23 października

"Rycerz Sowy" Mercedes Lackey, Larry Dixon - recenzja

"Rycerz Sowy" Mercedes Lackey, Larry Dixon - recenzja
Tytuł: "Rycerz Sowy"
Autor: Mercedes Lackey, Larry Dixon
Gatunek: fantasy
Liczba stron:420

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
cykl: Trylogia Sowiego Maga, tom 3



Trzeci tom serii urzeka piękną okładką, klimatycznie zbliżoną do okładek poprzednich części. Wszystkie trzy na półce prezentują się świetnie.
Nie chcę pisać zbyt wiele o fabule, by nie spoilerować, ale w trzecim tomie znajdziecie sporo odpowiedzi na pytania, które pojawiły się podczas lektury dwóch poprzednich części. Przynajmniej ja je tu odnalazłam. Pewne wydarzenia zaskakują, inne pozwalają czytelnikowi powiązać fakty z pierwszego i drugiego tomu z trzecim. 
Akcja trzeciego tomu toczy się dwa lata po wydarzeniach poprzedniej części. Każdy ze znanych nam już bohaterów pracuje nad sobą i swoimi umiejętnościami. Shandi szkoli się na Herolda, a Keisha zdała swój egzamin na uzdrowiciela. Darian zaś tworzy Dolinę k'Valdemar. 
Bohaterowie dojrzewają i zmieniają się. Darian i Keisha przyglądają się dokładniej swojemu związkowi, analizując to, co do siebie czują. Darian zaś uzmysławia sobie, że od lat nie zrobił nic dla siebie, wciąż pracując dla innych. Ta refleksja popycha go do wyruszenia w podróż, której celem jest poznanie losów jego rodziców.
W tym tomie autorzy skupili się przede wszystkim na emocjach postaci. Darian i Keisha próbują znaleźć właściwą drogę dla ich związku, a Shandi zmaga się z samą sobą, nie wiedząc, czy udźwignie rolę Herolda, do której się przygotowuje.  
Początkowo fabuła rozwija się powoli i spokojnie. Dopiero w chwili, gdy Darian rusza w drogę, akcja przyspiesza. Autorzy i tym razem stosują dość długie i bogate w szczegóły opisy. Nie każdemu może się to podobać, ale warto "przebrnąć" przez nie, by następnie zanurzyć się w serię przygód, które napotyka na swojej drodze Darian. 
Polecam tę lekturę wszystkim, którzy czytają literaturę fantastyczną i lubią, gdy opisy są tak dokładne, że mogą zobaczyć postaci i miejsca, o których czytają.  
    
Kate


22 października

"NieLudzie" Kat Falls - recenzja

"NieLudzie" Kat Falls - recenzja

Tytuł: NieLudzie
Autor: Kat Falls
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 398


Po książkę sięgnęłam z powodu okładki, która zainteresowała mnie od pierwszej chwili, oraz tematyki książki. Na początku obawiałam się, że będzie to przewidywalna i nudna historia. Na moje szczęście myliłam się i to bardzo! 

"NieLudzie" to książka fantastyczna, choć wydaje mi się, że także trochę naukowa i lekko przygodowa.
Główną bohaterką jest Delaney McEvoy, ale woli, by nazywać ją Lane. Żyje ona w odizolowanym mieście Ameryki, po epidemii "ferae". Jest to choroba zapoczątkowana wirusem, który wymyśliła ludzkość, a który przez przypadek wydostał się z laboratorium. Chorują na niego ludzie i zwierzęta. Początkowo wirus zabijał praktycznie od razu, a teraz, 19 lat po katastrofie, jego efekt osłabł i teraz już nie zabija (a przynajmniej nie bezpośrednio), lecz powoduje mutacje. Ludzie wyglądają jak zwierzęta, a potem tracą zdrowy rozsądek i zabijają innych. Oczywiście, wszystko to dzieje się poza murami miasta (swoją drogą to jest jedyne takie miasto w CAŁEJ Ameryce), a w samym mieście praktycznie nie ma śladów po epidemii. Są tylko oddziały do walki z nią i oczywiście ogromny mur, którego nie sposób przeoczyć. Lane, jak to bywa w takich książkach, jest zwykłą dziewczyną, nie pamiętam ile ma lat, ale jest wegetarianką. Jej matka umarła na raka, kiedy dziewczyna była młodsza, a jej tata Mack praktycznie cały czas jest poza domem. Lane nie wyróżniała się na początku praktycznie niczym, do momentu, gdy dowiedziała się, że Mack jest szmuglerem, a teraz musi mu jakoś uratować życie, bo będzie mu grozić rozstrzelanie przez pluton egzekucyjny. Chyba, że Lane przekaże mu wiadomość, a on dokona szmuglu, to wtedy wszystkie obciążające go dowody zostaną zniszczone. Jest tylko jeden problem. Lane nie była przygotowywana do bycia szmuglerem, wręcz przeciwnie, nawet nie wiedziała o tym, kim jest jej tata. Więc kompletnie nieprzygotowana musi poradzić sobie w świecie, gdzie na każdym kroku może umrzeć...
Szczerze mówiąc, zakochałam się w tej książce. Sposób pisania autorki bardzo mi się spodobał, a fabuła jest boska. A Lane, jako jedna z nielicznych głównych bohaterek, nie jest przez całą książkę naiwną i głupiutką panienką, za którą trzeba walczyć. Potrafi sobie poradzić, chociaż nie od razu. Właśnie to sprawiło, że książka jest bardziej realistyczna.

A teraz najtrudniejsze - komu polecam tę książkę. Wszystkim! Książka jak dla mnie jest obłędna. Każdy, kto uwielbia takie trochę postapokaliptyczne klimaty, może przeczytać książkę i według mnie nie pożałuje poświęconego jej czasu. Ja nie żałuję, chociaż jeśli mam być szczera, gdyby wyszła druga część, to bym jej raczej nie przeczytała, bo książka jest jak dla mnie świetnie zakończona, mimo iż finał dużo nie mówi, ale właśnie to mi się podoba :). W każdym razie, książkę polecam z całego serca.

Nicola


13 października

Maskotkowe wojaże

Maskotkowe wojaże
Nasze maskotki, jak zawsze spędziły fantastyczne wakacje. Mamy dla Was relację fotograficzną od Kapra, który zabrał Misia Policjanta do Rożnowa, i od Ani, z którą rodzinka Łosiów spędziła ciekawie czas w Bad Ischl, Ponte Lambro i Wenecji. 



Ciekawe, gdzie jeszcze pojadą nasze maskotki? Może ktoś postanowi zabrać je również na ferie zimowe? 

09 października

Przypominajka konkursowa!!!

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Biblioteka Szkolna (@library1gim)

09 października

"Konserwator" Julian Sanchez - recenzja

"Konserwator" Julian Sanchez - recenzja
Tytuł: "Konserwator"
Autor: Julian Sanchez
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 430
Wydawnictwo: Świat Książki
cykl: Enrique Alonso, tom 2


Chociaż powieść "Konserwator" to kontynuacja "Antykwariusza", można ją z powodzeniem czytać oddzielnie, gdyż opowiada zupełnie inną historię. Główny bohater, Enrique Alonso, mieszka obecnie w Nowym Jorku. Jego życie, w porównaniu z tym, które znam z "Antykwariusza", zmieniło się diametralnie. Rozstał się z Bety, zamieszkał w Nowym Jorku i stał się autorem dwóch bestsellerów. Pewnego dnia otrzymuje intrygujący e-mail od byłej żony, która pracuje jako szefowa promocji w Muzeum San Telmo. Jego treść sprawia, że mężczyzna postanawia wrócić do San Sebastian. 
Niedługo inauguracja Muzeum, więc przygotowania trwają. Ekipę pracowników wspiera emerytowany konserwator, Craig Bruckner. Z krótkiej rozmowy mężczyzn dowiadujemy się o tym, że Bruckner jest specjalistą od twórczości Jose Marii Serta, studiuje malowidła Serta w kościele San Telmo i planuje wydać monografię malarza. Mężczyźni umawiają się na kolejną rozmowę w niedalekiej przyszłości, jednak wszystko się zmienia, kiedy w zatoce La Concha zostają znalezione zwłoki. Okazuje się, że topielcem jest... Craig. Jest to bardzo dziwne, ponieważ mężczyzna był świetnym pływakiem... Bety bardzo przeżywa jego śmierć, gdyż zdążyli się zaprzyjaźnić, mimo dużej różnicy wieku. Enrique postanawia przeprowadzić własne śledztwo, którego efekty mają stać się kanwą jego nowej powieści. Bety postanawia mu pomóc ze względu na pamięć Craiga. Żadne z nich nie ma pojęcia, co ich czeka i jak bardzo te poszukiwania staną się dla nich niebezpieczne. Czy wypadek Enrique'a był przypadkowy czy też ktoś nastaje na jego życie? Kim jest April? Co wspólnego z Sertem miała w czasie II wojny światowej rodzina Wendelów? I czym są tajemnicze Trzysta? Im bardziej zagłębiamy się w powieść, tym lista pytań staje się dłuższa...
Rozwijającej się intrydze kryminalnej towarzyszy wątek miłosny. Choć Enrique związany jest obecnie z inną kobietą, młodziutką Heleną, wciąż czuje, że Bety jest mu niezwykle bliska. Śledząc meandry historycznego śledztwa pisarza, obserwujemy równocześnie rozterki, które targają jego sercem. Bety nie czuje się dobrze w obecnej sytuacji. Jest jej szkoda Heleny... Czy para mimo to wróci do siebie?        
Choć fabuła wciąga, akcja nie należy do niezwykle szybkich. Czytelnik poznaje kolejne fakty wczytując się w poszczególne części, na które podzielona jest powieść. 
Muszę przyznać, że pomysł autora bardzo mi się spodobał. Ciekawie czytało się o pisarzu, który w poszukiwaniu pomysłu na nową powieść przekopuje archiwa i poszukuje odpowiedzi na kilka zagadek z przeszłości. Polecam z całego serca! 

Zoja


  

07 października

"Dzieci gniewu" Paul Grossman - recenzja

"Dzieci gniewu" Paul Grossman - recenzja
Tytuł: "Dzieci gniewu"
Autor: Paul Grossman
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Sine Qua Non


Zaczynam sobie czytać książkę, jestem na stronie 68 i myślę sobie: „No, no! Temu autorowi nie jest obce pojęcie dziedziczenia odpowiedzialności za winy. Bardzo mu się to chwali! Prawdziwy patriota!”
Po czym zerknęłam na ostatnią stronę i mój entuzjazm nieco zbladł.
To on nie jest Niemcem?!

Dzieci gniewu

Zacznę od okładki, bo jest pierwszą rzeczą, która rzuca mi się w oczy i... nie oszukujmy się, to często jej wygląd decyduje, czy książka w ogóle zostanie przekartkowana. Przynajmniej w moim przypadku.
Ilustracja na pierwszej stronie przedstawia, jak mniemam, jedną z niemieckich ulic, którą kroczy odziany w płaszcz mężczyzna. A przynajmniej tak sugeruje nieco niewyraźny zarys sylwetki. Frapujące jest zestawienie fontów na okładce. To zaledwie jedna strona, a naliczyłam ich aż... no, co najmniej cztery. Bądź pięć, jeśli by wziąć pod uwagę, że dla wyróżnienia (?) części tekstu użyto kursywy. Przez to całość wydaje się nieco mało spójna i chyba zostanę fanką oryginalnej okładki, bo pomimo podobieństw, jest znacznie bardziej rytmiczna.
Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego klimat okładki od razu przywiódł mi na myśl kadry z sequelu „Koszmaru z ulicy Wiązów”.

Przejdźmy do fabuły.
Bohaterem powieści jest detektyw Willi Krause – policjant pochodzenia żydowskiego, a ponieważ akcja całej książki toczy się w 1929 roku, mężczyzna stale narażony jest na kpiny o antysemickim charakterze, których nadawcami są jego koledzy z pracy. Osobiście ośmielę się stwierdzić, że większość szyderstw motywuje raczej zazdrość, niż faktyczna nienawiść do wspomnianej nacji. Będę obstawała przy tej tezie, nawet pomimo tego, że rok 1929 to przecież czas, w którym w Niemczech zaczyna rodzić się coraz więcej ideologii nazistowskich.
Wracając jednak do kluczowych części fabuły. Krause jest świetnym detektywem, który, jak na swój wiek, osiągnął bardzo dużo, więc stanowi swego rodzaje sól w oczach reszty załogi. Pomimo niezaprzeczalnego talentu do rozwiązywania zagadek, został on odsunięty od śledztwa dotyczącego znalezionych w kanale dziecięcych kości oraz biblii. W tym samym czasie, w Niemczech, wybucha epidemia, mająca swoje źródło w zatrutym mięsie. Detektyw Krauze zostaje przydzielony do sprawy, ale wcale nie zamierza skupiać się tylko na niej. Na własną rękę będzie próbował złapać także mordercę dzieci.
Jeśli chodzi o całokształt, książka niezaprzeczalnie posiada swój własny, mroczny klimat, który ani na moment nie zostaje zmącony niepotrzebnym łączeniem gatunków. Autor operuje doskonałym stylem. Dialogi są naturalne, opisy bogate, postacie pełnowymiarowe i ciekawe.
Taki warsztat powinien być marzeniem każdego pisarza!
Gdybym mogła, chętnie przeniosłabym się do City University of New York, gdzie Paul Grossman wykłada literaturę.
Podsumowując, książkę mogę śmiało polecić wszystkim fanom kryminałów, ale z uwagi na niektóre fragmenty powieści, nie radzę czytać jej podczas posiłków. Zaręczam, że się nie zawiedziecie. Książka trzyma w napięciu właściwie do ostatnich jej stron i nie pozwala się oderwać ani na moment. Chętnie przeczytam ją jeszcze raz. Za jakiś czas.

Thea



06 października

"Córka pszczelarza" Santa Montefiore - recenzja

"Córka pszczelarza" Santa Montefiore - recenzja
Tytuł: "Córka pszczelarza"
Autor: Santa Montefiore
Gatunek: romans obyczajowy
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 430


„Córka pszczelarza” jest piękną i poruszającą historią, w której dominuje miłość, namiętność i tęsknota za ukochaną osobą. Książka opowiada historię matki i córki, które chcą odnaleźć swoje szczęście i miejsce na ziemi.
Grece, córka pszczelarza, dorasta na wsi. Od najmłodszych lat wraz z ojcem zajmuje się pszczołami, co sprawia jej wielką radość. Po śmierci ojca dziedziczy majątek.
W młodości Grece wychodzi za mąż za przyjaciela z dzieciństwa i układa sobie życie. Kocha go, jednak pamięć o niespełnionej miłości z młodzieńczych lat sprawia, że Grece tęskni za człowiekiem, którego kochała jako nastolatka. Wybucha druga wojna światowa. Obaj mężczyźni, których Grece kocha, zostają powołani do wojska. Niestety, los sprawia, że mąż Grece wraca z wojny okaleczony – z okropną raną na twarzy i bez jednego oka. Utrata oka sprawia, że mąż staje się zrzędliwy i nieznośny.
Trixie, córka Grece, jest zakochana w muzyku, który żyje nadzieją, że w przyszłości będzie wielkim artystą. Po śmierci brata musi wrócić do Anglii. Zostawia szaleńczo zakochaną w nim Trixie z nadzieją, że kiedyś wróci i ją poślubi. Obiecuje przysłać jej zaproszenie, ale... nie dotrzymuje słowa. Los płata mu figle. Wracając w rodzinne strony przejmuje majątek. Tam też poślubia kobietę ze swoich sfer. Jednak miłość do Trixie wciąż pozostaje w jego pamięci…
Matka i córka zostają same z bolesną świadomością niespełnionych miłości. Nie zdają sobie sprawy z łączących ich sekretów. Mijają lata… Trixie odkrywa pewną tajemnicę matki. Jak się potem okazuje, matkę i córkę łączy coś więcej, niż tylko więzy krwi. Przeżyły bowiem niezwykłą, ale i nieszczęśliwą miłość. Po wielu latach Trixie wyrusza w podróż do Anglii, aby wyjaśnić tajemnice i odnaleźć to, za czym obydwie tęsknią...
Lekturę tę polecam wszystkim, którzy lubią życiowe historie, pełne ludzkich uczuć i emocji.

Beta


06 października

"Kochani dlaczego się poddaliście?" Ava Dellaira - recenzja

"Kochani dlaczego się poddaliście?" Ava Dellaira - recenzja
Tytuł: "Kochani dlaczego się poddaliście?"
Autor: Ava Dellaira
Gatunek: literatura młodzieżowa, obyczajowa
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 300


„Laurel podziwiała siostrę, ale czuła się przez nią zepchnięta w cień. Teraz usiłuje pogodzić się z tym, co się stało, i odnaleźć siebie. Choć nie jest łatwo opłakiwać kogoś, komu się nie wybaczyło… Pisze o tym, co się zdarzyło, przeżywa to jeszcze raz. Zwierza się, pyta. Te listy i miłość, którą odkrywa, pozwalają pojednać się z życiem i z sobą samą. Rozumie, że nie mogła ocalić siostry, ale może ocalić siebie”.

Laurel - bohaterka książki, której czytelnik towarzyszy od pierwszej strony, jest dziewczyną „po przejściach”. Poznajemy ją w momencie, gdy rozpoczyna naukę w szkole średniej. Laurel wybrała szkołę inną niż jej znajomi i przyjaciele z gimnazjum. Podjęła taką decyzję ze względu na bolesne wydarzenie, które zmieniło jej życie na zawsze. Dziewczyna czuje się w nowej szkole samotna i zagubiona, ale ma nadzieję na to, że to właśnie tutaj, z dala od osób wszystkowiedzących, od osób współczujących, może zacząć wszystko od nowa. Z biegiem czasu zaprzyjaźnia się z grupką ludzi, którzy powoli wkraczają w jej życie stając się jej przyjaciółmi, rodziną, powiernikami, oparciem. Pojawia się również miłość, miłość trudna, bolesna, ale jednocześnie najpiękniejsza.
Z kart książki dowiadujemy się, że rodzina Laurel rozpadła się. Rodzice są po rozwodzie, a starsza siostra Laurel zginęła tragicznie. I to wydarzenie spowodowało, że rodzina przestała istnieć. Każdy miał żal do każdego, wzajemne obwinianie się doprowadziło do ucieczki matki, do rozpadu psychicznego Laurel, do wycofania się ojca.
Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie w tej sytuacji, ponieważ straciła nie tylko ukochaną siostrę, która była dla niej wzorem do naśladowania, ale również rodziców. Czy na zawsze? Czy po tak bolesnych wydarzeniach da się skleić rodzinę? Czy mogą jeszcze kiedykolwiek funkcjonować jak dawniej?
Okazuje się, że pomocną dłoń do dziewczyny wyciągnie jako pierwsza nauczycielka języka angielskiego. Zrobi to nieświadomie, a może nie?, zadając pracę domową. Laurel poświęci się temu zadaniu bez reszty, cały swój czas poświęci pisaniu listów do osób nieżyjących. Czy ją to ocali?

„Kochani dlaczego się poddaliście” jest książką smutną, a temat poruszony w niej dotyka sfery uczuciowej, ale tak delikatnej, że jedno niewłaściwe słowo może wyrządzić ogromną krzywdę. Jest to książka o cierpieniu, radzeniu sobie z rzeczywistością w obliczu żałoby po najbliższej osobie. Jest to książka o przyjaźni, prawdziwej, szczerej, dojrzałej. Jest to książka o miłości, tej złej i dobrej, pięknej i krzywdzącej. I przede wszystkim jest to książka o uczuciach, napisana w formie listów, pamiętnika. Piękna, wzruszająca i dająca do myślenia książka. Czasem warto zatrzymać się i przewartościować własne życie. Czasem ktoś musi nam uświadomić, co w tym naszym życiu jest najważniejsze. I taka jest właśnie ta lektura. Zmusza nas do refleksji, ale też pokazuje, że jesteśmy zwykłymi śmiertelnikami, płaczącymi, cierpiącymi i kochającymi. Boimy się samotności, pragniemy obecności drugiej osoby.

Zachęcam do przeczytania książki, polecam gorąco, mnie ona nie zawiodła, ponieważ oprócz tych trudnych tematów, była to dla mnie fantastyczna lektura o życiu nastolatki. Czy Laurel w końcu pogodzi się ze śmiercią siostry? Czy rodząca się miłość przetrwa ten trudny czas? Czy decyzja dotycząca wyboru innej szkoły niż rówieśnicy była prawidłowa? Czy można zaprzyjaźnić się z „kosmitami”? Na wszystkie te pytania znajdziemy odpowiedzi w książce. Polecam!!!

Ana


30 września

Miesiąc Bibliotek czas zacząć

Miesiąc Bibliotek czas zacząć
Międzynarodowy Miesiąc Bibliotek Szkolnych czas zacząć!







Zdjęcia do KONKURSU Z DYMKIEM:
pobierz wybrane zdjęcie, uzupełnij napisy w dymkach i wyślij na maila biblioteki.






Zaglądaj do biblioteki i bierz udział w pozostałych atrakcjach.

Konkurs kuleczkowy - już od jutra można typować liczby!



POWODZENIA!

29 września

„Silver. Powrót na Wyspę Skarbów” Andrew Motion - recenzja

„Silver. Powrót na Wyspę Skarbów” Andrew Motion - recenzja
Tytuł: „Silver. Powrót na Wyspę Skarbów”
Autor: Andrew Motion
Liczba stron: 370
Gatunek: powieść przygodowa
Wydawnictwo: Sine Qua Non




Chyba każdy z nas, jeżeli nie czytał, to przynajmniej słyszał o „Wyspie skarbów” Stevensona. Powieść ta jest źródłem wielu wspomnień głównie dla starszych czytelników. Przypomina dzieciństwo, lata, kiedy wolny czas spędzało się czytając książki lub grając w piłkę na świeżym powietrzu, gdyż mało kto miał telewizor, a komputery nie były jeszcze znane. „Silver. Powrót na Wyspę Skarbów” jest kontynuacją książki Stevensona, na co wskazuje choćby sam tytuł. Mija czterdzieści lat od pierwszej wyprawy, Jim Hawkins stracił zapał do awanturniczych rejsów i otworzył własną gospodę. Jednak jego syn - Jim Junior, aż rwie się na spotkanie z przygodą. Kiedy więc na jego drodze pojawia się Natty - córka legendarnego Długiego Johna Silvera, dawnego kompana ojca Jima, bez wahania wyrusza razem z nią po srebro pozostawione na Wyspie Skarbów. Młodzi bohaterowie mają zapewniony statek i załogę, brakuje tylko mapy, która wciąż jest w posiadaniu starego Hawkinsa, lecz kiedy tylko udaje im się ją zdobyć, bez wahania ruszają po przygodę, która na zawsze zmieni ich życie.

„Powrót na wyspę skarbów” jest wciągającą historią pełną niebezpiecznych przygód i morskiej bryzy. Mimo tego, że akcja nie rozgrywa się strasznie szybko, powieść wcale nie jest nudna czy monotonna, wręcz przeciwnie - autor kusi nas i przyciąga, powoli wyznaje swe tajemnice. W tekście przeważają opisy, rzadko kiedy spotykamy się z dialogami, lecz język, jakim pisana jest książka, łatwo zrozumieć, dzięki czemu czyta się ją przyjemnie i szybko. Pozycja z pewnością oryginalna, warta przeczytania. Bez wahania mogę przyznać, iż Andrew Motion wspaniale poradził sobie z trudnym zadaniem dorównania Stevensonowi. „Silver” to doskonała kontynuacja legendarnej już „Wyspy Skarbów”, nikt komu podobała się „pierwsza część” nie powinien być zawiedziony. 

Edelline


Copyright © 2016 Za półką z książkami... , Blogger