wtorek, 16 lipca 2013

"Narodziny Gubernatora" Robert Kirkman, Jay Bonansinga - recenzja



Pierwsza część serii "The Walking Dead - Żywe Trupy" zapowiadała się w moich oczach na interesującą lekturę. Może nijaka, szara okładka przedstawiająca kontury zombie i mężczyzny osłaniającego przed nimi dziecko nie była czymś specjalnie zachęcającym, ale zasugerowałam się dobrymi opiniami serialu i komiksu. Poza tym książki o zombie zawsze mają w sobie to coś, co sprawia, że nie mogą być nieudane. Powiem szczerze, utwór Roberta Kirkmana i Jay’a Bonansinga był interesujący, a nawet wciągający, ale dopiero od strony 150. Jednak zacznijmy od początku.

"Narodziny Gubernatora" to książka wydana w 2011 roku przez Wydawnictwo Sine Qua Non. Jak mówi obwoluta „najpierw był przełomowy i świetnie oceniany komiks, później pojawił się rewelacyjny serial, aż w końcu nadszedł czas na powieść”.
Pierwsza połowa książki opowiada, jak pięciu bohaterów przedziera się przez drogi usłane żywymi trupami i wrakami aut do Atlanty, gdzie podobno utworzono obóz dla uchodźców, bezpieczny azyl dla ocalałych. Te ponad sto stron czytałam przez czas zbliżony do tygodnia, czas zaskakująco długi, bo zwykle "pożeram" książki o wiele szybciej. Możliwe, że było to spowodowane brakiem jakichkolwiek większych wydarzeń w fabule. Bohaterowie po prostu zdobywali kolejne środki transportu i zabijali wszystko, co chciało zabić ich.
Jeśli już mowa o postaciach, to na początku mamy ich pięć, później już tylko cztery. Z racji, że książka jest napisana w narracji trzecioosobowej, nie da się wyróżnić jednego głównego bohatera, jednak przez cały utwór mamy do czynienia z braćmi Blake. Brian jest typowym życiowym nieudacznikiem - zostawiła go żona, nie ma dzieci, a każda podjęta przez niego inicjatywa kończy się fiaskiem. Jest tchórzem, boi się własnego cienia i za każdym razem liczy, że jego młodszy brat Philip wyratuje go z opresji. Młodszy z rodzeństwa jest całkowitym przeciwieństwem starszego - ma głowę na karku i prowadził szczęśliwe życie, dopóki jego żona nie zmarła i nie zostawiła go samego z ich dziewięcioletnią córką. Penny towarzyszy swojemu ojcu w wędrówce do Atlanty. Pozostałymi postaciami są Nick Parsons i Bobby Marsh - przyjaciele Philipa.
Druga połowa utworu okazuje się o wiele ciekawsza, pojawiają się nowi bohaterowie, a starzy przechodzą wewnętrzną metamorfozę. Dzieją się wzbudzające grozę wydarzenia. Ucieczka przed żywymi trupami nie kończy się w Atlancie, lecz dużo dalej. Czytanie było samą przyjemnością, wręcz nie mogłam oderwać się od lektury.

Podsumowując, "Narodziny Gubernatora", to książka pełna grozy i barwnych opisów krwawej rzeźni wykonywanej na powstałych z grobu zmarłych. Jest to idealna pozycja dla fanów zombie, którym nie przeszkadza długi wstęp do emocjonującej fabuły.

Edelline

Za książkę dziękuję Wydawnictwu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz