sobota, 27 lutego 2016

"Na imię jej Rose" Christine Breen - recenzja

Tytuł: "Na imię jej Rose"
Autor: Christine Breen
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 317
Wydawnictwo: ŚwiatKsiążki
seria: Leniwa Niedziela


Po śmierci swojego męża Iris, zajmująca się ogrodnictwem, nadal próbuje się pozbierać. Cały czas pamięta o tym, że nie dotrzymała złożonej mu obietnicy. Przyrzekła mężowi przed śmiercią, że odnajdzie biologiczną matkę ich adoptowanej córeczki.Po niepokojących informacjach od jej lekarki Iris zdecydowała się wywiązać z umowy. Opuściła dom, znajdujący się w zachodniej części Irlandii, i wyruszyła na poszukiwania rodziny Rose. Podążając jedynym tropem, jaki posiadała, zawędrowała aż do Bostonu...
Dziewiętnastoletnia Rose, studiująca w Londynie, również przeżywała bardzo trudne chwile. Nie umiała sobie z nimi poradzić. Rozmyślała nad porzuceniem studiów, mimo swojej wielkiej miłości do gry na skrzypcach.

"Maki eksplodują niczym korki z butelek szampana, a widok ich jedwabiście czerwonych wnętrz zapiera ogrodnikowi dech w piersiach. Na twoich oczach w godzinę pąki rozwijają się w duże kielichy i tak dotrwają aż do rana."

Książka ukazuje wiele problemów, z jakimi musi radzić sobie na co dzień prawie każdy z nas. Śmierć kogoś bliskiego, nagłe pogorszenie zdrowia i wiele trudnych decyzji do podjęcia. ,,Na imię jej Rose” jest książką bardzo ciekawą, emocjonującą, wzruszającą i strasznie trudno się od niej oderwać. Fabuła była mocno wciągająca. Polecam.

Mąka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz