wtorek, 8 grudnia 2015

"Gra pozorów" Sophie McKenzie - recenzja

Tytuł: "Gra pozorów"

Autor: Sophie McKenzie
Gatunek: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 259
Wydawnictwo: Akapit Press



Pamiętacie jeszcze River i Flynna z książek „Zawrót głowy” i „Płomienna namiętność”? Tę spokojną, pilną uczennicę i tego temperamentnego, pełnego gniewu chłopaka? Ja nieomal zdążyłam już zapomnieć, a jednak, kiedy tylko dostałam w swoje ręce „Grę pozorów” - czyli trzecią już część ich historii, natychmiast zaczęłam czytać. Nagle w mojej głowie odnalazły się wszystkie miłe wspomnienia związane z poprzednimi książkami, mój podziw dla autorki, która jakże prawdziwie opisywała losy dwójki młodych ludzi, walczących o prawo do szczęścia i miłości. Tak więc zasiadłam w fotelu z kubkiem kawy i pogrążyłam się w lekturze.

Mimo wcześniejszych niepowodzeń River i Flynn znów są parą. Chłopak wrócił z Irlandii specjalnie dla swojej dziewczyny i za jej namową zapisał się na indywidualną terapię, która ma pomóc mu zapanować nad jego gniewem. Do tej pory wiedzieli o wszystkim jedynie najlepsi przyjaciele dwójki zakochanych – Grace oraz James. Nadszedł jednak czas powiadomić o powrocie Flynna rodziców River, którzy od samego początku byli przeciwni ich znajomości. Nastolatkowie pragną być razem za wszelką cenę i po zawarciu wielu kompromisów, przeprowadzają się do komuny – niewielkiej społeczności, w której wszyscy sobie pomagają, prowadzą ekologiczne życie i utrzymują się z pracy własnych rąk. Jest tam ojciec River, który przeprowadził się do komuny po rozwodzie z matką dziewczyny. Dla dwójki zakochanych jest to niczym spełnienie marzeń. Mieszkają razem, chodzą do jednej szkoły i nie odstępują się na krok. Wszystko co piękne kiedyś się jednak kończy i ich idylla wkrótce zostaje przerwana. Czy River i Flynn poradzą sobie i z tą przeszkodą? Jak wielkie konsekwencje może mieć jeden mały błąd?

„Gra pozorów” jest opowieścią o nastoletniej miłości, budowaniu związku, zaufania, o szacunku i trudnych wyborach. Jednak mimo tych ważnych treści czegoś mi w niej zabrakło. Poprzednie części serii w pewien sposób mnie zauroczyły, czytało się je szybko i przyjemnie, lecz „Gra pozorów” dłużyła mi się niemiłosiernie. Tak naprawdę niewiele się w niej działo, autorka opisywała codzienne życie bohaterów pozbawione jakichkolwiek rewelacji. Dopiero pod koniec uraczyła nas sporą dawką emocji, która niestety jak dla mnie, była zbyt duża. Zakończenie również nie okazało się lepsze i nie zachęciło mnie do sięgnięcia po kolejny tom, choć pewnie mimo wszystko i tak to zrobię. Podsumowując, na tle całej serii „Gra pozorów” wypada raczej słabo, miejmy jednak nadzieję, że kolejna część („Miłość na krawędzi”) będzie lepszym jej następcą.


Edelline


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz