są niezwykle oziębłe, jednak wszystko zmienia się w chwili, kiedy Sky słyszy w swojej głowie głos Zeda i odpowiada mu w ten sam sposób. Chłopak jest tym strasznie zaskoczony, nazywa ją sawantką i swoją przeznaczoną, przy okazji skutecznie ją od siebie odstraszając. Tak, w tym momencie zaczyna się obiecany w obwolucie romans, ale oprócz tego dostajemy porównywalnie dużą dawkę fantastyki, akcji i humoru. Nie wiem jak można nie wspomnieć w opisie książki, że należy ona do gatunku fantasy, czy chociażby, że jest to paranormal romance. Ale wracając do historii - Sky wkracza w niezwykły świat sawantów, czyli ludzi z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Nie może uwierzyć, że tak samo jak Zed i jego rodzina, jest kimś więcej niż zwykłym człowiekiem, że może rozmawiać z nimi telepatycznie i gdzieś w głębi siebie ma swój dar. Na dodatek chłopak wciąż powtarza, że jest jej przeznaczonym, kimś z kim zwiąże się na całe życie. Mimo niepokoju, Sky nie może jednak oprzeć się urokowi Zeda, fascynuje ją on i możliwości jakie przed nią roztacza. Idylla zostaje jednak przerwana i sawanci, którzy chcą skrzywdzić rodzinę Benedictów, porywają Sky. Czy dar Zeda, widzenie przyszłości, pomoże mu w ocaleniu ukochanej? Czy Sky zaakceptuje to, kim naprawdę jest? Aby się tego dowiedzieć, musicie sami sięgnąć po powieść Joss Stirling.

"Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłam, było się w kimś zakochać, bo gdzieś w głębi siebie pamiętałam, że miłość boli."

Starałam się jak mogłam, żeby jakoś zrozumiale wam to przedstawić. Mam nadzieję, że mi się udało, wybaczcie jeśli nie do końca - wciąż jestem niezwykle podekscytowana po skończonej lekturze. Zaczęłam późnym wieczorem, a oderwało mnie od niej dopiero wschodzące słońce, więc mogę nie myśleć całkiem jasno. Powieść ma wiele zalet, ale nie jest idealna. Zabawna, wciągająca, intrygująca - tak, długo mogłabym wymieniać, ale jednak autorka mogła bardziej zagłębić się w temat sawantów, dokładniej wszystko wytłumaczyć, napisać o obiecanym Sky wyjściu do kina, które jednak się nie odbyło... Dobrze, nie będę dłużej owijać w bawełnę, książka powinna być po prostu dłuższa. W kolejnych tomach serii głównymi bohaterami nie są już Sky i Zed, lecz kolejni bracia chłopaka i ich przeznaczone, czuję więc po prostu niedosyt.

Podoba mi się, że w książce jest coś nowego, innego, nie jakieś wilkołaki czy wampiry, które wszystkim już się "przejadły". Autorka świetnie kreuje bohaterów i całą złożoną fabułę. Akcja podzielona jest na kilka kluczowych momentów, dialogi są dość realistyczne, nieprzesadzone, a opisy dokładne, ale nie nudzące. Cóż mogę więcej powiedzieć? Przyjemna, zrównoważona we wszystkim książka. Jedyne co naprawdę dotkliwie mnie zabolało, to kiedy długo nie mogłam nigdzie jej znaleźć - ani w księgarniach, ani w antykwariatach, dlatego kiedy tylko pojawiła się jakimś cudem w sprzedaży w dyskoncie, od razu ją zamówiłam. Niektórzy nie rozumieją, po co kupować książkę, którą już się kiedyś czytało. Są jednak takie utwory, które mają dla nas, czytelników, tak wielkie znaczenie, że stają się przyjaciółmi, a przyjaciół dobrze jest mieć blisko siebie...
Myślę, że tym refleksyjnym akcentem chciałabym zakończyć tę recenzję i szczerze polecić "Kim jesteś, Sky", za wszystko, co sobą reprezentuje.
Edelline


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz